różne różności

dwa spojrzenia na kampanię prezydencką

Klaus Bachmann postuluje w felietonie zamieszczonym tutaj, by w nadchodzących wyborach prezydenckich zrezygnować z kampanii wyborczej. jako analogię mającą przybliżyć ten niecodzienny pomysł podaje ustalenia holenderskich partii politycznych po zamordowaniu holenderskiego polityka Pima Fortuyna w 2002 roku. sam pomysł jest ze wszech miar dobry, ale w polskich warunkach niewykonalny ze względu choćby na niską świadomość polityczną Polaków, brak zainteresowania polityką jako taką oraz niechęć do spełniania obowiązku obywatelskiego, jakim jest uczestnictwo w wyborach.

Bachmann stawia tezę: „Polityk, który w najbliższych tygodniach stawia na konflikt, przegra. Ostatnia rzecz, którą obywatele teraz zrozumieją, to potęgowanie osobistych animozji i pogłębienie podziałów politycznych.” myślę,  że nie do końca zna on polskie społeczeństwo. kwestia tego, czy „obywatele zrozumieją” miałaby zastosowanie  w warunkach dojrzałej demokracji w kraju Europy Zachodniej. w Polsce niestety polityka opiera się na tworzeniu podziałów, uwypuklaniu różnic i zagospodarowywaniu podzielonego elektoratu. oczywiście samo różnicowanie nie jest złe, natomiast złe jest , jeśli zostanie dołożona do tego nieumiejętność współpracy, a tę niestety mamy opanowaną do perfekcji.

hipoteza Cezarego Michalskiego wyrażona w felietonie Witajcie w niebezpiecznych czasach jest podobnie nieprzystająca do polskiego społeczeństwa. nie wiem, skąd autor wysnuwa wniosek, że „Polacy nadal wietrzą spisek”, „Polakom jeszcze mało” czy „wciąż nie lubią Rosjan”. oczywiście są grupy osób ulokowane na prawicy, które z nienawiści do Rosji uczyniły sobie jeden ze sztandarów (duża część tych gigantów myśli politycznej  jest aktywna na platformie blogowej salon24.pl czy na portalu fronda.pl), jednak nie sądzę, by uprawniało to autora do podobnych uogólnień. wymienione przeze mnie osoby stanowią na szczęście margines, większość zarówno Polaków, jak i polityków chce polepszenia stosunków z Rosją i widzi w tym obopólny interes.

Michalski sugeruje ponadto w swoim felietonie, że Jarosław Kaczyński wystartuje w wyborach prezydenckich z ramienia PiS-u. ta hipoteza wydaje mi się kompletnie nieprawdopodobna ze względu na to, że przeżywa on osobistą tragedię, jaką jest śmierć brata. poza tym jego matka jest od dłuższego czasu w szpitalu, a jej stan się nie poprawia, co więcej: w każdej chwili pani Jadwiga Kaczyńska może umrzeć. naprawdę trudno mi sobie wyobrazić, by w takiej sytuacji Jarosław Kaczyński zdecydował się na kandydowanie w wyborach prezydenckich. wszelako jeśli tak by się stało, oznaczałoby to, że jest kimś w rodzaju bezdusznego cyborga, jego życiem rządzi tylko i wyłącznie polityka, a nikt i nic innego się nie liczy. niejako na fali współczucia i optymizmu takiego scenariusza nie przyjmuję do wiadomości. czas pokaże, czy miałem rację.

z całą pewnością należy wziąć pod uwagę, że kampania, która wbrew sugestii Bachmanna się raczej odbędzie, może być brutalna i wyniszczająca dla polskiej sceny politycznej, a podziały przez nią stworzone mogą być jeszcze  trwalsze i trudniejsze do zasypania, niż te, które zafundowała nam wojna na górze. w pewnym sensie preludium do takiego czarnego scenariusza stanowi pomysł pochowania zmarłego prezydenta na Wawelu, w który zupełnie niepotrzebnie włączył się Kościół katolicki w osobie kardynała Stanisława Dziwisza. i nie jest ważne, kto wyszedł z taką propozycją – ważne, że ona zaistniała w świadomości Polaków, skutecznie ich dzieląc zaledwie cztery dni od tragicznej śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Michalski daje pewną radę utrudniającą rozpętanie nowej wojny politycznej: włączanie wszystkich partii w proces decyzyjny dotyczący powoływania choćby następców zmarłych polityków. aczkolwiek sprawa nie jest tak prosta, bo jak słusznie zauważa autor komentarza nr 9 pod wspomnianym felietonem: „PiS wyślizguje się od jakiejkolwiek współpracy, uchyla od współudziału w decyzjach. Na wszystko „teraz nie czas”, „uszanujmy”, „się pochylmy”. [...] W oczywisty sposób chcą sprowokować Komorowskiego do błędu. Jeżeli będzie czekał, aż oni „otrząsną się z szoku”, zarzucą mu później bezczynność i brak charakteru, jeżeli zacznie działać – uzurpację. A jeżeli jeszcze przypadkiem spadłoby PiS-owi z nieba uchybienie jakiejś procedurze prawnej, zawalenie jakiegoś terminu etc, ogłosiliby, że PO dokonuje zamachu na ład konstytucyjny.” na razie jest ze strony PiS-u zrozumiała cisza, ale nie można wykluczyć, że później właśnie tak sprawy się potoczą.

mam nadzieję, że uda się znaleźć sensowne rozwiązanie tego klinczu, w którym aktualnie znalazła się polska polityka. w przeciwnym razie znowu będą nią rządzić trumny, dyskurs publiczny znowu będzie się toczył wokół  sztucznie kreowanych tematów zastępczych, sprawy istotne z punktu widzenia zwykłego obywatela będą pomijane, a perspektywa zmian na lepsze oddali się poza dostrzegalny horyzont.

http://www.krytykapolityczna.pl/Opinie/Michalski-Witajcie-w-niebezpiecznych-czasach/menu-id-197.html

Napisz komentarz