ciąg dalszy nastąpił
Tagi: edukacja seksualna, prawa człowieka, służba zdrowia
w dzisiejszym wpisie znajdą się nawiązania sobie do wcześniejszych moich wpisów, a które mają różnego rodzaju ciąg dalszy.
jakiś czas temu pisałem o programie edukacyjnym finansowanym przez łódzki magistrat (a konkretnie: tutaj i tutaj). okazuje się, że powyższy temat boli nie tylko mnie. niejaki navaira na swoim blogu zatytułowanym z życia heteroseksualistów również poruszył ten temat w jednym z wpisów, a zrobił to z dużo większym niż ja poczuciem humoru, ironią i zjadliwością. z tego miejsca składam mu wielkie uszanowanie. czytam jego bloga regularnie. jego wpisy są zawsze na wysokim poziomie, a cięty język wywołuje uśmiech na twarzy. tak trzymać.
o bezprawnej sterylizacji Wiolety Woźny pisałem tutaj. sprawa znalazła swój finał w sądzie, jednak wydany wyrok budzi zdumienie i niesmak, mam nadzieję, że nie tylko mój. mianowicie GW informuje, że prokurator Krzysztof Burdziński śledztwo umorzył, powołując się na opinię profesora Romualda Dębskiego. ta decyzja budzi mój zdecydowany sprzeciw. po pierwsze: prokurator powołuje się tylko na względy medyczne jakoby konieczne do ratowania życia pani Wiolety, a nie biorąc pod uwagę możliwości złamania prawa podczas dokonania sterylizacji bez jej zgody. po drugie: medyczne uzasadnienie uderza w jej godność, ponieważ wypowiedź profesora Dębskiego obraża panią Wioletę. zakłada on, że nie „stosowałaby antykoncepcji i przy następnej ciąży dzieci zostałyby bez matki”.
no tak, najprościej z góry założyć, że skoro ktoś jest niewykształcony i mieszka na wsi, nie będzie stosował antykoncepcji. podpowiem panu profesorowi: na edukację seksualną nigdy nie jest za późno. ba, uświadamianie pacjentowi skutków zdrowotnych jego zachowań jest częścią misji lekarza. co prawda obowiązek profilaktyki nie jest wpisany wprost w Kartę Lekarza, ale znakomita większość lekarzy na szczęście wie o nim bez zapisów prawnych. niestety, niektórzy wolą traktować pacjenta jak osobę niepełnosprawną intelektualnie i podejmować pewne decyzje bez jego wiedzy, jakoby dla jego dobra. przynosi to hańbę nie tylko zawodowi lekarza jako takiemu, ale również państwu, w którym takie zdarzenia mają miejsce.
dwa dni temu pisałem o wyroku Trybunału uznającym za zgodne z Konstytucją wliczanie oceny z katechezy do średniej ocen na świadectwie. jak informuje GW za radiem TOK FM w tym artykule, otrzymanie jedynki (czyli oceny niedostatecznej) nie spowoduje niezdania do następnej klasy. w takim razie pytam: po jaką cholerę wliczać ocenę z katechezy do średniej, skoro i tak nie ma to na nic wpływu. nie wspominając o tym, że aż do momentu wystawiania ocen (sic!) uczeń może się z katechezy wypisać na podstawie pisemnej deklaracji.
w tym momencie Kościół sam prowokuje następującą sytuację: uczniowie chodzą na katechezę, ale nic na niej nie robią konstruktywnego albo traktują ją jako czas na odrabianie zadań czy dostarczanie sobie rozrywki pod tytułem „pisanie SMS-ów albo słuchanie MP3 na telefonie”. dobrze będzie, jeśli nie będą przeszkadzać innym. po czym przy wystawianiu ocen (potencjalnych jedynek) większość się z katechezy wypisuje, aby sobie nie zaniżać średniej. tak to Kościół w pewnym sensie uczy konformizmu i kombinatorstwa. smutne, ale prawdziwe.
jeden komentarz to “ciąg dalszy nastąpił”
Napisz komentarz
Luty 20th, 2010 @ 19:27
[...] ale również uczy hipokryzji i kombinatorstwa. podobnie zresztą, jak z przywołanym przeze mnie w tym wpisie uczestnictwem w katechezie szkolnej i możliwości wypisania się w każdej chwili z [...]