różne różności

marionetki i zaangażowane dziennikarstwo

obejrzałem sobie film Tomasza Sekielskiego „Władcy marionetek”. niby wiem, że politycy kłamią i nie dotrzymują obietnic składanych wyborcom, ale w trakcie oglądania filmu otwierałem coraz szerzej oczy nie mogąc wyjść ze zdumienia skalą tego zjawiska. mogę powiedzieć, że wtedy film zrobił na mnie duże wrażenie.

po jakimś czasie przeczytałem felieton Magdaleny Błędowskiej Jak nie zostałam zaangażowaną dziennikarką TVN-u i nieco się zmienił mój pogląd na sam film oraz poruszane w nim kwestie. w gruncie rzeczy nowatorskość tego filmu polega głównie na tym, że jest on kręcony w nowoczesny sposób, a jego emisja nastąpiła w trakcie rządów mimo wszystko stosunkowo stabilnych, jeśli chodzi o polską politykę. mimo wszystko czymś nowym są też wypowiedzi specjalistów od public relations, którzy mówią wprost, że pomagają politykom wciskać ludziom kit, że tak powiem kolokwialnie.

dla mnie bardzie odkrywczy był film  Marcela Łozińskiego „Jak to się robi”, który pokazywał, jak można z każdego  człowieka „zrobić”  polityka i co jest do tego potrzebne. ale trudno porównywać Sekielskiego do Łozińskiego. nie ten poziom i nie ta klasa. poza tym myślę, że kierownictwo TVN24 jest świadome, że film odkrywający zbyt wiele, jeśli chodzi o polską politykę byłby zbyt ryzykowny.

zupełnie inne podejście do samego filmu i problemu prezentuje Cezary Michalski w felietonie Władcy dziennikarskich marionetek. oczywiście Michalski pokazuje także słabe strony filmu Sekielskiego i oraz obnaża mechanizmy sprawiające, że ten film się tak dobrze ogląda mając wrażenie, że jest on niezwykle odważny i nowatorski.

jednak prawdziwy problem Michalski widzi gdzie indziej – w podziale mediów, który dokonał się jakiś czas temu. dokładny czas oczywiście trudno ustalić, ale najprawdopodobniej stało się to w okresie rządów PiS-u. można uznać z grubsza, że  podział ten przebiega wzdłuż linii dzielącej PO i PiS. oczywiście Michalski nie ma na myśli prostego podziału dotyczącego władz poszczególnych stacji telewizyjnych czy gazet. nie, media są podzielone według sympatii i antypatii politycznych.

wydaje mi się, że podział zaproponowany przez Michalskiego jest dość klarowny i na chwilę obecną prawdziwy. mógłbym dodać: niestety prawdziwy. media czasami nazywane czwartą władzą powinny pełnić funkcję opisującą rzeczywistość w sposób w miarę niezafałszowany. powinny także kontrolować polityków, jeśli chodzi o wypełnianie obietnic wyborczych oraz nadużywanie władzy. niestety w obecnym układzie media w jakimś  stopniu są tubą propagandową dla jednej i drugiej partii, a dziennikarze dobrze się czują w roli klakierów.

taka sytuacja psuje zarówno politykę, jak  i media: politycy mają świadomość bezkarności, a dziennikarze nie muszą się wysilać i utrwalają czarno-biały podział świata polskiej polityki proponowany przez PO i PiS.

Napisz komentarz