różne różności

o terapii substytucyjnej i Władku z Gdańska

o uzależnieniach pisałem tutaj, tutaj i tutaj. od tego czasu w polskim prawie nie zmieniło się niestety nic, ale natrafiłem na rozmowę z niejakim Władkiem z Gdańska (dostępną tutaj), która jest świetnym dowodem na to, że system pomocy uzależnionym nie działa dobrze i konieczna jest sensowna reforma, dokonana przez ludzi, którzy znają się na rzeczy.

oczywiście rządzący (kimkolwiek są/będą) musieliby wykazać inicjatywę w tym kierunku i minimum dobrych chęci, czego niestety na razie nie widać. gdyby ktoś z Wiadomych Kręgów trafił na mojego bloga, służę podpowiedzią: odpowiednią osobą do przeprowadzenia takiej reformy jest na przykład Katarzyna Malinowska-Sempruch.

wypowiedzi Władka we wspomnianej przeze mnie rozmowie są niezwykle gorzkie. wyszedł on z ćpania i chce funkcjonować jako normalny obywatel, jednak państwo polskie mu tego nie ułatwia, choćby przez to, że na Pomorzu praktycznie nie funkcjonuje program metadonowy. z rozmowy wynika, że  brał 20 lat  i w jego przypadku terapia abstynencyjna nie działa, a jedynym rozwiązaniem, które umożliwia normalne funkcjonowanie, jest terapia substytucyjna.

niezwykle smutne są słowa: „Ludzie uzależnieni, którzy chcieliby leczyć się inaczej niż za pomocą drug free, starzeją się i umierają”. jeśli wziąć pod uwagę to, że za każdą dawkę i dojazd dana osoba musi płacić sama, to koszt leczenia substytucyjnego prowadzonego na własną rękę nie jest niski. bo ile koszt samego leku nie jest zbyt wygórowany (około 150 zł miesięcznie), to trzeba doliczyć do tego koszty przejazdu, które w Polsce wynoszą relatywnie dużo.

koszty samego leczenia substytucyjnego finansowanego przez państwo w skali kraju nie stanowią jakiejś dużej kwoty, zwłaszcza jeśli porównać je z choćby z dofinansowaniem różnych przedsiębiorstw przynoszących ogromne straty, takich jak na przykład PKP czy kopalnie węgla kamiennego na Śląsku. niestety kolejarze, górnicy i inne grupy zawodowe mogą strajkować i wymuszać na państwie pomoc i przywileje, a uzależnieni nie mają takiej możliwości.

z elementarnego rachunku ekonomicznego wynika jasno, że opłaca się ponieść wydatki poniesione  na terapię substytucyjną osoby uzależnionej.  upraszczając: jeśli uda się jej  znaleźć pracę, to do budżetu państwa trafi podatek od jednej osoby więcej. czyli de facto nakład poniesiony na jej leczenie się zwróci i to dość szybko. niestety rządzący wolą tej prostej prawdy nie zauważać i forsować terapię abstynencyjną jako rozwiązanie dla wszystkich uzależnionych.

świadomie i celowo podaję przykład odwołujący się do niskich pobudek, jakimi są opłacalność i kwestia ewentualnego zysku. oczywiście chęć pomocy osobom uzależnionym powinna być powodowana tym, że są oni naszym bliźnimi i takimi samymi ludźmi jak my, tylko z nieco bardziej skomplikowanym życiorysem, a nie opłacalnością takiej pomocy. wszelako jeśli do kogoś nie przemawiając argumenty „miękkie”, może da się przekonać argumentowi ekonomiczności.

jak mówi Władek: „Widać, że gdy komuś się wytłumaczy, o co chodzi, to zaczyna to rozumieć i zmienia swoje zdanie i nastawienie. Jednak cały czas pokutuje opinia, że terapia substytucyjna to rozdawnictwo narkotyków” oraz: „Edukacja, tłumaczenie, spotykanie się, rozmowa. To jest jedyne wyjście i nie ma innego”. trudno nie przyznać mu racji. zazwyczaj strach wynika z niewiedzy – to stara i znana psychologiczna prawda, ale jeszcze trzeba chcieć ową wiedzę przyjąć, a mam wrażenie, że niektórzy ludzie są bardzo oporni na informacje, które mogłyby zmienić ich światopogląd.

na szczęście środowisko Krytyki Politycznej organizuje różnego rodzaju spotkania informacyjne, debaty i seminaria oraz publikuje stosowną literaturę. takie działania są niezbędne, bo wpływają na zmianę postrzegania zarówno terapii substytucyjnej, jak i samych uzależnionych. ktoś może powiedzieć, że jest to kropla w morzu, ale trzeba pamiętać, że kropla drąży skałę.

Napisz komentarz