o prywatności słów parę
Zbigniew Mikołejko w wywiadzie Targowisko prywatności w bardzo ciekawy sposób opowiada o ewolucji stosunku do prywatności na przestrzeni dziejów. oczywiście ze względu na specyficzną formę (wywiad) wypowiedź profesora Mikołejko jest raczej skróconym obrazem, niemniej jest warta przeczytania.
na samym początku są przytaczane fakty, które dla współczesnego człowieka są trudne do pojęcia czy wręcz niewyobrażalne. mam na myśli zdania: „W średniowiecznym zamku kobiety, mężczyźni, dzieci – wszyscy razem mieszkali w największej izbie wieży obronnej i nic nie mieli przed sobą do ukrycia.” i „Przechodząc amfiladą z pokoju do pokoju, było się świadkiem rodzenia, gotowania, życia seksualnego. To był naturalny tryb życia w gromadzie.”
tego typu pomysły próbowali zrealizować w życie hipisi i rewolucjoniści spod znaku paryskiej wiosny ’68 i okolic, jednak były to tylko eksperymenty, których żywot umarł śmiercią naturalną. pod pewnymi względami była to naturalna reakcja na duszny mieszczański świat, który po II wojnie światowej stał się obowiązującym modelem życia w Europie Zachodniej i USA. niemożność funkcjonowania w taki sposób przez dłuższy czas trafnie pokazał Lukas Moodysson w filmie Tylko razem.
Mikołejko słusznie uważa, że jedną z największych zdobyczy cywilizacji jest możliwość bycia samemu, która wynika z chęci odosobnienia się. wszelako nie byłoby tej zdobyczy, gdyby nie Oświecenie, które położyło teoretyczne podstawy pod nadanie człowiekowi podmiotowości i stworzenie „obywatela” mającego prawa, a nie tylko obowiązki oraz rewolucja francuska z 1789 roku, która oświeceniowe ideały zaczęła wprowadzać w życie.
ciekawie stwierdzenia padają w odniesieniu do „sprzedawania” własnej prywatności przez twórców, na przykład literatów piszących pamiętniki. zadająca pytania Aleksandra Klich stwierdza: „mam wrażenie, że nawet pisząc intymnie, dla siebie, artysta siebie kreuje.” taka postawa jest w pewnym sensie naturalna, bo artystą się jest przez cały czas. można powiedzieć (co jest oczywistym banałem), że odbiorcy sztuki są dla twórcy lustrem, w którym się przegląda on sam i jego sztuka.
profesor Mikołejko podkreśla wagę prywatności odwołując się do możliwości naruszenia jej przez różnego rodzaju służby (za jego czasów SB, w czasach współczesnych na przykład ABW, CBA czy choćby policję). ze względów technologicznych niemożliwe jest w dzisiejszych czasach zachowanie całkowitej prywatności. oczywiście w niektórych przypadkach można próbować kontrolować, jakie dane o nas zostaną opublikowane, ale nie zawsze jest to możliwe. w związku z powyższym niezwykle ważne jest regulowanie dostępu do tych informacji. w Polsce bardzo duże zasługi w zakresie kontrolowania wykorzystywania informacji o obywatelach ma Fundacja Panoptykon.
prywatność ma jeszcze jedną niezaprzeczalną zaletę, o której jest mowa we wspomnianym wywiadzie: umożliwia zróżnicowanie, które jest podstawą ciekawości świata i możliwości odkrywania cały czas czegoś nowego w drugim człowieku i w sobie samym. dlatego prywatność sama w sobie jest niezbędna, a prawa do niej trzeba bronić ze wszystkich sił i wszystkimi możliwymi środkami.
segregacja katolików
Katarzyna Wiśniewska w komentarzu Biskupi grożą: albo in vitro, albo komunia odnosi się do oświadczenia Rady Episkopatu ds. Rodziny dostępnego tutaj. temat wiodący spotkania owej Rady był taki: „Duszpasterstwo rodzin wobec rozwodów”. ładnie się to komponuje z moim poprzednim wpisem i tematyką poruszoną w poprzednim numerze Gościa Niedzielnego.
słusznie mówi cytowana przez Wiśniewską Halina Bortnowska: „Sądzę, że nie można kogoś odsuwać od sakramentu za poglądy w sprawie, która nie ma charakteru dogmatycznego. Nauczanie rady biskupów o in vitro dogmatem przecież nie jest.” nauczanie o in vitro nie jest również prawdą wiary, której negowanie mogłoby uniemożliwić przystępowanie do komunii świętej, więc naprawdę trudno mi zrozumieć intencje, którymi się kierowali biskupi wydając oświadczenie o takiej, a nie innej treści.
