parytety według Gościa Niedzielnego
Gość Niedzielny jako źródło inspiracji jest niewyczerpany, w numerze 02/2010 aż trzy artykuły skłaniają do skomentowania czy polemiki. w poprzednim wpisie zająłem się tematem języka i wyrażania się oraz aborcji, w tym wpisie będzie o parytetach.
Bogumił Łoziński w tym artykule stara się zdezawuować wysiłek włożony w organizację Kongresu Kobiet i zbieranie podpisów pod projektem ustawy o parytecie. czyni to w wyjątkowo kłamliwy sposób pisząc w pierwszym akapicie tak: „[..] Diagnoza (dotycząca sytuacji kobiet w Polsce – miguelm75) taka rzeczywiście została sformułowana, tyle że miała ona charakter wybitnie jednostronny – lewicowy i feministyczny, czego wyrazem były postulaty rozszerzenia prawa do aborcji czy refundowania środków antykoncepcyjnych.” rozumiem, że publicyści Gościa Niedzielnego mają alergię na poglądy lewicowe i feministyczne, ale używając tego typu sformułowań autor niebezpiecznie zbliża się do granic myślenia paranoicznego.
z drugiej strony możliwe, że B. Łoziński nie czytał postulatów zamieszczonych na przykład tutaj i dlatego bredzi od rzeczy. ale z drugiej strony: jeśli nie sprawdził źródeł, to jaki z niego dziennikarz? nie wierzę, że autor jest przeciwny wszystkim bez wyjątku postulatom, raczej przypuszczam, że uważa on za rzecz niedopuszczalną napisanie, że się zgadza z którymkolwiek. zapewne obawia się on, że podobne zachowanie oddaliłoby go od linii programowej GN, a zbliżyło do tych okropnych feministek. ba, nieomalże pchnęło w ich ramiona. taki pogląd jest zgodny z dychotomicznym myśleniem prezentowanym przez konserwatywne środowiska kościelne coś może być czarne albo białe, nic pośrodku.
nie wiem, na podstawie czego autor wysnuł przypuszczenie, że kobiety uważają sferę polityki za sferę w której kobiety są najbardziej dyskryminowane oraz opinię o braku entuzjazmu środowisk kobiecych dla propozycji parytetów. przypomina mi się w tym momencie odpowiedź na pytanie: „Cześć, co słychać?” brzmiąca: „Zależy, gdzie ucho przyłożyć.”
autor z jednej strony zdaje sobie sprawę, na czym polega parytet: „Zakłada, że liczba kobiet na listach wyborczych nie będzie mniejsza niż liczba mężczyzn. Parytet nie obejmie natomiast wyborów do Senatu i do rad gmin do 20 tys. mieszkańców, bo tam obowiązuje ordynacja większościowa.”, a z drugiej strony przypisuje uczestniczkom Kongresu Kobiet myślenie, którego nie ma: „Zupełnie inne podejście do tego problemu mają uczestniczki Kongresu Kobiet Polskich, które chcą przepisami sterować, ile kobiet ma działać w polityce.” oraz „Parytet zakłada, że kobiety w konkurencji z mężczyznami są słabsze, dlatego potrzebne jest im ustawowe wsparcie.” trochę #mindfuck, jakby to powiedziano na BLIP-ie.
następny „kwiatek” świadczący o nieznajomości tematu jest taki „Ciekawe, w jaki sposób nasze feministki okazały solidarność z kobietami, które przez wiele lat nie pracują zawodowo, bo wychowują dzieci, przez co otrzymają o wiele niższą emeryturę, bo mają mniejszy okres składkowy?” tak się składa, że feministki walczą między innymi o wynagradzanie prac domowych wykonywanych przez kobiety wychowujące dzieci i niepracujące zawodowo oraz o należyte wynagradzani kobiet. ale B. Łoziński albo nie chce tego wiedzieć, albo wie, ale celowo to pomija, bo nie pasuje mu do z góry założonej tezy.
tak czy owak wspomniany artykuł jest nierzetelny, stronniczy i po prostu nieuczciwy. autorowi sugeruję zaznajomienie się z tematem, zanim następnym razem napisze o czymś, o czym raczej wie niewiele. tudzież apeluję o większą uczciwość w prezentowaniu poruszanego tematu.
Napisz komentarz