różne różności

Cezarego Michalskiego przypadki

Krytyka Polityczna poinformowała tutaj, że Cezary Michalski został jej stałym współpracownikiem. ta informacja wywołała na BLIP-ie lawinę negatywnych komentarzy. zresztą nie tylko tam, na samym portalu KP również odezwali się niezadowoleni z takiego obrotu sprawy.

osobiście do Michalskiego mam podejście ambiwalentne. z jednej strony nie zgadzam się z większością jego poglądów na różne tematy, a jego komentarz opublikowany tutaj uważam za duże świństwo i brak klasy. komentarz ten został napisany po żenującym artykule Sylwii Czubkowskiej i Roberta Zielińskiego, którzy tutaj praktycznie pozbawili prywatności blogerkę katarynę. z drugiej zaś strony uważam, że Michalski jest inteligentny, ale wykorzystuje swoją inteligencję w niewłaściwy sposób, w przeciwieństwie do Sławomira Sierakowskiego.

muszę wszelako przyznać, że jego teksty publikowane w portalu KP tutaj są inteligentne, sensowne i w miarę wyważone. może mój osąd wynika z przydzielonego mu kredytu zaufania, a może po prostu jego poglądy ewoluowały, a on sam nieco dojrzał. w każdym razie mam nadzieję, że Sławomir Sierakowski zapraszając go do współpracy nie strzelił sobie samobójczego gola. pozwolę sobie przypuszczać na podstawie paru wywiadów z nim i komentarzy publikowanych w portalu KP, że jest to działanie głęboko przemyślane ze strony Sierakowskiego, który w przeciwieństwie do polskich polityków widzi rzeczy w szerszym kontekście i perspektywie dłuższej niż horyzont najbliższych wyborów.

w związku z czym niektóre wypowiedzi niektórych komentujących czy blipujących uważam za nieco nieadekwatne do zaistniałej sytuacji. na przykład Wojciech Orliński tutaj wyciąga Michalskiemu wywiad z Michałem Cichym. owszem, wywiad był żenujący, ale czy to oznacza, że będzie się Michalskiego rozliczać z niego przez najbliższe lata? dajmy człowiekowi prawo do popełnienia błędów, na litość boską. ja też nie pałam do niego wielką sympatią, ale skoro Michalski aktualnie pisze z sensem, to na tym się skupię, a nie będę mu wyciągał starych brudów. co oczywiście nie znaczy, że o nich zapomniałem.

w tym blipnięciu Orliński posługuje się ironią, która chyba mnie nieco przerosła. odwołuje się on do felietonów Kingi Dunin (tutaj) i Tomasza Piątka (tutaj). nie uważam tych wypowiedzi za „propagandowe”. raczej za informację dla wszystkich niezadowolonych ze współpracy Krytyki Politycznej z Michalskim. ponadto odnoszę wrażenie, że niektórzy ludzie zachowują się tak, jakby środowisko Krytyki Politycznej zawiodło ich oczekiwania, które pokładali w nim całe życie, więc mają prawo się na nim trochę powyżywać. nie mam na myśli Orlińskiego, ale niektórych blipowiczów. trochę tak, jak w następującej hipotetycznej sytuacji: długoletni kibic Realu Madryt przestaje kibicować swojemu ukochanemu klubowi po sprowadzeniu doń Luisa Figo, grającego wcześniej w FC Barcelona.

rodzina hamulcem rozwoju społeczeństwa obywatelskiego

profesor Magdalena Środa w swoim komentarzu Ach! Ta rodzina!, dotyczącym wyników badań profesora Janusza Czapińskiego, analizuje relacje między rodziną, patriotyzmem i społeczeństwem obywatelskim. niestety, co widać gołym okiem i bez badań, w Polsce kultywuje się model patriotyzmu rodzinnego, który (jak wynika z badań prof. J. Czapińskiego) jest odwrotnie proporcjonalny do wysokości kapitału społecznego, będącego podstawą budowania społeczeństwa obywatelskiego.