mam wrażenie, że wspomniane oświadczenie ma na celu przypomnienie wiernym, że mają słuchać tego, co głosi Kościół i się zastosować bez namysłu i refleksji, a dyskusja na pewne tematy nie jest możliwa. dlaczego nie? bo nie. mnie osobiście takie podejście nie satysfakcjonuje i przypuszczam, że takich osób w Polsce jest więcej. co więcej: bardzo nie podoba mi się założenie, że wierni są nie owieczkami, tylko stadem baranów, które trzeba zapędzić do zagrody kijem, ewentualnie zanęcić od czasu do czasu marchewką.
można by się spodziewać, że Rada ds. Rodziny zdobędzie się na jakąś duszpasterską refleksję albo że w jakikolwiek sposób uzasadni treść oświadczenia. niestety, wierni otrzymali po raz kolejny przekaz wykluczający i oceniający, dodatkowo wsparty segregacją na tych, którzy do komunii mogą przystąpić i na tych, którzy nie mogą. jednak biskupi zapominają o tym, co słusznie przypomina Grzegorz Sroczyński w komentarzu Wierzcie w in vitro, przyjmujcie komunię.
podkreśla on (podobnie, jak Halina Bortnowska), że nauczanie Kościoła o in vitro nie ma charakteru dogmatycznego, więc należy do sumienia indywidualnego człowieka. bardzo trafne są słowa: „Wolność sumienia w nauce katolickiej jest jedną z podstawowych wartości. To skarb, czasem zakopywany pracowicie w ziemi. W polskim kościele bywa, że bardzo głęboko.” nic dodać, nic ująć.
oczywiście można uważać, że prawne zakazywanie czegokolwiek przyniesie jakieś sensowne efekty. jednak jest to wiara nie biorąca pod uwagę rzeczywistości i ludzkich potrzeb. dodatkowo trzeba wziąć pod uwagę to, że Polacy mają do stanowionego prawodawstwa stosunek dość elastyczny i zawsze znajdą sposób, żeby je obejść. na szczęście biskupi nie stanowią w Polsce prawa, choć niestety mają czasami zbyt duży wpływ na tych, którzy się tym zajmują.
o rozwodach w Gościu Niedzielnym
tematem aktualnego numeru Gościa Niedzielnego są rozwody. wypowiada się na ten temat między innymi Bogumił Łoziński, który „rzucony na odcinek dotyczący rodziny” (używając języka partyjnego) napisał artykuł Plaga rozwodów. artykuł ten charakteryzuje się brakiem wrażliwości dla ludzi niemieszczących się w jego światopoglądzie. w pewnym sensie jest to postawa charakterystyczna dla redaktorów Gościa Niedzielnego, którzy chcieliby świat, a przynajmniej Polskę urządzić po swojemu, bez brania pod uwagę osób myślących inaczej.
już w pierwszym zdaniu artykułu można znaleźć błędne sformułowanie: „Współczesny świat opanowany jest przez mentalność rozwodową.” według tej definicji mentalność jest charakterystycznym sposobem myślenia uwarunkowanym społecznie i biologicznie i z całą pewnością obejmującym więcej, niż tylko podejście do instytucji małżeństwa, jak zdaje się sugerować autor artykułu.
w dalszej części artykułu są przytoczone informacje dotyczące ustawodawstwa rozwodowego w innych krajach oraz dane statystyczne dotyczące liczby rozwodów w Polsce. co ciekawe, autor zżyma się na niektóre rozwiązania prawne jakoby przyczyniające się do zwiększenia liczby rozwodów, ale nie pisze, że te rozwiązania zostały wycofane parę lat później. ponadto nie zauważa tego, że to nie prawodawstwo przyczynia się do większej liczby rozwodów, ale kombinatorstwo obywateli i peerelowska mentalność właśnie, której cechą charakterystyczną jest chęć „załatwienia” czegoś w nieuczciwy sposób.
w cytowanym artykule autor powołuje się na zmianę świadczeń wypłacanych Funduszu Alimentacyjnego na dodatek dla osób samotnie wychowujących dzieci. poskutkowało to zwiększoną liczbą rozwodów, będących jednakże rozwodami na papierze, bez faktycznego rozpadu związku, a służącymi jedynie do otrzymywania dodatkowych pieniędzy od państwa za darmo i bez wysiłku. o tym już autor nie napisał, bo nie pasowałoby mu to do koncepcji artykułu.
