różne różności

o języku i sędziach

kiedyś wspomniałem, że Gość Niedzielny jest dla mnie źródłem nieustannej inspiracji. sytuacja się nie zmienia, zmienia się tylko natężenie tejże inspiracji. w niniejszym wpisie jest jej dużo.

przykładowo ta notka dotyczy tematu wiodącego, jakim w numerze 2/2010 jest język i wyrażanie się. Bogusław Łoziński ubolewa przede wszystkim nad tym, że ludzie Kościoła mówią niezrozumiale, nadużywając specjalistycznego języka albo dla odmiany mówią zbyt kolokwialnie, chcąc dotrzeć do słuchaczy. autor uważa również, że nie należy ubolewać nad upadkiem kaznodziejstwa.

cóż, pozwolę się nie zgodzić obydwu kwestiach. moim zdaniem grzechem głównym, jeśli chodzi o język ludzi Kościoła, jest stosowanie daleko idących uogólnień oraz brak wrażliwości na człowieka i jego rozterek przy równoczesnym potępieniu grzechu jako takiego. zaś co do poziomu kaznodziejstwa, to niestety jest on zdecydowanym odzwierciedleniem poziomu języka, jakim mówi się w Polsce. a wszyscy wiemy, że z tym nie jest najlepiej, delikatnie rzecz ujmując.

natomiast Przemysław Kucharczak zajął się swoim ulubionym tematem, czyli aborcją. tym razem w związku z nominacjami na sędziów Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. ubolewa on nad tym, że polscy kandydaci na stanowiska sędziów (Leszek Garlicki, Roman Wieruszewski i Marek Antoni Nowicki) są zwolennikami liberalizacji ustawy antyaborcyjnej. tradycyjnie autor posługuje się uogólnieniami i cytuje dane bez podania źródeł, ale w Gościu Niedzielnym to zdaje się być smutnym standardem. przykłady? proszę bardzo: „To także poglądy odległe od prezentowanych przez większość polskiego społeczeństwa, w którym poparcie dla aborcji systematycznie spada”. bardzo profesjonalna wypowiedź, jak na dziennikarza. naprawdę, jestem pod wrażeniem.  nie wiem, czy P. Kucharczak zdaje sobie sprawę, ale funkcjonariusze poprzedniego systemu posługiwali się podobnie propagandowym językiem.

dla autora nie jest ważne doświadczenie w/w sędziów dotyczące praw człowieka czy uczestnictwo w różnych gremiach zajmujących się obroną praw człowieka tudzież ich inne zasługi. nie, dla autora liczy się tylko to, że nie popierają poglądu zakazującego aborcji. przypomina mi się w tym momencie  jedno z możliwych rozwinięć skrótu BMW – Bierny, Mierny, ale Wierny; tudzież cytat z filmu „Sami swoi”: Sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie.

najwidoczniej P. Kucharczak i podobni jemu publicyści czy inni samozwańczy prorocy nie zdają sobie sprawy z tego, że zakazanie pewnych stosunkowo częstych zachowań społecznych skutkuje zejściem do mniej lub bardziej głębszego podziemia. ale najważniejsze, że na pozór wszystko jest w porządku. a że na kilometr zalatuje dulszczyzną? kto by się przejmował takimi drobiazgami…

Napisz komentarz