ale jak wiadomo, Polska przez 123 lata była pod zaborami, a po II wojnie światowej podlegała władzy narzuconej z góry. w związku z tym najważniejszym środowiskiem umożliwiającym pojedynczemu osobnikowi przetrwanie, rozwój i kształtowanie więzi była rodzina. jest to chyba jeden z najgorszych spadków po poprzednim ustroju, bo kiedy przez 45 lat cały cywilizowany świat uczył się, czym jest społeczeństwo obywatelskie i otwartość na Innego, obywatele Polski uczyli się, jak z pomocą rodziny przetrwać te ciężkie czasy i na tym skupiali swoje wysiłki. oczywiście było wielu społeczników i ludzi nakierowanych na dobro wspólne, ale byli oni niestety wyjątkiem.

w związku z powyższym diagnoza profesora J. Czapińskiego jest słuszna: im więcej nakierowania na rodzinę, tym mniejszy kapitał społeczny. oraz: im więcej kapitału społecznego, tym większy wzrost gospodarczy, wynikający z dużej wartości dodanej, jaką daje współpraca.  jak pisze profesor M. Środa: „Bogacą się te kraje, które mają silne, zróżnicowane społeczeństwo obywatelskie, a nie te, które zamykają się w kręgu wartości i interesów rodzinnych.”

jak długo podstawowym kryterium odniesienia będzie rodzina, tak długo społeczeństwo obywatelskie będzie jedynie projektem naukowym, ewentualnie wspartym przez mniejszą lub większą grupę zapaleńców. smutne jest to, że żadna partia polityczna nie dąży do zmiany tego stanu rzeczy, mając jedynie na uwadze słupki popularności w sondażach, sukces w najbliższych wyborach czy spory światopoglądowe.

dodam jeszcze, że temat rodziny był poruszany przez profesor M. Środę w wywiadzie publikowanym tutaj. z kolei o  niezbyt dokładnym zrozumieniu wywiadu przez Franciszka Kucharczaka z Gościa Niedzielnego pisałem tutaj.

o edukacji seksualnej i samorządzie terytorialnym

GW informuje tutaj o losach akcji prowadzonej w łódzkich szkołach, a finansowanej przez łódzki magistrat. nie chcę się jakoś przesadnie chwalić, ale moich wcześniejszych wpisach (tutaj i tutaj) nie wróżyłem tej inicjatywie „edukacyjnej” dużego powodzenia. jak widać, nie pomyliłem się w swoich przewidywaniach.

najwidoczniej Jerzy Kropiwnicki (były prezydent Łodzi, odwołany ze stanowiska w wyniku referendum – informacja tutaj) i podlegli jemu urzędnicy wiedzą lepiej, jakie treści i w jaki sposób przekazywać młodym ludziom na tematy związane ze sferą seksualną człowieka. gdyby jeszcze robili to za własne pieniądze, zgoda – niech sobie robią, co chcą. w końcu mamy wolny kraj.

natomiast jeśli swoje dziwne pomysły finansują z pieniędzy publicznych, czyli pieniędzy podatników, powinni wziąć pod uwagę celowość finansowania tego rodzaju inicjatyw ze środków publicznych. w końcu edukacja seksualna jest tematem na tyle istotnym dla rozwoju młodych ludzi, że powinna być ona prowadzona sensownie, a przekazywane treści adekwatne do wieku uczniów i ich rozwoju psychoemocjonalnego i fizycznego. ponadto środki publiczne, których zawsze są nie wystarczające w stosunku do potrzeb, powinny być wydawane po to, by służyć dobru publicznemu, a nie po to, by realizować czyjąś wizję światopoglądową.

wydawałoby się, że powyższe prawdy powinny być oczywiste dla osób piastujących stanowiska państwowe. najwidoczniej nie są dla wszystkich. fakt ten przygnębia tym bardziej, że wyborcy potrafią docenić zaangażowanie prezydenta miasta/wójta/sołtysa w sprawy społeczności lokalnej często i odwdzięczają się przy okazji najbliższych wyborów samorządowych, głosując ponownie na osobę, która dba o ich potrzeby.

przykładem z najbliższego mi podwórka jest Piotr Uszok, prezydent Katowic. można mieć różne zdanie na temat jego dokonań, ale trzeba mu z całą pewnością oddać to, że miasto pod jego rządami bardzo się zmieniło na lepsze. oczywiście jeszcze jest sporo do zrobienia, choćby przebudowa rynku, ale bardzo dużo zostało już zrobione. dodam, że Piotr Uszok jest prezydentem trzecią kadencję, zapowiedział start w w najbliższych wyborach i ma dużą szansę na zwycięstwo już w pierwszej turze. to świadczy o dużym zaufaniu, co w polityce jest rzeczą bezcenną.

