różne różności

neutralność światopoglądowa państwa to fikcja

Opublikowano: 20 grudnia 2009 | brak komentarzy

GN opublikował w numerze 50 artykuł pod tytułem Neutralność według lewicy. mam wrażenie, że jest on według autora odpowiedzią na różne pomysły lewicy zmierzające do przywrócenia państwu polskiemu neutralności światopoglądowej.

jednakże autor nie ustrzegł się paru uproszczeń i przekłamań (ciśnie mi się na usta określenie “jak zwykle w GN”). poniżej je wymienię i odniosę się do nich.

“Dominujący obecnie w wielu krajach Europy Zachodniej model „francuski” zakłada „wrogie” oddzielenie państwa od religii [...] W efekcie doprowadziło to do powstania swoistej „religii świeckiej” [...] To właśnie takie myślenie o relacji władzy i Kościoła doprowadziło do nieumieszczenia w traktacie reformującym Unię Europejską, a potem w traktacie lizbońskim jakiejkolwiek wzmianki o chrześcijańskich korzeniach Europy.” – najprawdopodobniej autor jest na tyle naiwny, że uważa, iże umieszczenie wzmianki o chrześcijańskich korzeniach Europy w dokumentach unijnych będzie działać na zasadzie zaklęcia, tudzież jest sprawą ważniejszą niż na przykład kwestie polityczne czy ekonomiczne. chyba nastąpiło  tutaj lekkie rozminięcie z rzeczywistością. jeśli nie sposób wszystkich zadowolić, chyba lepiej nie zadowolić nikogo, niż dawać powód do waśni i kłótni.

„Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym” – rozumiem, że widoczny udział najwyższych urzędników państwowych w uroczystościach religijnych oraz zapraszanie hierarchów katolickich na uroczystości państwowe jest urzeczywistnieniem przywołanego tutaj artykułu 25 konstytucji RP, tak?

“Jeśli do tego dodamy konstytucyjnie zagwarantowane prawo rodziców do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami, wyłania się obraz niezwykle przyjaznych relacji między państwem i Kościołem, w którym prawa ludzi wierzących są gwarantowane w najważniejszej ustawie w państwie.” – wszystko pięknie i ładnie, ale zapewnienie nauczania religijnego i niezwykle przyjazne relacje między państwem i Kościołem są ograniczone do jednego Kościoła – katolickiego. pozostałe Kościoły są traktowane jako przykra okoliczność, której nie da się usunąć, ale można jej nie zauważać.

“Współczesny system prawny praktycznie opiera się na etyce chrześcijańskiej. Obecnie katolicy domagają się, aby prawo państwowe było oparte na prawie naturalnym, na które składa się m.in. prawo do życia od momentu poczęcia aż do naturalnej śmierci.” – przepraszam, system prawny jakiego kraju? określenia “współczesny” oraz “praktycznie” są nic nie mówiącymi uogólnieniami. w dodatku przywołane zdanie nie pozostawia miejsca na inną etykę i możliwość tworzenia aktów prawnych w oparciu o nią. poza tym: “katolicy domagają się” – a co z tymi, którzy katolikami nie są? albo są katolikami, ale nie zgadzają się z nauczaniem Kościoła? albo z ateistami? dla publicystów GN nie są ważni, ważni są katolicy (oczywiście nie wszyscy, tylko ci akceptujący w pełni nauczanie Kościoła), reszta musi się podporządkować. śmierdzi mi to trochę państwem wyznaniowym. w latach 1945-89 mieliśmy małą próbkę, tylko zamiast Kościoła była Partia.

“Tymczasem za każdym razem, gdy katolicy zgłaszają rozwiązania wywodzące się z prawa naturalnego czy etyki chrześcijańskiej, lewica oskarża nas o łamanie zasady neutralności światopoglądowej. [..] a fakt, że ktoś w życiu publicznym odwołuje się do etyki chrześcijańskiej, w żaden sposób nie łamie świeckości państwa.” – problemem nie jest proponowanie rozwiązań wywodzących się z etyki chrześcijańskiej, ale tworzenie takiego prawa, które osobom inaczej myślącym uniemożliwia pewne zachowania. dla przykładu: “NIE” dla  in vitro nie pozwala na skorzystanie z tej metody, natomiast “TAK” nie zmusza nikogo do korzystania z niej, daje jedynie możliwość. niby logiczne, ale niektórych to przerasta.