w dalszej części artykułu są prezentowane 2 pomysły, których urzeczywistnienie zdaniem autora mogłoby ograniczyć liczbę rozwodów. pierwszym z nich jest zakaz rozwodów, będący moim zdaniem krokiem naprzód do państwa wyznaniowego, czemu jestem zdecydowanie przeciwny. drugim jest wprowadzenie „prawo dające parom, zawierającym sakrament małżeństwa w Kościele katolickim, możliwość podpisania specjalnego zobowiązania o nierozerwalności małżeństwa w wymiarze cywilnym”.
przyznam się, że dawno nie słyszałem tak absurdalnego pomysłu i jestem przekonany o tym, że jego wprowadzenie w życie miałoby odwrotny skutek od zamierzonego. zapewne większość par na wszelki wypadek żyłaby przez długi czas w konkubinacie lub mając jedynie ślub cywilny, ewentualnie biorąc ślub kościelny po uzyskaniu większego, niż na początku trwania związku przekonania, że się on nie rozpadnie.
jak słusznie pisze Jan Drzymała w komentarzu Może cię nie opuszczę… „Batem nikt nikogo jeszcze nie wychował. Jeśli prawo nie jest poparte autentycznym przekonaniem i nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości, nie będzie stosowane. Wzbudzi tylko falę protestów i społecznego sprzeciwu. Będzie miało raczej pozory represji niż autentycznej troski.” zgadzam się w zupełności, jak również z własnego doświadczenia potwierdzam opinie autora o katastrofalnym stanie jakościowym nauk przedślubnych prowadzonych w parafiach.
na koniec swojego artykułu Łoziński pisze mądre słowa „Jeśliby przestrzegali zasad swojej wiary, to liczba rozwodów na pewno by spadła.” są to piękne słowa, ale jak mówi znane powiedzenie „teoria swoje, życie swoje”. istnieją przecież przypadki, kiedy chęć ratowania małżeństwa jest tylko po jednej stronie, a rozwód służy uregulowaniu prawnemu statusu faktycznego, czyli rozpadu związku, nawet wśród katolików. i nie zawsze istnieje podstawa do stwierdzenia nieważności zawarcia sakramentu małżeństwa. warto o tym pamiętać, formułując tak jednoznaczne opinie.
o zdrowiu, przedszkolach i Kościele
Tagi: nauczanie Kościoła, służba zdrowia, wartościowi ludzie, wyborcza.pl
przeglądając stare numery Gazety Wyborczej natrafiłem na numer z 27.03 – 28.03.2010, a w nim na parę interesujących artykułów, które pozwolę sobie Szanownym Czytelnikom przypomnieć.
Adam Leszczyński w artykule Świata nie zbawili, ale poprawili opisuje główne założenia reformy zdrowia uchwalonej przez Senat USA (o której pisałem tutaj). autor podkreśla dotychczasową fundamentalną różnicę między krajami europejskimi a USA. jak wiadomo, w krajach europejskich prawo do opieki zdrowotnej jest uważane przez każdego obywatela za coś oczywistego i w pewnym sensie naturalnego, natomiast w USA tak nie było, a stosunkowo duża część społeczeństwa była ubezpieczenia pozbawiona.
Leszczyński podkreśla nowatorstwo tej reformy, które polega między innymi na zwiększeniu roli państwa opiekuńczego w USA, zmianie redystrybucji dochodów od bogatszych do biedniejszych oraz inteligentnym wykorzystaniu państwa i rynku dla poprawy warunków życia obywateli.
Teresa Ogrodzińska w wywiadzie Rzeczpospolita przedszkolaków podkreśla niezwykle istotną rolę przeszkoli w wychowaniu dzieci posuwając się do słusznego zresztą twierdzenia „W dobrym przedszkolu stają się obywatelami, którzy w przyszłości zmienią nasz kraj. Dlatego tak ważne jest, żeby przedszkoli przybywało i żeby były coraz lepsze.” podobnie uważają Przemysław Sadura i Julia Kubisa przywołani przeze w tym wpisie).
