różne różności

o krzyżu i podziałach

jak zapewne wiedzą niektórzy z moich czytelników, jestem ANTYfanem Jana Pospieszalskiego, a jego „twórczość” uważam za świadectwo postawy nie mającej wiele wspólnego katolicyzmem, do którego Pospieszalski (może nie zawsze wprost, ale jednak) się odwołuje. mam również wrażenie, że pan Jan wyobraża sobie, że jest kimś w rodzaju współczesnego kaznodziei. niestety ani zdolności, ani poziom intelektualno-moralny nie predestynują go tej roli. i choć niewyrobionemu czytelnikowi/widzowi jego produkcje mogą się podobać, to jednak ich blask jest blaskiem tombaku, a nie złota, że pozwolę sobie na niewyszukane porównanie.

niedawno Pospieszalski popełnił artykuł Ten krzyż jest wyrzutem sumienia. niestety już w drugim akapicie autor dokonuje manipulacji pisząc: „Nie tylko dlatego, że Polska staje się znów krajem jednej partii i jednej gazety (a być może niebawem także jednej, choć przez kilku nadawców realizowanej, telewizji). Walka z krzyżem na Krakowskim Przedmieściu, wyjąwszy atak ZOMO, przebiega przy użyciu tych samych metod, co w PRL. Z drobnymi naturalnie różnicami.”

pozwolę sobie autorowi przypomnieć, że to obywatele decydują, komu powierzają mandat poselski i kogo wybierają na prezydenta. nie przypominam sobie protestów, gdy większość parlamentarną miał PiS, a prezydentem był Lech Kaczyński, z PiS-u się wywodzący. zaś wpływ tytułów prasowych (w tym przypadku GW) na rzeczywistość jest przez autora przeceniany.

porównanie zaś aktualnych przepychanek związanych z krzyżem przed Pałacem Prezydenckim do walki z chrześcijaństwem w czasach PRL-u jest świadectwem niebywałego cynizmu autora artykułu. w przeciwieństwie do okresu 1945 – 1989 w wolnej i demokratycznej Polsce każdy może wyznawać dowolną religię (kwestię równości wszystkich religii wobec polskiego prawa świadomie pomijam), nikt nikogo nie prześladuje za to, w co wierzy, a symbole religijne nie są zakazane. co więcej: krzyże wiszą w prawie każdym urzędzie, klasie szkolnej i w innych miejscach, niekoniecznie do tego celu przeznaczonych.

dalej autor cytuje opinię doktora Wojciecha Jabłońskiego stwierdzającą, że krzyż jest „samowolką budowlaną”. postawienie krzyża w okresie żałoby narodowej było uzasadnione emocjami i nikt wtedy nie zastanawiał się, czy jest to zgodne z prawem. ten stan rzeczy był w pewnym sensie naturalny, jednak jeśli wziąć pod uwagę przepisy prawa budowlanego zinterpretowane na przykład w tym artykule, to postawienie krzyża nie było zgodne z prawem. Pospieszalski jako dziennikarz nie zwykł zawracać sobie głowy podobnymi drobiazgami i niuansami, ważna jest teza i dopasowane do niej argumenty.

według autora artykułu „krzyż pozostaje świadectwem tygodnia Narodowego Czuwania.” (pisanego koniecznie z Dużych Liter), a jego i Ewy Stankiewicz produkcja „Solidarni 2010″ jest zapisem tego, co naród przeżywa i czego doświadcza. uważny widz dostrzeże, że ów „film” jest ordynarną manipulacją, w której pozwolono się wypowiedzieć reprezentantom tylko jednej opcji politycznej, którzy winą za katastrofę smoleńską obciążają Rosjan, sugerując zamach. ludzie występujący w filmie atakują również GW, rząd Donalda Tuska i uważają, że władza „została przekazana mafijnym układom medialno-biznesowym.” recenzja tego wiekopomnego dzieła sztuki reporterskiej jest dostępna tutaj, natomiast sam film można bez trudu znaleźć na serwisie youtube.com.

słowa: „Katastrofy smoleńskiej i tego, czego doświadczyliśmy jako wspólnota po 10 kwietnia, nie da się wymazać czy usunąć tak, jak wymienia się kafle na trotuarze.” są kolejnym nadużyciem. nikt nie ma zamiaru wymazywać i usuwać ani samej katastrofy smoleńskiej ani doświadczeń polskich obywateli, zarówno tych indywidualnych, jak i wspólnotowych. wszelako Pospieszalski dzielący świat na: MY (dobrzy) i ONI (źli) uważa, że ONI mogą posłużyć się siłą, by sprzed Pałacu Prezydenckiego usunąć ludzi, którzy przyjdą „by domagać się wyjaśnienia tej tragedii.”

