o parytetach, kohabitacji i pozornych oszczędnościach
Tagi: feminizm, gazeta.pl, partie polityczne, równouprawnienie, wyborcza.pl
w tym artykule Henryka Bochniarz wyjaśnia, dlaczego popiera parytety. warto się z nim zapoznać, żeby nie bredzić tak, jak Liliana Sonik we wczorajszym programie Bogdana Rymanowskiego. w wymienionym programie występowała również Kazimiera Szczuka, którą górowała nad L. Sonik opanowaniem, inteligencją i merytorycznymi argumentami. Rymanowski albo udawał głupiego, albo taki ma styl prowadzenia swoich programów, w każdym razie zadawał średnio mądre pytania, które nakręcały tak zwaną debatę, ale nie wnosiły nic konstruktywnego. otrzymał on moim zdaniem zdecydowanie niesłusznie nagrodę Dziennikarza Roku 2008. zresztą nie tylko moim zdaniem, tutaj jest celny komentarz Piotra Pacewicza.
Platforma Obywatelska ustami swojego przewodniczącego ogłosiła propozycje zmian w konstytucji, można się z nimi zapoznać tutaj. może ktoś niewyrobiony politycznie da się nabrać populistyczne propozycje PO, czyli oszczędności, które teoretycznie wynikną ze zmniejszenia liczby posłów i senatorów albo ograniczenie władzy prezydenta, które byłoby możliwe do uchylenia zwykłą większością głosów. moim zdaniem prawdziwym powodem zmian proponowanych przez PO jest chęć zawłaszczenia dla siebie całej władzy. wszystko to nie jest oczywiście czynione tak ordynarnie, jak za rządów PiS, za to konsekwencje tego procesu będą trwalsze.
a przecież by kohabitacja prezydenta z rządem była mniej problemowa, wystarczy dobra wola z jednej i drugiej strony. pozostałe kwestie poruszone przez PO da się załatwić odpowiednimi zmianami w regulaminie Sejmu czy poprawkami do ustaw. ale nie, zbliżają się wybory, więc trzeba pokazać ludowi, że politycy się o niego troszczą. a że pomysły polityków są kretyńskie? trudno, ważne jest to, że się w mediach mówi o partii. nieważne jak mówią, byleby mówili, jak mówi znane powiedzenie branży reklamowej. w przypadku PO jest to podwójnie słuszne, bo partia ta skupia się przede wszystkim na public relations, zamiast zająć się prawdziwymi problemami.
Napisz komentarz