Ogrodzińska wiele mówi o swoich doświadczeniach związanych z prezesowaniem fundacji, której jednym z celów jest zakładanie przedszkoli na terenach wiejskich. wyłania się z tego niewesoły obraz, który zaprzecza potocznej opinii o wiejskich dzieciach, które razem z rówieśnikami hasają po polach i lasach. samodzielna aktywność wiejskich dzieci, (podobnie zresztą jak miejskich) są ograniczana, a one same są pilnowane, co wynika z troski o ich bezpieczeństwo. niestety jedną z popularniejszych „rozrywek” wiejskich dzieci jest oglądanie seriali w telewizji razem z mamami, co wynika z lenistwa tychże.
w wywiadzie padają bardzo trafne słowa: „Ja od państwa chcę mieć przede wszystkim dobre prawo. Odpowiada mi zasada pomocniczości wpisana do naszej konstytucji, zgodnie z którą państwo włącza się tam, gdzie ludzie, samorząd, organizacje pozarządowe nie dają rady.” myślę, że duża część polskiego społeczeństwa mogłaby się pod takim rozumieniem roli państwa podpisać. niestety politycy uważają, że państwo powinno obywateli wyręczać również tam, gdzie ci doskonale daliby sobie radę.
ksiądz Jacek Prusak w wywiadzie Grzech oblężonej twierdzy odnosi się do skandali pedofilskich w Kościele katolickim, które zostały ujawnione w ostatnim czasie. według niego więzi panujące między kapłanami a biskupem mogą w pewnym sensie prowokować do nieujawniania przypadków pedofilii i wytłumaczenia takiego właśnie postępowania.
dość znamienne są słowa dotyczące instrukcji „Crimen Sollicitationis”: „Ta przedsoborowa instrukcja powstała z lęku, który towarzyszył Kościołowi w walce z modernizmem. Kościół czuł się wówczas twierdzą atakowaną z każdej strony. [..] Upublicznianie przypadków pedofilii mogło być wykorzystane w wojnie ideologicznej z Kościołem. Nie było mowy o współpracy między Kościołem a instytucjami państwowymi, bo państwo oraz instytucje demokratyczne były postrzegane jako wrogie.”
mam wrażenie, że wielu hierarchów i księży do dziś hołduje takiemu sposobowi myśleniu pomimo uchwał Soboru Watykańskiego II. traktowanie Kościoła jako oblężonej twierdzy, której trzeba bronić, jest powodowane lękiem i strachem przed tym, co się składa na całe bogactwo dzisiejszego świata, również w sensie negatywnym.
ks. Prusak zwraca uwagę na to, że zaufanie do Kościoła zostało nadszarpnięte i przypomina, że w tym samym czasie, gdy ogłoszono encyklikę „Humanae Vitae”, dochodziło do przypadków pedofilii. nie ma się zatem czemu dziwić utracie autorytetu przez Kościół katolicką, który wykazał się w tym wypadku niebywałą hipokryzją.
na koniec ks. Prusak podkreśla konieczność powrotu do nauk soborowych, szczególnie tych, które mówią o zwiększeniu roli laikatu. moim zdaniem jest to wręcz konieczność, jeśli Kościół chce w dzisiejszym świecie być instytucją posiadającą autorytet wśród wiernych i pragnie uniknąć tego typu wydarzeń w przyszłości.
poniekąd dla zmiany nastroju polecę do przeczytania tekst Pawła Smoleńskiego Polska z innego obiegu, który opowiada o Grochowie. jest to piękna, poetycka opowieść o świecie, którego być może za 10-20 lat już nie będzie. opowieść o specyficznym miejscu, jego mieszkańcach, niepowtarzalnej atmosferze. warto przeczytać.
Singer, pluralizm i zwierzęta
Jacek Żakowski w komentarzu To nie Princeton, to Warszawa odnosi się do kompromitującego wydarzenia, jakim było odwołanie konferencji na Uniwersytecie Warszawskim. miał w niej uczestniczyć Peter Singer, który jest jednym z najwybitniejszych obecnie żyjących filozofów i znanym obrońcą praw zwierząt. wspomniana konferencja miała dotyczyć właśnie praw zwierząt, jednak została odwołana ze względu na wycofanie się trzech z trzydziestu panelistów, którzy nie zgadzają się z poglądami Singera na temat aborcji i eutanazji.
moim zdaniem oczywiste jest, że wycofanie się 10% panelistów było tylko pretekstem do odwołania konferencji i wycofania się z być może zbyt szybko podjętej decyzji o organizacji konferencji z udziałem bądź co bądź, kontrowersyjnego naukowca. jednak równie kontrowersyjny Robert P. George mógł wystąpić na konferencji na tym samym Uniwersytecie, ale widocznie jego poglądy nie przeszkadzają organizatorom.
