różne różności

o patriotyzmie słów kilka

dwóch blogerów, których czytam i cenię (liberalny kalwin i alex2001) poruszyło w swoich notkach kwestię stosunku Polaków do swojej przeszłości, historii i pewnych charakterystycznych cech narodowych. nie wiem, czy się nawzajem czytają, ale ciekawe jest to, że obaj poruszyli podobny temat. co więcej: obaj piszą w podobnym tonie. nie ukrywam, że ich postawa jest mi bardzo bliska.

zastanawia przede wszystkim jedna rzecz poruszana przez obu blogerów: dlaczego w Polsce nadrzędną wartością, jeśli chodzi o patriotyzm, jest gloryfikacja przegranych spraw i obchodzenie głównie rocznic nieudanych zrywów narodowowyzwoleńczych? wiem, że łatwo jest politykom różnej maści znaleźć jakiś lokalny grób, mogiłę czy pomnik i przy nim się polansować z kwiatami czy wieńcami. albo ujmując rzecz bardziej ogólnie: łatwiej jest znaleźć winnego na zewnątrz, zwalić winę na niesprzyjające okoliczności, uwarunkowania geopolityczne czy nie takich sąsiadów albo nie ten czas. dlaczego rocznice rzeczy, które się nam udały, są albo obchodzone ze zdecydowanie mniejszą pompą i celebrą, albo wręcz utopione w jadzie wzajemnych pretensji i oskarżeń? dlaczego inne narody potrafią, a my nie?

bardzo charakterystyczny dla polskiej mentalności jest następujący cytat: „Kiedy wreszcie zrozumiemy tę lekcję? Kiedy zrozumiemy, że najlepszym sposobem na uczczenie Powstańców nie jest inscenizacyjka zdobywania barykady, ale np. wybudowanie domów dla uchodźców w Czadzie czy Kongu?„. zaprawdę, nic dodać, nic ująć. ciekawe, jak długo będzie powyższy cytat jedynie pobożnym życzeniem… dla równowagi trochę mniej poważne słowa: „Niestety, ciągłe składanie kwiatów pod pomnikiem ulepionym z klęsk i krzywd ma tę wadę, że robi z mózgu sałatkę warzywną.” tu również nie potrzeba komentarza, bo „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”, jak pisał Andrzej Frycz Modrzewski.

Wojciech Wencel dla odmiany w swoim felietonie uderza w ton religijno-narodowy, co nie dziwi w kontekście pisma, w którym felieton jest zamieszczony (Gość Niedzielny). moim zdaniem autor wyciąga zbyt daleko idące wnioski z zainteresowania muzyków rockowych tradycją powstańczą. raczej była to próba przybliżenia współczesnemu słuchaczowi czy czytelnikowi ducha tamtych czasów niż wyraz „apologii zrywu narodowego”. oczywiście trzeba oddać powstańcom ich bohaterstwo w walce, ale trzeba mieć również świadomość tego, że byli jeno trybikami w maszynie wojennej. ważna jest perspektywa, której tutaj chyba brakuje. dalsze akapity artykułu potwierdzają tą intuicję. Wencel cytuje J. M. Rymkiewicza, który „uznaje powstanie warszawskie za najważniejsze wydarzenie w całej naszej historii, co więcej – wydarzenie zwycięskie. To właśnie skutkiem dramatycznych walk na ulicach Warszawy w sierpniu i wrześniu 1944 roku jest, według poety, odzyskanie przez Polskę niepodległości po 1989 roku.” możliwe, że jakimś tam pośrednim skutkiem Powstania (baaardzo dyskusyjna teza) było odzyskanie przez Polskę niepodległości po 1989 roku, ale na Boga, zdecydowanie nie było to najważniejsze wydarzenie w „całej naszej historii” (to znaczy właściwie jakiej?).

podtytuł felietonu „Pogarda śmierci – nie ma lepszej definicji polskości” potwierdza tylko to, co pisali wymienieni przeze mnie blogerzy: uwielbiamy się nurzać w cierpieniu i martyrologii. chciałbym, żeby definicją polskości była na przykład „solidna robota” albo „tolerancja dla Innego” albo „umiejętność porozumienia”. ale dzięki takim „filozofom”, jak W. Wencel ziści się to może w dziesiątym pokoleniu licząc od teraz. oczywiście jak dobrze pójdzie i nie wydarzy się znowu kolejna wojna albo powstanie.

Napisz komentarz