serwer i rytuały żałobne
Cezary Michalski w felietonie Zbyt wielu liberałów na lewicowym serwerze wypowiada się na temat różnic w kampanii prowadzonej przez najważniejszych kandydatów do fotela prezydenckiego (Kaczyński, Komorowski, Napieralski). o ile jestem skłonny przyznać mu rację co do dwóch pierwszych, to nie zgodziłbym się, jeśli chodzi o trzeciego. wybór Napieralskiego jako kandydata SLD był podyktowany między innymi jego możliwościami, jeśli chodzi o przyciągnięcie niezdecydowanych wyborców oraz tych, którzy nie wiedzą, czy w ogóle w wyborach będą uczestniczyć.
zainteresowanych odsyłam do poprzedniego wpisu, gdzie odniosłem się do kandydatury Napieralskiego. moim zdaniem widać starania, by jego kampania wyglądała inaczej, niż większość kampanii prezydenckich do tej pory – mam na myśli choćby jego aktywność na BLIP-ie (^napieralski). niewątpliwie mógłby trochę przystopować z informacjami o dodaniu filmów na YouTube, ale ogólne wrażenie jest dobre. do kandydatury Napieralskiego odniósł się pozytywnie Custom w tym wpisie, co jest o tyle cenne, że dotychczas tego blogera kojarzyłem ze zgoła inną opcją światopoglądowo-polityczną. aczkolwiek skoro Custom zmienił zdanie, to równie dobrze może zrobić to każdy inny potencjalny wyborca.
Michalski pisze: „Miller i Napieralski mają jednak trochę racji. Polskie społeczeństwo jest w swojej większości zachowawcze, zamiast Maja ‘68 łatwiej w nim uzyskać polityczną mobilizację za pomocą narodowej żałoby.” trudno się z tymi słowami nie zgodzić, a efekty już widać choćby w zwiększonej ilości osób zapisujących się do PiS-u. swoją drogą jest to dla mnie niepojęte, jak można być tak ślepym, by po dwóch latach psucia Polski przez tą formację i kolejnych trzech latach bredzenia jej polityków o powrocie do władzy w dalszym ciągu popierać tą partię. aczkolwiek, jak słusznie powiedział Einstein: „Tylko dwie rzeczy są nieskończone: Wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej.„
niezwykle ciekawą analizę polskiego i swojego przeżywania żałoby daje Antoni Pawlak w tekście Funeralpolo – między wspólnotą a stadem. ciekawą między innymi dlatego, że autor opowiada o swoich osobistych rytuałach żałobnych odprawianych po śmierci przyjaciół. oprócz tego autor trafnie diagnozuje polskie społeczeństwo w kontekście jego umiłowania wszelkich żałób, martyrologii i pamięci o rzeczach nieudanych oraz jednoczenia się tylko w obliczu tragedii. które to zjednoczenie trwa zresztą bardzo krótko i niczego w nas jako społeczeństwie nie zmienia.
o niektórych kandydatach
jak informuje tutaj Gazeta Wyborcza, Jarosław Kaczyński jest jednym z kandydatów na prezydenta RP. mój pogląd dotyczący możliwości jego startu w wyborach wyłożyłem w tym wpisie i jak się okazało, niestety nie miałem racji.
z samego faktu startu Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich można wnosić, że oprócz sukcesu jego partii i zwycięstwa ludzi myślących tak, jak on, nie liczy się absolutnie nic. natomiast z oświadczenia Kaczyńskiego (dostępnego tutaj) można wnioskować, że jego kampania i prezydentura będzie opierać się na tworzeniu podziałów społecznych. wymienianie z imienia i nazwiska tylko osób pasujących do jego światopoglądu oraz słowa „Tragicznie przerwane życie Prezydenta RP, śmierć elity patriotycznej Polski, oznacza dla nas jedno: musimy dokończyć Ich misję.” nie pozostawiają wątpliwości co do zamiarów tegoż kandydata. co właściwie jest do przewidzenia od 5 lat. smutne jest tylko to, że polskie społeczeństwo podąża za tego typu politykami.