wspólne zamieszkanie, pornografia i list pasterski

do redakcji Wysokich Obcasów przyszedł list zatytułowany Krótkowzroczność biskupów. jest on reakcją autorki na list pasterski Konferencji Episkopatu Polski odczytywany w kościołach w całym kraju w Niedzielę Świętej Rodziny, czyli 27.12.2009.

dawno nie czytałem czegoś tak mądrego, pod czym mógłbym się podpisać właściwie w 100 %. zgadzam się ze wszystkim, co autorka napisała i jestem pewien, że nie tylko ja. podobnie jak ona jestem głęboko zniesmaczony postawieniem na jednym poziomie pornografii, rozwiązłości i wspólnego mieszkania przed ślubem. zastanawiam się, czy biskupi naprawdę uważają, że do uprawiania seksu trzeba zamieszkać wspólnie? jeśli tak, to są nieprzeciętnie naiwni. zaś ograniczanie powodów związanych z podjęciem decyzji o wspólnym zamieszkaniu do chęci i możliwości zaspokojenia popędu seksualnego niesłychanie  zawęża perspektywę (również duszpasterską) i dowodzi braku wyobraźni. moim zdaniem to żenujące, że biskupi mają takie wyobrażenie o młodych ludziach.

zaznaczyć trzeba w tym momencie, że wspomniany list KEP jest pełen ogólników i pobożnych życzeń zwłaszcza we fragmentach dotyczących rodziny i narzeczeństwa. mam wrażenie, że został on napisany „na kolanie” w przerwie między obradami przez osobę albo niespecjalnie bystrą, albo kompletnie oderwaną od rzeczywistości. może mi się tylko wydaje, ale chyba jest sporo aktualnych i ważniejszych problemów dotyczących współczesnej rodziny  i społeczeństwa. można było je w tymże liście poruszyć, zamiast powtarzać wciąż te same sformułowania, obowiązkowo odwołując się do nauk Jana Pawła II.

parytety według Gościa Niedzielnego

Gość Niedzielny jako źródło inspiracji jest niewyczerpany, w numerze 02/2010 aż trzy artykuły skłaniają do skomentowania czy polemiki. w poprzednim wpisie zająłem się tematem języka i wyrażania się oraz aborcji, w tym wpisie będzie o parytetach.

Bogumił Łoziński w tym artykule stara się zdezawuować wysiłek włożony w organizację Kongresu Kobiet i zbieranie podpisów pod projektem ustawy o parytecie. czyni to w wyjątkowo kłamliwy sposób pisząc w pierwszym akapicie tak: „[..] Diagnoza (dotycząca sytuacji kobiet w Polsce – miguelm75) taka rzeczywiście została sformułowana, tyle że miała ona charakter wybitnie jednostronny – lewicowy i feministyczny, czego wyrazem były postulaty rozszerzenia prawa do aborcji czy refundowania środków antykoncepcyjnych.” rozumiem, że publicyści Gościa Niedzielnego mają alergię na poglądy lewicowe i feministyczne, ale  używając tego typu sformułowań autor niebezpiecznie zbliża się do granic myślenia paranoicznego.

z drugiej strony możliwe, że B. Łoziński nie czytał postulatów zamieszczonych na przykład tutaj i dlatego bredzi od rzeczy. ale z drugiej strony: jeśli nie sprawdził źródeł, to jaki z niego dziennikarz? nie wierzę, że autor jest przeciwny wszystkim bez wyjątku postulatom, raczej przypuszczam, że uważa on za rzecz niedopuszczalną napisanie, że się zgadza z którymkolwiek. zapewne obawia się on, że podobne zachowanie oddaliłoby go od linii programowej GN, a zbliżyło do tych okropnych feministek. ba, nieomalże pchnęło w ich ramiona. taki pogląd jest zgodny z dychotomicznym myśleniem prezentowanym przez konserwatywne środowiska kościelne coś może być czarne albo białe, nic pośrodku.

nie wiem, na podstawie czego autor wysnuł przypuszczenie, że kobiety uważają sferę polityki za sferę w której  kobiety są najbardziej dyskryminowane oraz opinię o braku entuzjazmu środowisk kobiecych dla propozycji parytetów. przypomina mi się w tym momencie odpowiedź na pytanie: „Cześć, co słychać?” brzmiąca: „Zależy, gdzie ucho przyłożyć.”