z czysto użytecznego punktu widzenia należałoby dać obydwu naukowcom szansę zaprezentowania swoich poglądów na uczelni, która z punktu widzenia nauki światowej jest na głębokich peryferiach. niewątpliwie podniosłoby to jej prestiż przynajmniej w warunkach krajowych i byłaby ona postrzegana jako miejsce ścierania się różnych poglądów, w którym studenci mają możliwość wysłuchania naukowców światowego formatu. niestety władze UW wybrały pójście po linii najmniejszego oporu, czyli cenzurę niewygodnych poglądów.
Żakowski pisze: „Jedną z fundamentalnych wartości akademickich jest otwartość na pluralistyczne poglądy i twórcze konfrontacje. W Polsce umacnia się zaś akademicka cenzura wymuszana przez konserwatywno-katolicki radykalizm.” oraz „Prawdziwy problem w tym, że lokalna elita, która nie toleruje toczącej się gdzie indziej otwartej debaty, skazuje miejscową kulturę na parafiańszczyznę, marginalizację i opóźniony rozwój.”
trudno się z tymi słowami nie zgodzić. i dopóki tego typu wydarzenia będą miały miejsce, dopóty nie będzie można mówić, że w polskiej nauce dzieje się lepiej. bo nie wystarczy zwiększenie nakładów na naukę, których poziom jest notabene żenująco niski, potrzebna jest również podejścia na pluralistyczne i otwarte. niestety, przyjdzie nam poczekać na zmianę tego stanu rzeczy.
do odwołania wspomnianej konferencji odniosła się również profesor Magdalena Środa w komentarzu Co tam zwierzęta, w którym pisze między innymi „Niekwestionowanym wyznacznikiem poglądów staje się katolicyzm i to, co mówi Kościół o aborcji i eutanazji. Religia przestała być już dawno sprawą prywatną. Jest sprawą państwową, publiczną, jak również – pomału – naukową.” oczywiście każdy ma prawo wyznawać różne poglądy, ale nie mogą one służyć do ograniczania debaty akademickiej. moim zdaniem taka postawa jest niegodna prawdziwego naukowca, który powinien konfrontować się z poglądami przeciwnymi, a nie unikać debaty z powodu nieakceptowania czyichś poglądów.
Środa podkreśla w swoim komentarzu obojętność Polaków wobec cierpienia zwierząt i przedmiotowy stosunek do nich i niewątpliwie ma rację. kwestię związane z szacunkiem dla przyrody i zrównoważonym rozwojem ma wpisane w program tylko partia Zieloni2004, która niestety nie jest widoczna w polskiej polityce, a kojarzona jest głównie z obroną Rospudy i innymi akcjami chroniącymi przyrodę. szkoda, że tak jest, bo poglądy polityczne głoszone przez Zielonych są moim zdaniem bardzo sensowne i wielu ludzi mogłoby znaleźć w ich programie coś dla siebie.
dzielenie społeczeństwa, żałoba i spiski
Paweł Poncyljusz w odpowiedzi na apel rodzin ofiar katastrofy pod Smoleńskiem (dostępny tutaj) twierdzi, że ten list „może być elementem gry politycznej”. mówi także: „Ja szczerze mówiąc nie widzę takich przykładów, żeby ktokolwiek dzisiaj zawłaszczał tę tragedię, szczególnie ze strony sztabu Jarosława Kaczyńskiego [..]„. (więcej: tutaj). mam wrażenie, że Poncyljusz chyba żyje w alternatywnej rzeczywistości. chociaż z drugiej strony: czy telewizja bezczelnie agitująca za Jarosławem Kaczyńskim (przykłady tutaj i tutaj) jest częścią sztabu? nie jest. albo: czy reżyserka żenującego filmu „Solidarni 2010″ jest częścią sztabu? też nie jest. więc pod względem logicznym wszystko jest w porządku.