Grzegorz Napieralski również postanowił kandydować na najwyższy urząd w państwie. nie ukrywam, że wolałbym, by kandydatem szeroko pojętej lewicy był ktoś inny, na przykład Ryszard Kalisz czy Janusz Zemke albo chociażby Marek Siwiec. postępowanie Napieralskiego często budzi mój zdecydowany sprzeciw, a jedną z kontrowersyjnych sytuacji z jego udziałem skomentowałem tutaj. wszelako po rezygnacji profesora Tomasza Nałęcza i zaskakującej deklaracji przewodniczącej Partii Demokratycznej Brygidy Kuźniak jestem niejako zmuszony oddać głos w wyborach prezydenckich na kandydata SLD. nie robię tego z przyjemnością, ale jest to jedyny kandydat lewicowy i głosowanie na niego w wyborach prezydenckich jest formą poparcia lewicowego podejścia do polityki.
Sławomir Sierakowski po raz kolejny trafnie opisuje polską politykę, która od długiego czasu jest oparta na sporze między PO i PiS. w opinii pod znamiennym tytułem Od polityki śmierci do śmierci polityki określa on spór między tymi dwoma partiami jako jałowy. trudno się z tym nie zgodzić, bo polaryzacja sceny politycznej na „PiS” i „anty-PiS” skutecznie eliminuje z debaty politycznej istotne dla większości społeczeństwa tematy. ewentualnie prowadzi do ich instrumentalizacji i zdobywania kolejnych punktów w sondażach.
w normalnym kraju polityka polega na cywilizowanym spieraniu się o rzeczy ważne dla społeczeństwa, przekonywaniu do swoich racji i minimalnej współpracy dla dobra państwa, ale w Bolandzie (czyli w kraju, gdzie obecnie mieszkamy) – niekoniecznie, jak widać.
list do Tomasza Piątka
Tomasz Piątek w felietonie Zabawa w chowanego zechciał zalinkować mojego bloga (przy okazji niezmiernie dziękuję za reklamę!), a wzmianka dotyczyła tego wpisu, w którym odniosłem się do felietonu Piątka Wieża Wawel.
właściwie najprostszym wyjściem byłoby napisanie stosownego komentarza pod wspomnianym felietonem, jednakże po krótkim namyśle postanowiłem, że lepszym pomysłem będzie napisanie listu do Tomasza Piątka. oto i on.
„Szanowny Panie Tomaszu,
jest mi niezmiernie miło, że przeczytał Pan mój wpis, skomentował go i zalinkował mój blog w swoim felietonie. Aby mieć pewność, że będę dobrze zrozumiany, chciałbym w niniejszym liście odnieść się do zaistniałej sytuacji i wyjaśnić niektóre kwestie.
Nie przeczę, że w swoim wpisie odniosłem się do Pana felietonu krytycznie. Jednak świadomie użyłem słowa „niestety”, bo uważam, że większość Pana felietonów Pana autorstwa zamieszczane na stronie Krytyki Politycznej jest niezwykle mądra, a diagnozy w nich zawarte świetnie oddają stan polskiej polityki i kondycję polskiego społeczeństwa. Być może użyłem zbyt ostrych słów, ale Pana felieton był którymś z kolei felietonem na stronie KP, gdzie miałem wrażenie, że autor stawia się jakiś sposób ponad społeczeństwem (być może moje wrażenie jest mylne, ale w tym tonie wypowiadają się Izabela Cywińska, Małgorzata Szumowska i Manuela Gretkowska). Więc nie wytrzymałem i napisałem tak, a nie inaczej.
Bardzo cenię twórczość Pana i wymienionych przeze mnie osób i mam świadomość, że wszyscy Państwo jesteście artystami, czyli osobami, które z jednej strony wyrosły w danych uwarunkowaniach, a z drugiej strony starają się te uwarunkowania przekroczyć. Jednak moim zdaniem owo staranie czasami idzie zbyt daleko i niebezpiecznie zbliża się do pewnego oddalenia od przeciętnego przedstawiciela społeczeństwa, a to z kolei może prowadzić do pogardy dla myślących inaczej, która jest niedopuszczalna niezależnie od barw politycznych i poglądów.
Leszek Miller w wywiadzie z Cezarym Michalskim bardzo trafnie ujął ogół takich sytuacji. Pozwolę sobie przytoczyć dwa fragmenty: „Wyszydzanie reakcji, nad którymi nie można zapanować, których nie da się spacyfikować, oznacza mobilizowanie ich przeciwko sobie. I w konsekwencji takie definiowanie tożsamości lewicy, że ta lewica będzie trwale odrzucana przez znaczącą większość społeczeństwa. To uniemożliwia zdobycie władzy.” i „W demokracji albo taka „awangarda” nauczy się negocjować z nastrojami społecznymi, albo ją społeczeństwo wypluje.”