autor z jednej strony zdaje sobie sprawę, na czym polega parytet: „Zakłada, że liczba kobiet na listach wyborczych nie będzie mniejsza niż liczba mężczyzn. Parytet nie obejmie natomiast wyborów do Senatu i do rad gmin do 20 tys. mieszkańców, bo tam obowiązuje ordynacja większościowa.”, a z drugiej strony przypisuje uczestniczkom Kongresu Kobiet myślenie, którego nie ma: „Zupełnie inne podejście do tego problemu mają uczestniczki Kongresu Kobiet Polskich, które chcą przepisami sterować, ile kobiet ma działać w polityce.” oraz „Parytet zakłada, że kobiety w konkurencji z mężczyznami są słabsze, dlatego potrzebne jest im ustawowe wsparcie.” trochę #mindfuck, jakby to powiedziano na BLIP-ie.

następny „kwiatek” świadczący o nieznajomości tematu jest taki „Ciekawe, w jaki sposób nasze feministki okazały solidarność z kobietami, które przez wiele lat nie pracują zawodowo, bo wychowują dzieci, przez co otrzymają o wiele niższą emeryturę, bo mają mniejszy okres składkowy?” tak się składa, że feministki walczą między innymi o wynagradzanie prac domowych wykonywanych przez kobiety wychowujące dzieci i niepracujące zawodowo oraz o należyte wynagradzani kobiet. ale B. Łoziński albo nie chce tego wiedzieć, albo wie, ale celowo to pomija, bo nie pasuje mu do z góry założonej tezy.

tak czy owak wspomniany artykuł jest nierzetelny, stronniczy i po prostu nieuczciwy. autorowi sugeruję zaznajomienie się z tematem, zanim następnym razem napisze o czymś, o czym raczej wie niewiele. tudzież apeluję o większą uczciwość w prezentowaniu poruszanego tematu.

o języku i sędziach

kiedyś wspomniałem, że Gość Niedzielny jest dla mnie źródłem nieustannej inspiracji. sytuacja się nie zmienia, zmienia się tylko natężenie tejże inspiracji. w niniejszym wpisie jest jej dużo.

przykładowo ta notka dotyczy tematu wiodącego, jakim w numerze 2/2010 jest język i wyrażanie się. Bogusław Łoziński ubolewa przede wszystkim nad tym, że ludzie Kościoła mówią niezrozumiale, nadużywając specjalistycznego języka albo dla odmiany mówią zbyt kolokwialnie, chcąc dotrzeć do słuchaczy. autor uważa również, że nie należy ubolewać nad upadkiem kaznodziejstwa.

cóż, pozwolę się nie zgodzić obydwu kwestiach. moim zdaniem grzechem głównym, jeśli chodzi o język ludzi Kościoła, jest stosowanie daleko idących uogólnień oraz brak wrażliwości na człowieka i jego rozterek przy równoczesnym potępieniu grzechu jako takiego. zaś co do poziomu kaznodziejstwa, to niestety jest on zdecydowanym odzwierciedleniem poziomu języka, jakim mówi się w Polsce. a wszyscy wiemy, że z tym nie jest najlepiej, delikatnie rzecz ujmując.

natomiast Przemysław Kucharczak zajął się swoim ulubionym tematem, czyli aborcją. tym razem w związku z nominacjami na sędziów Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. ubolewa on nad tym, że polscy kandydaci na stanowiska sędziów (Leszek Garlicki, Roman Wieruszewski i Marek Antoni Nowicki) są zwolennikami liberalizacji ustawy antyaborcyjnej. tradycyjnie autor posługuje się uogólnieniami i cytuje dane bez podania źródeł, ale w Gościu Niedzielnym to zdaje się być smutnym standardem. przykłady? proszę bardzo: „To także poglądy odległe od prezentowanych przez większość polskiego społeczeństwa, w którym poparcie dla aborcji systematycznie spada”. bardzo profesjonalna wypowiedź, jak na dziennikarza. naprawdę, jestem pod wrażeniem.  nie wiem, czy P. Kucharczak zdaje sobie sprawę, ale funkcjonariusze poprzedniego systemu posługiwali się podobnie propagandowym językiem.