“Gdy toczyła się debata o in vitro, Magdalena Środa zgłosiła postulat, aby wykluczyć z niej przeciwników sztucznego zapłodnienia, bo mają niewłaściwe poglądy, do tego wywodzą je z przekonań religijnych.” – tak wygląda konkretna wypowiedź według GN. żadnej, nawet najmniejszej informacji o źródle wypowiedzi. po prostu żal.

do powyższego artykułu odniósł się również portal ekumenizm.pl, natomiast  Kazimierz Bem (znany jako liberalny kalwin) opublikował w Rzeczypospolitej artykuł na temat neutralności państwa między innymi w kontekście katechezy w szkołach. zachęcam do przeczytania obydwu artykułów.

interesujące? podziel się...
  • Blip
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Flaker
  • FriendFeed
  • HelloTxt
  • Tumblr
  • Twitter
  • Wykop

mały jubileusz

Opublikowano: 10 grudnia 2009 | brak komentarzy

nadszedł czas na małe podsumowanie. powodów jest trzy:

  • liczba odwiedzających mojego bloga przekroczyła magiczną liczbę 1000,
  • liczba postów zbliża się do 100,
  • piszę bloga prawie rok.

na początku pisałem na http://miguelm75.tublo.pl, potem przeniosłem się pod adres http://miguelm75.blogspot.com, następnie wykupiłem własną domenę http://michalm.info, gdzie aktualnie  znajduje się blog.

większość osób trafia na niniejszą stronę szukając informacji w miarę związanych z  poruszaną tematyką, ale niektórzy wchodzą na mojego bloga wyszukując zgoła dziwne frazy. może nie tak zakręcone jak na tagu #referralfun na BLIP-ie, ale czasami bywam zaskoczony :-) .

jak widać po przyporządkowaniu postów do kategorii, najbardziej interesującą mnie tematyką jest polityka. aczkolwiek jeśli natrafię na różnego rodzaju nieprawidłowości w szeroko pojętym życiu społecznym, również staram się o nich wspomnieć. nie pogardzę również opisywaniem trudnych momentów z życia Kościoła, z którego nauką coraz częściej się nie zgadzam. aczkolwiek nadal jest to również mój Kościół.

głównymi dostarczycielami inspiracji są Gazeta Wyborcza, Gość Niedzielny, feminoteka.pl oraz ekumenizm.pl, którym z tego miejsca serdecznie dziękuję, a publikującym życzę dużo weny.

dziękuję bardzo wszystkim odwiedzającym. bardzo serdecznie was pozdrawiam i proszę o głosowanie na mojego bloga w serwisie Blogbox. głosować można tutaj: http://www.blogbox.com.pl/show/suggested/2832. niestety wymagana jest rejestracja w serwisie, ale po zagłosowaniu możecie skasować konto, jeśli uznacie, że się wam już nie przyda :-)

życzę powodzenia we wszystkich waszych zamierzeniach i zapraszam ponownie.

interesujące? podziel się...
  • Blip
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Flaker
  • FriendFeed
  • HelloTxt
  • Tumblr
  • Twitter
  • Wykop

zgłosiłem bloga do Blogboxa

Opublikowano: 6 grudnia 2009 | 2 komentarzy

podobnie jak Piotr Sajnog zgłosiłem swojego bloga do serwisu Blogbox. aby się tam dostać, należy zgromadzić odpowiednią liczbę głosów.

jeśli więc Szanowni Czytelnicy uważają, że prezentowane przez mnie treści są wartościowe, zapraszam do oddania na mnie głosu. w tym celu należy zarejestrować się w serwisie i posłużenie się następującym kodem weryfikacyjnym: (b0d92829b9909bdd7c360bb561a2b4a3). będzie mi niezmiernie miło, jeśli w ten sposób docenicie to, co piszę.

pozdrawiam wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób trafili na moją stronę :-)

głosować można na tej stronie: http://www.blogbox.com.pl/show/suggested/2832 (przypominam o wymaganej rejestracji).

interesujące? podziel się...
  • Blip
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Flaker
  • FriendFeed
  • HelloTxt
  • Tumblr
  • Twitter
  • Wykop

badania prenatalne i równe traktowanie po polsku

Opublikowano: 6 grudnia 2009 | brak komentarzy

wczoraj pisałem o stosunku lekarzy do pacjentów, który czasami wygląda zdecydowanie nie tak, jak powinien. a dzisiaj robiąc porządek odkryłem w swoich archiwach artykuł dotyczący badań prenatalnych w Polsce. właściwie jest to list do redakcji z cyklu “Witamy w Polsce”. zachęcam do przeczytania.