Moim zdaniem Leszek Miller trafnie ocenia sytuację aktualnie panującą w Polsce w tym sensie, że każdy, kto myśli o dojściu do władzy w Polsce musi liczyć się z tym, co mówi i robi społeczeństwo. Co oczywiście brzmi jak banalny truizm, ale ma swój głębszy sens, bo praca edukacyjna wykonywana przeze środowisko KP (notabene bardzo przeze mnie ceniona i poważana) może nie dać zauważalnych efektów w dającym się dojrzeć horyzoncie czasowym. Oczywiście jest ona niezbędna, ale nie można czekać, aż społeczeństwo się zmieni. Z kolei Sławomir Sierakowski w swoim tekście Wywrócimy stolik z oszustami w niezwykle trafny sposób diagnozuje możliwości (a raczej ich brak) zmian w polskiej polityce, jeśli chodzi o zaistnienie kolejnej partii politycznej. Więc aktualnie jesteśmy w klinczu, z którego brak sensownego wyjścia.
W swoim felietonie pisze Pan, że Polacy mogliby się jednoczyć wokół czego innego, niż grobów. Otóż jestem tego samego zdania, a cała ta polska martyrologia jest dla niezmiernie nudna i męcząca w większych dawkach. Problem w tym, że zarówno Pan, jak i ja wiemy, że w znakomitej większości ludzie nie chcą się angażować, a polityką są znudzeni i zniesmaczeni. Niech Pan mi wierzy, że wolałbym Polaków zjednoczonych wokół praw pracowniczych, praw kobiet czy praw różnego rodzaju mniejszości.
Co do długości trwania żałoby – można się spierać, ale nie da się ukryć, że niektóre media (chodzi mi konkretnie o TVN24) relacjonowały wydarzenia związane z całą tą tragiczną sytuacją w sposób raczej stonowany i pomagający w przeżywaniu. Nie porównywałbym też tych relacji z różnorakimi bzdurami przekazywanymi przez media ku uciesze gawiedzi. Mimo wszystko jest jakaś liczba ludzi, którzy przez ten tydzień przeżywali szczerą żałobę po tragicznie zmarłych. Oni też mają swoją opowieść, że posłużę się zdaniem z Desideraty.
Pana słowa dotyczące modelu socjaldemokratycznego w krajach skandynawskich uważam za niezwykle trafne. Może uda się jakoś połączyć wspomnianą przeze mnie pracę edukacyjną wykonywaną przez środowisko KP (oraz inne środowiska) z nowoczesnym lewicowym podejściem do wielu kwestii, jeśli chodzi o partie polityczne i „duchem” protestanckim? Taki model byłby jeśli nie idealny, to na pewno niezwykle atrakcyjny dla wielu ludzi. Pytanie tylko, czy ma szanse zaistnieć w Polsce. Mam nadzieję, że tak.
Pozdrawiam serdecznie,
miguelm75″
trzy głosy na temat żałoby
dla tych, którzy chcą poczytać, co o niektórych tragicznie zmarłych pod Smoleńskiem myślą inni, podaję linki do notek wspomnieniowych o Krystynie Bochenek, Grażynie Gęsickiej, Marii Kaczyńskiej, Tomaszu Mercie, Izabeli Jarudze-Nowackiej i Jerzym Szmajdzińskim.
Cezary Michalski pisze tutaj o polityce historycznej, fascynacji śmiercią i o związanych z nią niebezpieczeństwach dla przyszłej polskiej polityki. szczególnie znamienne są słowa na początku felietonu: „Szanuję każdą ofiarę Katynia [...] Nie szanuję Katynia jako symbolu polityki historycznej, polityki śmierci. Polityki historycznej [...] jako metody politycznej zbudowanej na fascynacji śmiercią, a na poziomie strategii i taktyki polegającej na szantażowaniu się wzajemnie, budowaniu „hierarchii ofiar”, czynieniu z odpowiednio wymodelowanej pamięci historycznej maczugi w polityce wewnętrznej i zagranicznej. „
Joanna Erbel analizuje tutaj jeden ze sposobów przeżywania żałoby po tragicznie zmarłych ofiarach katastrofy pod Smoleńskiem. słusznie zauważa, że „Dla wielu osób wyjście z przestrzeni prywatnej do publicznej nie jest zwykłym spacerem. Jest to próba odnalezienia świeckiej, a często nawet lewicowej formy uczczenia i emocjonalnego włączenia się zbiorowe doświadczenie żałoby.” dodałbym jeszcze do tego coś w rodzaju chęci uczestnictwa w pewnego rodzaju przeżyciu pokoleniowym czy wydarzeniu historycznym dziejącym się obecnie.
