o rozwodach w Gościu Niedzielnym
tematem aktualnego numeru Gościa Niedzielnego są rozwody. wypowiada się na ten temat między innymi Bogumił Łoziński, który „rzucony na odcinek dotyczący rodziny” (używając języka partyjnego) napisał artykuł Plaga rozwodów. artykuł ten charakteryzuje się brakiem wrażliwości dla ludzi niemieszczących się w jego światopoglądzie. w pewnym sensie jest to postawa charakterystyczna dla redaktorów Gościa Niedzielnego, którzy chcieliby świat, a przynajmniej Polskę urządzić po swojemu, bez brania pod uwagę osób myślących inaczej.
już w pierwszym zdaniu artykułu można znaleźć błędne sformułowanie: „Współczesny świat opanowany jest przez mentalność rozwodową.” według tej definicji mentalność jest charakterystycznym sposobem myślenia uwarunkowanym społecznie i biologicznie i z całą pewnością obejmującym więcej, niż tylko podejście do instytucji małżeństwa, jak zdaje się sugerować autor artykułu.
w dalszej części artykułu są przytoczone informacje dotyczące ustawodawstwa rozwodowego w innych krajach oraz dane statystyczne dotyczące liczby rozwodów w Polsce. co ciekawe, autor zżyma się na niektóre rozwiązania prawne jakoby przyczyniające się do zwiększenia liczby rozwodów, ale nie pisze, że te rozwiązania zostały wycofane parę lat później. ponadto nie zauważa tego, że to nie prawodawstwo przyczynia się do większej liczby rozwodów, ale kombinatorstwo obywateli i peerelowska mentalność właśnie, której cechą charakterystyczną jest chęć „załatwienia” czegoś w nieuczciwy sposób.
w cytowanym artykule autor powołuje się na zmianę świadczeń wypłacanych Funduszu Alimentacyjnego na dodatek dla osób samotnie wychowujących dzieci. poskutkowało to zwiększoną liczbą rozwodów, będących jednakże rozwodami na papierze, bez faktycznego rozpadu związku, a służącymi jedynie do otrzymywania dodatkowych pieniędzy od państwa za darmo i bez wysiłku. o tym już autor nie napisał, bo nie pasowałoby mu to do koncepcji artykułu.
w dalszej części artykułu są prezentowane 2 pomysły, których urzeczywistnienie zdaniem autora mogłoby ograniczyć liczbę rozwodów. pierwszym z nich jest zakaz rozwodów, będący moim zdaniem krokiem naprzód do państwa wyznaniowego, czemu jestem zdecydowanie przeciwny. drugim jest wprowadzenie „prawo dające parom, zawierającym sakrament małżeństwa w Kościele katolickim, możliwość podpisania specjalnego zobowiązania o nierozerwalności małżeństwa w wymiarze cywilnym”.
przyznam się, że dawno nie słyszałem tak absurdalnego pomysłu i jestem przekonany o tym, że jego wprowadzenie w życie miałoby odwrotny skutek od zamierzonego. zapewne większość par na wszelki wypadek żyłaby przez długi czas w konkubinacie lub mając jedynie ślub cywilny, ewentualnie biorąc ślub kościelny po uzyskaniu większego, niż na początku trwania związku przekonania, że się on nie rozpadnie.
jak słusznie pisze Jan Drzymała w komentarzu Może cię nie opuszczę… „Batem nikt nikogo jeszcze nie wychował. Jeśli prawo nie jest poparte autentycznym przekonaniem i nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości, nie będzie stosowane. Wzbudzi tylko falę protestów i społecznego sprzeciwu. Będzie miało raczej pozory represji niż autentycznej troski.” zgadzam się w zupełności, jak również z własnego doświadczenia potwierdzam opinie autora o katastrofalnym stanie jakościowym nauk przedślubnych prowadzonych w parafiach.
na koniec swojego artykułu Łoziński pisze mądre słowa „Jeśliby przestrzegali zasad swojej wiary, to liczba rozwodów na pewno by spadła.” są to piękne słowa, ale jak mówi znane powiedzenie „teoria swoje, życie swoje”. istnieją przecież przypadki, kiedy chęć ratowania małżeństwa jest tylko po jednej stronie, a rozwód służy uregulowaniu prawnemu statusu faktycznego, czyli rozpadu związku, nawet wśród katolików. i nie zawsze istnieje podstawa do stwierdzenia nieważności zawarcia sakramentu małżeństwa. warto o tym pamiętać, formułując tak jednoznaczne opinie.
2 komentarzy to “o rozwodach w Gościu Niedzielnym”
Napisz komentarz
Maj 19th, 2010 @ 21:41
Bardzo mi się podoba pomysł zakazania rozwodów. Zaiste wyśmienite!
Rozwód jest dramatyczny nie przez sam fakt orzeczenie rozwodu, tylko dlatego, ze jest efektem finalnym rozpadu małżeństwa. To rozpad małżeństwa jest czymś niedobrym, to fakt, że ludzie, którzy się kochali, nie umieją wyjść z kryzysu, żyć ze sobą, to fakt, że jedno zwraca się przeciw drugiemu. to jest dramat! Rozwód jest tylko oficjalnym orzeczeniem faktu rozpadu małżeństwa. Co z tego, że się zakaże nazwania rzeczy po imieniu? Faktów to nie zamieni.
To nawet nie chodzi o państwo wyznaniowe, to jest po prostu głupie.
Maj 20th, 2010 @ 10:41
mam wrażenie, że inicjatorzy tego projektu hołdują zasadzie "jeśli rzeczywistość nie zgadza się z naszymi założeniami, to tym gorzej dla rzeczywistości". mądrości w tym nie uświadczysz, ale można się polansować tu i ówdzie.