nie mieści mi się w głowie, jak lekarka (litościwie opisana tylko inicjałami jako“Doktor Maria S-D”) może być tak chamska w stosunku do pacjentki, jak może włazić z buciorami w jej osobiste sprawy i do tego mieszać swoje prywatne przekonania. jeśli pacjentka jest w wieku, w którym NFZ zaleca bezpłatne badanie prenatalne, to obowiązkiem lekarza jest wypisanie skierowania, a nie dopytywanie się, co pacjentka zamierza zrobić z wynikami.

ponadto lekarka nie dopisując na skierowaniu sformułowania “ze względu na wiek” prawdopodobnie popełniła błąd w sztuce, a co najmniej nie dopełniła niezbędnej formalności. zaś motywowanie tego faktu światopoglądem jest zwyczajnym nadużyciem. takie zachowania powinny być piętnowane i eliminowane w środowisku, zaś wspomniana lekarka powinna przypomnieć sobie zajęcia z etyki lekarskiej. może wtedy coś by się jej rozjaśniło w głowie.

prawie trzy tygodnie temu organizatorki Kongresu Kobiet na konferencji prasowej zaapelowały do premiera Donalda Tuska o odwołanie pełnomocniczki rządu ds. równego traktowania Elżbiety Radziszewskiej, o czym informowała GW. na stronie internetowej urzędu pani minister jest dużo ciekawych informacji, są deklaracje i zapowiedzi wydarzeń – stosowny link jest  tutaj. niestety nie przekłada się to kompletnie na rzeczywistość, bo pani minister i podlegli jej urzędnicy nie robią nic sensownego, aby równe traktowanie wszystkich stało się rzeczywistością, a nie zaklęciem.

premier nie skorzystał z okazji odwołania minister Radziszewskiej, kiedy dokonywał zmian w rządzie (odwołał wtedy 3 ministrów, a 3 osoby z Kancelarii Premiera wróciły do pracy poselskiej), nie skorzystał dotychczas ze wspomnianej  propozycji organizatorek Kongresu Kobiet. wygląda na to, że będzie ona pełnić swoją funkcję jeszcze długo (do końca kadencji) ze szkodą dla wszystkich. nieodwołanie pani minister jest częścią planu premiera pod tytułem “jak się nie narazić wyborcom, utrzymać wysoką pozycję w sondażach i elegancko rozpocząć kampanię prezydencką”. jak na razie premierowi idzie dobrze. pytanie nasuwa się jedno: czy o to w tym wszystkim chodzi?

http://wyborcza.pl/1,87649,7228734,Badania_prenatalne_a_la_Polonaise.html
interesujące? podziel się...
  • Blip
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Flaker
  • FriendFeed
  • HelloTxt
  • Tumblr
  • Twitter
  • Wykop

ciąg dalszy nastąpił

Opublikowano: 5 grudnia 2009 | 1 komentarz

w dzisiejszym wpisie znajdą się nawiązania sobie do wcześniejszych moich wpisów, a które mają różnego rodzaju ciąg dalszy.

jakiś czas temu pisałem o programie edukacyjnym finansowanym przez łódzki magistrat (a konkretnie: tutaj i tutaj). okazuje się, że powyższy temat boli nie tylko mnie. niejaki navaira na swoim blogu  zatytułowanym z  życia heteroseksualistów również poruszył ten temat w jednym z wpisów, a zrobił to z dużo większym niż ja poczuciem humoru, ironią i zjadliwością. z tego miejsca składam mu wielkie uszanowanie. czytam jego bloga regularnie. jego wpisy są zawsze na wysokim poziomie, a cięty język wywołuje uśmiech na twarzy. tak trzymać.

o bezprawnej sterylizacji Wiolety Woźny pisałem tutaj. sprawa znalazła swój finał w sądzie, jednak wydany wyrok budzi zdumienie i niesmak, mam nadzieję, że nie tylko mój. mianowicie GW informuje, że prokurator Krzysztof Burdziński śledztwo umorzył, powołując się na opinię profesora Romualda Dębskiego. ta decyzja budzi mój zdecydowany sprzeciw. po pierwsze: prokurator powołuje się tylko na względy medyczne jakoby konieczne do ratowania życia  pani Wiolety, a nie biorąc pod uwagę możliwości złamania prawa podczas dokonania sterylizacji bez jej zgody. po drugie: medyczne uzasadnienie uderza w jej godność, ponieważ wypowiedź profesora Dębskiego obraża panią Wioletę. zakłada on, że nie “stosowałaby antykoncepcji i przy następnej ciąży dzieci zostałyby bez matki”.