natomiast Tomasz Piątek tutaj niestety daje upust swoim najgorszym instynktom i w żenujący sposób krytykuje kwestie związane z żałobą narodową: poczynając od długości jej trwania, poprzez chęć przeżywania jej przez Polaków, aż do zapowiedzi ewentualnego pojednania. autor zapomina o jednej zasadniczej kwestii: po 1989 roku nie było w historii Polski wydarzenia cementującego naród jako taki. więc ludzie próbują chwytać się wszystkiego, co pozwoli im poczuć się taką czy inną wspólnotą. ponadto Piątek także jest przedstawicielem tegoż narodu, więc jego stawianie się ponad resztą jest zwyczajnie żałosne.
dwa spojrzenia na kampanię prezydencką
Klaus Bachmann postuluje w felietonie zamieszczonym tutaj, by w nadchodzących wyborach prezydenckich zrezygnować z kampanii wyborczej. jako analogię mającą przybliżyć ten niecodzienny pomysł podaje ustalenia holenderskich partii politycznych po zamordowaniu holenderskiego polityka Pima Fortuyna w 2002 roku. sam pomysł jest ze wszech miar dobry, ale w polskich warunkach niewykonalny ze względu choćby na niską świadomość polityczną Polaków, brak zainteresowania polityką jako taką oraz niechęć do spełniania obowiązku obywatelskiego, jakim jest uczestnictwo w wyborach.
Bachmann stawia tezę: „Polityk, który w najbliższych tygodniach stawia na konflikt, przegra. Ostatnia rzecz, którą obywatele teraz zrozumieją, to potęgowanie osobistych animozji i pogłębienie podziałów politycznych.” myślę, że nie do końca zna on polskie społeczeństwo. kwestia tego, czy „obywatele zrozumieją” miałaby zastosowanie w warunkach dojrzałej demokracji w kraju Europy Zachodniej. w Polsce niestety polityka opiera się na tworzeniu podziałów, uwypuklaniu różnic i zagospodarowywaniu podzielonego elektoratu. oczywiście samo różnicowanie nie jest złe, natomiast złe jest , jeśli zostanie dołożona do tego nieumiejętność współpracy, a tę niestety mamy opanowaną do perfekcji.
hipoteza Cezarego Michalskiego wyrażona w felietonie Witajcie w niebezpiecznych czasach jest podobnie nieprzystająca do polskiego społeczeństwa. nie wiem, skąd autor wysnuwa wniosek, że „Polacy nadal wietrzą spisek”, „Polakom jeszcze mało” czy „wciąż nie lubią Rosjan”. oczywiście są grupy osób ulokowane na prawicy, które z nienawiści do Rosji uczyniły sobie jeden ze sztandarów (duża część tych gigantów myśli politycznej jest aktywna na platformie blogowej salon24.pl czy na portalu fronda.pl), jednak nie sądzę, by uprawniało to autora do podobnych uogólnień. wymienione przeze mnie osoby stanowią na szczęście margines, większość zarówno Polaków, jak i polityków chce polepszenia stosunków z Rosją i widzi w tym obopólny interes.
Michalski sugeruje ponadto w swoim felietonie, że Jarosław Kaczyński wystartuje w wyborach prezydenckich z ramienia PiS-u. ta hipoteza wydaje mi się kompletnie nieprawdopodobna ze względu na to, że przeżywa on osobistą tragedię, jaką jest śmierć brata. poza tym jego matka jest od dłuższego czasu w szpitalu, a jej stan się nie poprawia, co więcej: w każdej chwili pani Jadwiga Kaczyńska może umrzeć. naprawdę trudno mi sobie wyobrazić, by w takiej sytuacji Jarosław Kaczyński zdecydował się na kandydowanie w wyborach prezydenckich. wszelako jeśli tak by się stało, oznaczałoby to, że jest kimś w rodzaju bezdusznego cyborga, jego życiem rządzi tylko i wyłącznie polityka, a nikt i nic innego się nie liczy. niejako na fali współczucia i optymizmu takiego scenariusza nie przyjmuję do wiadomości. czas pokaże, czy miałem rację.