problem w tym, że zawłaszczanie tragedii i dzielenie Polaków następuje w niespotykany dotąd sposób, o czym bardzo mądrze pisze Tomasz Lis w komentarzu Jednomyślność kontra pluralizm. wiadomo nie od dziś, że istotą rządzenia PiS-u jest dzielenie społeczeństwa i zagospodarowywanie elektoratu, który można ogólnie określić jako „ludzie niezadowoleni z przemian III RP”. dotychczas owo dzielenie miało jakieś ramy i zasady, jednak odkąd poparcie w sondażach zaczęło spadać, a formuła Jedynych Prawdziwych Patriotów zaczęła się wyczerpywać, PiS-owi zaczął się palić grunt pod nogami. dodatkowo niektóre sondaże nie dawały większych szans Lechowi Kaczyńskiemu nie tylko na reelekcję, ale nawet na wejście do drugiej tury wyborów prezydenckich.
jak wiemy, 10.04.2010 wydarzyła się katastrofa pod Smoleńskiem, w której zginął prezydent wraz z 95 innymi osobami. nie trzeba było długo czekać, aż partia Jarosława Kaczyńskiego wystawi go jako kandydata w wyborach prezydenckich (choć przez chwilę w to wątpiłem, o czym napisałem tutaj). on sam w wygłoszonym oświadczeniu określił się jako kontynuator polityki zmarłego brata, a jego sztab przystąpił do pracy. choć właściwie w kontekście tego, co się dzieje w telewizji i internecie, powinienem powiedzieć: do brudnej roboty.
ciekawie o pewnym dualizmie związanym z żałobą pisze Waldemar Kuczyński w komentarzu Knebel Żałoby zwracając uwagę na to, że „Krytyka PiS, jego prezesa i zmarłego brata, jest przedstawiana jako przestępstwo moralne, godzenie w powagę żałoby i lekceważenie cierpienia ludzi, którzy stracili bliskich. Przy tym szantaż nie obejmuje jednakową ochroną wszystkich ofiar i dotkniętych żałobą, lecz głównie prezydenta i jego brata.” a z drugiej strony „[...] ich medialne i internetowe armie są w natarciu, wykorzystując w stopniu niespotykanym wcześniej rynsztokowy rezerwuar języka. Ich samych żałobna cenzura nie obowiązuje rzecz jasna, bo wymyślają tym, którzy, ich zdaniem, zmarłych i ich rodziny nie chcą uszanować.”
nawet w takim wypadku, jak żałoba widać, kto jest/był naprawdę ważny w PiS-ie – Jarosław Kaczyński i jego brat. pomimo śmierci innych polityków, cenzura obowiązuje tylko w przypadku wymienionej dwójki. powód jest prosty – cokolwiek może szkodzić zmarłemu Lechowi Kaczyńkiemu – jest złe. a ponieważ Jarosław Kaczyński chce (w przenośni oczywiście) za pomocą trumny brata wwieźć się do Pałacu Prezydenckiego, krytyka Lecha Kaczyńskiego może mu szkodzić i na wszelki wypadek jest wycinana, pomniejszana, zagadywana i tak dalej.
oczywiście problemem jest wspomniane przeze mnie zawłaszczanie żałoby i bezwstydne agitowanie za kandydaturą prezesa PiS-u. jednak dużo większym problemem jest istnienie zaplecza w postaci różnej maści dziennikarzy i blogerów snujących różnego rodzaju teorie spiskowe, mające na przykład na celu poinformowanie społeczeństwa, że prezydent padł ofiarą zamachu. przykładem może być jest niejaki Toyah (notabene bloger roku 2009), który w tym wpisie sugeruje, że prezydent został zamordowany. prawicowi publicyści publikujący na platformie salon24.pl nie wierzą w to, co jest przekazywane w oficjalnych kanałach informacyjnych i uważają, że wszystkim rządzą Oni, którzy chcą źle dla Polski. dlatego też mają na BLIP-ie specjalny tag: #psychiatryk24.
to, w jaki sposób PiS wykorzystuje śmierć prezydenta Lecha Kaczyńskiego do własnych, nikczemnych celów, budzi moje obrzydzenie i sprzeciw. chociaż właściwie można się było tego w pewnym sensie spodziewać po partii, która wszelkimi dostępnymi sposobami chce wrócić do władzy, by zrealizować swój wymarzony projekt, czyli IV RP. mam szczerą nadzieję, że Jarosław Kaczyński poniesie sromotną porażkę w wyborach prezydenckich, a jego partia w wyborach samorządowych i parlamentarnych. mam również nadzieję, że Grzegorz Napieralski osiągnie dobry wynik w wyborach samorządowych, a partie lewicowe w wyborach parlamentarnych i samorządowych. w przeciwnym wypadku czeka nas kolejne zmarnowane 5 lat. chyba na to nie zasłużyliśmy?