no tak, najprościej z góry założyć, że skoro ktoś jest niewykształcony i mieszka na wsi, nie będzie stosował antykoncepcji. podpowiem panu profesorowi: na edukację seksualną nigdy nie jest za późno. ba, uświadamianie pacjentowi skutków zdrowotnych jego zachowań jest częścią misji lekarza. co prawda obowiązek profilaktyki nie jest wpisany wprost w Kartę Lekarza, ale znakomita większość lekarzy na szczęście wie o nim bez zapisów prawnych. niestety, niektórzy wolą traktować pacjenta jak osobę niepełnosprawną intelektualnie i podejmować pewne decyzje bez jego wiedzy, jakoby dla jego dobra. przynosi to hańbę nie tylko zawodowi lekarza jako takiemu, ale również państwu, w którym takie zdarzenia mają miejsce.

dwa dni temu pisałem o wyroku Trybunału uznającym za zgodne z Konstytucją wliczanie oceny z katechezy do średniej ocen na świadectwie. jak informuje GW za radiem TOK FM w tym artykule, otrzymanie jedynki (czyli oceny niedostatecznej) nie spowoduje niezdania do następnej klasy. w takim razie pytam: po jaką cholerę wliczać ocenę z katechezy do średniej, skoro i tak nie ma to na nic wpływu. nie wspominając o tym, że aż do momentu wystawiania ocen (sic!) uczeń może się z katechezy wypisać na podstawie pisemnej deklaracji.

w tym momencie Kościół sam prowokuje następującą sytuację: uczniowie chodzą na katechezę, ale nic na niej nie robią konstruktywnego albo traktują ją jako czas na odrabianie zadań czy dostarczanie sobie rozrywki pod tytułem “pisanie SMS-ów albo słuchanie MP3 na telefonie”. dobrze będzie, jeśli nie będą przeszkadzać innym. po czym przy wystawianiu ocen (potencjalnych jedynek) większość się z katechezy wypisuje, aby sobie nie zaniżać średniej. tak to Kościół w pewnym sensie uczy konformizmu i kombinatorstwa. smutne, ale prawdziwe.

interesujące? podziel się...
  • Blip
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Flaker
  • FriendFeed
  • HelloTxt
  • Tumblr
  • Twitter
  • Wykop

katecheza w szkole to błąd

Opublikowano: 3 grudnia 2009 | brak komentarzy

zaledwie dwa dni temu poruszyłem temat rozdziału Kościoła od państwa, a już wraca on jak bumerang. mianowicie wczoraj Trybunał Konstytucyjny uznał za zgodne konstytucją wliczanie oceny z katechezy do średniej ocen na świadectwie, o czym informuje GW.

uważam, że religia nie powinna być nauczana w szkole, tylko w parafii, do której należą dzieci z danego rejonu i nie powinna być oceniana w taki sposób, jak jest to praktykowane obecnie. oto moje argumenty:

  • większa możliwość budowania więzi z parafią, wspólnego uczestnictwa w praktykach religijnych itd.,
  • zachowanie zasady rozdziału Kościoła od państwa, która teoretycznie jest wpisana w konkordat (aczkolwiek, jak widać, jest martwa),
  • na katechezę uczęszczają rzeczywiście ci, którzy chcą i którym zależy,
  • katecheza nauczana przy parafii nie byłaby przysłowiową zapchajdziurą między ważniejszymi przedmiotami, czasem przeznaczonym przez uczniów na odrabianie zadań itd.,
  • nieuczęszczanie co najwyżej skutkowałaby niedopuszczeniem do sakramentu bierzmowania (czyli za jakiś czas niemożnością uczestnictwa w sakramencie zawarcia małżeństwa), ale nie miałoby wpływu na średnią ocen,
  • nie istniałoby “parcie” na dobrą ocenę z katechezy, aby podwyższyć sobie średnią ocen. co skutkuje naciskami na katechetów lub religijnością na pokaz i konformizmem.

między bajki można włożyć stwierdzenia o możliwości wyboru lekcji etyki zamiast katechezy. owszem – taka możliwość jest w niewielkim procencie (promilu) szkół w Polsce. w pozostałych dziecko, które nie uczęszcza na katechezę, może sobie posiedzieć na korytarzu, bo niemożliwe jest ustalenie planu dla wszystkich w ten sposób, by katecheza była albo na początku, albo na końcu zajęć.