z całą pewnością należy wziąć pod uwagę, że kampania, która wbrew sugestii Bachmanna się raczej odbędzie, może być brutalna i wyniszczająca dla polskiej sceny politycznej, a podziały przez nią stworzone mogą być jeszcze trwalsze i trudniejsze do zasypania, niż te, które zafundowała nam wojna na górze. w pewnym sensie preludium do takiego czarnego scenariusza stanowi pomysł pochowania zmarłego prezydenta na Wawelu, w który zupełnie niepotrzebnie włączył się Kościół katolicki w osobie kardynała Stanisława Dziwisza. i nie jest ważne, kto wyszedł z taką propozycją – ważne, że ona zaistniała w świadomości Polaków, skutecznie ich dzieląc zaledwie cztery dni od tragicznej śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Michalski daje pewną radę utrudniającą rozpętanie nowej wojny politycznej: włączanie wszystkich partii w proces decyzyjny dotyczący powoływania choćby następców zmarłych polityków. aczkolwiek sprawa nie jest tak prosta, bo jak słusznie zauważa autor komentarza nr 9 pod wspomnianym felietonem: „PiS wyślizguje się od jakiejkolwiek współpracy, uchyla od współudziału w decyzjach. Na wszystko „teraz nie czas”, „uszanujmy”, „się pochylmy”. [...] W oczywisty sposób chcą sprowokować Komorowskiego do błędu. Jeżeli będzie czekał, aż oni „otrząsną się z szoku”, zarzucą mu później bezczynność i brak charakteru, jeżeli zacznie działać – uzurpację. A jeżeli jeszcze przypadkiem spadłoby PiS-owi z nieba uchybienie jakiejś procedurze prawnej, zawalenie jakiegoś terminu etc, ogłosiliby, że PO dokonuje zamachu na ład konstytucyjny.” na razie jest ze strony PiS-u zrozumiała cisza, ale nie można wykluczyć, że później właśnie tak sprawy się potoczą.
mam nadzieję, że uda się znaleźć sensowne rozwiązanie tego klinczu, w którym aktualnie znalazła się polska polityka. w przeciwnym razie znowu będą nią rządzić trumny, dyskurs publiczny znowu będzie się toczył wokół sztucznie kreowanych tematów zastępczych, sprawy istotne z punktu widzenia zwykłego obywatela będą pomijane, a perspektywa zmian na lepsze oddali się poza dostrzegalny horyzont.
Smoleńsk, 10.04.2010
nie ukrywam, że Lech Kaczyński nie był moim wymarzonym prezydentem. nie głosowałem na niego w wyborach i nie popierałem partii, z której się wywodził. jego niektóre posunięcia budziły mój zdecydowany sprzeciw i czasami trudno było mi zrozumieć motywacje, które nim kierowały.
pomimo tego i pomimo upływu ponad doby od tragicznej katastrofy, w której prezydent zginął wraz z małżonką i osobami towarzyszącymi, nie umiem się do końca pozbierać i dojść do siebie. i choć mnie samemu wydaje się ta myśl nieco trudną do przyjęcia, nie umiem pozbyć się przeświadczenia, że zginął ktoś należący do mojej rodziny, ktoś bardzo mi bliski.
właściwie dopiero dzisiaj dociera do mnie realne znaczenie określenia „Głowa państwa”. według polskiej konstytucji prezydent RP jest najważniejszą osobą w państwie i mimo moich innych sympatii politycznych czuję, że w katastrofie rzeczywiście zginęła najważniejsza osoba w Polsce.
zdaję sobie sprawę z pewnej abstrakcyjności tej myśli i podobnych określeń, ale napiszę to: czuję się w jakiś sposób przez śmierć prezydenta Lecha Kaczyńskiego osierocony.
oczywiście mój ból, żal i żałoba są spowodowane nie tylko śmiercią prezydenta RP, ale także wszystkich innych osób, które zginęły wraz z nim. każda z tych osób była ważna, szczególna i jako człowiek niezastąpiona. jednak ze względu na wagę urzędu śmierć prezydenta Lecha Kaczyńskiego jest spośród tych wszystkich śmierci wszystkich największą stratą dla całego narodu i dla mnie osobiście.
cześć pamięci wszystkich, którzy zginęli we wczorajszej katastrofie…