gdyby cytowane przez mnie słowa były autorstwa jednego z pacjentów #psychiatryk24, skwitowałbym to prawdopodobnie wzruszeniem ramion, jednakże gdy drukowanie podobnych bzdur w ogólnopolskim dzienniku jest szkodliwe i niebezpieczne. w związku z tym wydało mi się stosownym odniesienie się do artykułu Pospieszalskiego w niniejszym wpisie.

niejako dla równowagi zacytuję słowa księdza Jacka Prusaka, który w artykule Krakowskie Przedmieście to nie Golgota dobitnie mówi, czym krzyż jest i do czego nie powinien służyć.

mianowicie: „krzyż nie jest symbolem ani żałoby, ani tragedii smoleńskiej. Dla chrześcijanina jest symbolem męki Jezusa z Nazaretu, symbolem wiary i przedmiotem kultu religijnego, a także jednym z najważniejszych gestów liturgicznych.” oraz „Można więc mówić o „kulcie smoleńskim” w znaczeniu szerszym (społecznym, historycznym), ale walka o krzyż na Krakowskim Przedmieściu po to, żeby był on znakiem kultu „nowych męczenników” czy okazją do manifestowania własnych poglądów politycznych, dzieląc obywateli na lepszych i gorszych katolików, jest jawną manipulacją krzyżem i nie ma nic wspólnego z kultem religijnym.” nic dodać, nic ująć.

warto również zapoznać się ze zdaniem Stołecznego Konserwatora Zabytków, dostępnym tutaj, a dotyczącym ingerowania w przestrzeń architektoniczną przy Pałacu Prezydenckim.

6 komentarzy to “o krzyżu i podziałach”

  1. demokryt
    Lipiec 26th, 2010 @ 07:59

    Kościół zawsze używał krzyża jako tarczy i miecza. Na "świętych" wyprawach popełniano największe mordy. Wszystko w celu zwiększenia bogactwa i wpływów. Tak, są ludzie którzy zrobią dosłownie wszystko, by władzę posiąść

  2. miguelm75
    Lipiec 26th, 2010 @ 08:27

    uważam, że stosujesz trochę nieuprawione uogólnienie.

    przypuszczam, że na początku motorem krucjat była obrona Jerozolimy, a wypraw do Ameryki Płd. – ewangelizacja. dopiero później doszło do "błędów i wypaczeń".

    niemniej boli mnie niezmiernie wykorzystywanie religii do doraźnych celów politycznych. szczególnie zaś – we współczesnych mi czasach.

  3. synafia
    Lipiec 28th, 2010 @ 19:44

    Jakbym powiedziała tak – ludzie zawsze mieli, mają i będą mieć skłonność do zasłaniania się ideą dla realizowania własnych celów, politycznych zwłaszcza. Kościół miał i ma ten sam problem – Kościół rozumiany jako instytucja. Ale w tej rozgrywce nie gra "Kościół". W tej rozgrywce gra PiS vs. PO, a Pospieszalski dopinguje kręcąc przy tym własne lody.

  4. synafia
    Lipiec 28th, 2010 @ 19:45

    errata: Ja bym powiedziała*

  5. synafia
    Lipiec 28th, 2010 @ 19:48

    I jeszcze refleksja natury religijnej – Miguel, czy nie masz wrażenia (ja mam), że gdy chrześcijanie dzielą się i walczą o miejsce stania krzyża, i to krzyża rozumianego nie jako krzyż Chrystusowy, ale krzyż – symbol polityczny, to jest to najbardziej przewrotny rodzaj bałwochwalstwa? Uczynić krzyż bałwanem – czy to nie jest przerażające?

  6. miguelm75
    Lipiec 29th, 2010 @ 12:20

    mam niestety takie wrażenie i dlatego jestem przeciwny znakom religijnym w przestrzeni publicznej, bo wcześniej czy później jakiś pętak użyje tego czy innego znaku do swoich brudnych interesów.

    Cezary Michalski pisał w podobnym tonie o JP2 jako bożku: http://www.krytykapolityczna.pl/Cezary-Michalski/…

    a propos pierwszego zdania, to: http://miguelm75.posterous.com/krzyzem-w-dewelope…

Napisz komentarz