walka o nauczanie katechezy w szkole dowodzi moim zdaniem tego, że Kościołowi nie tyle zależy na głoszeniu nauk wiary (bo to można robić równie dobrze na przykład w salce parafialnej), ale na przysłowiowym rządzie dusz i zaangażowaniu idącym bardziej w stronę polityki, niestety. zresztą wypowiedź abpa Kazimierza Nycza (skądinąd górującego nad innymi hierarchami pod względem kultury, poziomu intelektualnego i taktu) potwierdza moją tezę. mam na myśli słowa “[...] tym samym spełniły się oczekiwania milionów dzieci i ich rodziców”. tak, ale oczekiwania wielu rodziców i dzieci, którzy katechezy w szkole nie chcą, nie zostały uwzględnione. a możliwości innego wyboru raczej nie ma, patrząc realnie.

tematem przeze mnie poruszonym zajął się również liberalnykalwin, którego z tego miejsca serdecznie pozdrawiam i podobnie jak on mam nadzieję, że orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego zostanie zaskarżone do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który wyda inną decyzję. wyrażam również duży szacunek dla profesor Ewy Łętowskiej (notabene byłej rzeczniczki praw obywatelskich), która zgłosiła votum separatum do orzeczenia TK.

interesujące? podziel się...
  • Blip
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Flaker
  • FriendFeed
  • HelloTxt
  • Tumblr
  • Twitter
  • Wykop

pomysły arcybiskupa Głódzia

Opublikowano: 1 grudnia 2009 | brak komentarzy

trójmiejski oddział GW informuje tutaj o żenującej wypowiedzi arcybiskupa Sławoja Leszka Głódzia. mianowicie ekscelencja sobie zamarzył, że Kościół powinien włączyć się w wybory samorządowe, a kapłani powinni wskazywać, na kogo głosować. w dodatku biskup Głódź twierdzi, że wybory samorządowe nie są wyborami politycznymi.

dawno nie słyszałem podobnej bzdury. w takim razie czym są wybory samorządowe? wyborami przewodniczących rad parafialnych? otóż nie: są to wybory, które wyłaniają ludzi odpowiedzialnych za funkcjonowanie gminy, czyli podstawowej jednostki samorządu terytorialnego. tutaj jest definicja wikipedii dotycząca samorządu terytorialnego. wynika z niej, że organy samorządu terytorialnego samodzielnie decydują o realizacji zadań wynikających z potrzeb wspólnoty zamieszkującej dane terytorium.

oznacza to, ludzie przez nas wybrani mogą środki publiczne przeznaczyć na budowę kanalizacji, edukację, kulturę (muzem, galeria) czy rewitalizację terenów zielonych. mogą też postawić n-ty pomnik Jana Pawła II albo zorganizować festyn, na którym będzie się produkować Doda albo Mandaryna. więc wybory samorządowe są jak najbardziej wyborami politycznymi i ma duże znaczenie, kogo wybierzemy.

ja osobiście nie życzę sobie, żeby ktokolwiek mi mówił, jak mam głosować, jeśli go nie poproszę o radę. jestem dorosły, mam swój rozum i potrafię się nim posługiwać. jeśli zaś nie będę pewien, na kogo głosować, mogę przeczytać program lub pójść na spotkanie z kandydatem czy zasięgnąć rady kolegi/koleżanki. wreszcie moje rozterki dotyczące oddania głosu mogę rozstrzygać we własnym sumieniu. ale absolutnie nie do przyjęcia jest dla mnie sytuacja, kiedy ktoś mi wskazuje, na kogo powinienem oddać głos. niezależnie od tego, czy jest to przełożony, biskup, papież czy Dalajlama – dziękuję, poradzę sobie sam. a jeśli zajdzie potrzeba – poproszę o radę.

zupełnie osobną kwestią poruszaną w przywołanym przeze mnie artykule jest rozdział Kościoła od państwa, którego od jakiegoś czasu właściwie nie ma, a przynajmniej ja go nie dostrzegam. mimo wielu moich zastrzeżeń dotyczących SLD, pomysły przedstawione tutaj budzą moją sympatię i popieram je.oby nie pozostały tylko nomen omen pobożnymi życzeniami.

P. S.

o Kościelnej Komisji Majątkowej pisałem tutaj, a o finansowaniu Kościoła tutaj. zachęcam do zapoznania się.

interesujące? podziel się...
  • Blip
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Flaker
  • FriendFeed
  • HelloTxt
  • Tumblr
  • Twitter
  • Wykop