dla autora nie jest ważne doświadczenie w/w sędziów dotyczące praw człowieka czy uczestnictwo w różnych gremiach zajmujących się obroną praw człowieka tudzież ich inne zasługi. nie, dla autora liczy się tylko to, że nie popierają poglądu zakazującego aborcji. przypomina mi się w tym momencie  jedno z możliwych rozwinięć skrótu BMW – Bierny, Mierny, ale Wierny; tudzież cytat z filmu „Sami swoi”: Sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie.

najwidoczniej P. Kucharczak i podobni jemu publicyści czy inni samozwańczy prorocy nie zdają sobie sprawy z tego, że zakazanie pewnych stosunkowo częstych zachowań społecznych skutkuje zejściem do mniej lub bardziej głębszego podziemia. ale najważniejsze, że na pozór wszystko jest w porządku. a że na kilometr zalatuje dulszczyzną? kto by się przejmował takimi drobiazgami…

co warto przeczytać – Krytyka Polityczna

czytuję Krytykę Polityczną i zaglądam na jej stronę internetową. a są na tej stronie czasami bardzo ciekawe teksty. paroma z nich postanowiłem się podzielić z szanownymi Czytelnikami.

wygląda na to, że coś się zaczyna dziać, jeśli chodzi o politykę prorodzinną. dowodzą tego informacje zamieszczone tutaj. oczywiście jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale od czegoś trzeba zacząć. mam nadzieję, że za tym pójdą inne regulacje prawne, na przykład obowiązkowość urlopu ojcowskiego czy więcej środków przeznaczonych na żłobki i przedszkola.

jeśli chodzi o przedszkola, to Jan Smoleński w artykule Coroczny przedszkolny dramat stawia niewesołą diagnozę dotyczącą konsekwencji braku przedszkoli. sytuacja, w której do przedszkoli uczęszcza 28% polskich dzieci, prowadzi według autora do dyskryminacji kobiet na rynku pracy (co będzie skutkowało niższą emeryturą w przyszłości), przechodzenia dużej ilości kobiet na wcześniejszą emeryturę (co skutkuje tym, że  aktualnie otrzymują one mniejsze świadczenia) oraz utrwalaniem podziałów klasowych (ci, których na to stać, oddają dzieci do przedszkoli prywatnych).

w kwestii społeczeństwa informacyjnego wypowiadają się Jarosław Lipszyc (Prawa podstawowe społeczeństwa informacyjnego) i Katarzyna Szymielewicz (Wolność w społeczeństwie informacyjnym). J. Lipszyc pokazuje nieadekwatność podstawowych dokumentów gwarantujących wolności obywatelskie (Powszechna deklaracja praw człowieka i obywatela, Karta praw podstawowych, Konwencja o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności) do nowoczesnych technologii mających coraz większy wpływ na nasze życie.  temat ten porusza również K. Szymielewicz, pisząc o kwestii gromadzenia danych, przechowywania ich i dostępu do nich. z tekstu jasno wynika, że rząd przy okazji prac nad ustawą antyhazardową chciał wprowadzić w życie przepisy zwiększające możliwości inwigilacji obywateli oraz przekazujące niebezpiecznie dużą władzę w ręce różnego rodzaju służb mundurowych. na razie nic z tego nie wyszło, ale z oczywistych względów (por. Rok 1984 Orwella) należy być czujnym i do tego nie dopuścić.

Bartłomiej Kozek w tekście Kolejna ofiara „historycznych kompromisów” pisze o odwołaniu Magdaleny Jethon ze stanowiska dyrektorki programu III Polskiego Radia i powołaniu na to miejsce Jacka Sobali. niegdysiejsi słuchacze Radia BIS wiedzą, jak się J. Sobala niechlubnie zasłużył. dość powiedzieć, że za jego rządów z Radia BIS odeszli najwartościowsi prowadzący audycje (Novika, Aleksandra Kaczkowska, Max Cegielski, Pan Duże Pe i inni), a sama stacja straciła wielu słuchaczy, na których pracowała bardzo długo. dla porządku należy przypomnieć, że cała ta sytuacja miała miejsce dzięki porozumieniu SLD i PiS. zaprawdę, trzeba być skończonym idiotą, aby w taki sposób się zapisywać w polskiej polityce. na szczęście zasada (dotychczas się sprawdzająca polskiej polityce) mówi, że ten kto ma media, przegrywa wybory.