różne różności

krew i pseudopolityka

jak można przeczytać choćby tutaj, niejaki Ryszard C. wtargnął do siedziby PiS-u w Łodzi, gdzie oddał 6-8 strzałów, zabił asystenta europosła PiS-u i zranił asystenta innego posła PiS-u. po zatrzymaniu mówił, że chciał zabić Jarosława Kaczyńskiego. za popełnione zabójstwo grozi mu dożywocie. tyle faktów.

Jarosław Kaczyński od razu znalazł winnych tej tragedii – jest nim według prezesa PiS-u Donald Tusk i PO, które rozpętały „kampanię nienawiści”. te brednie należałoby pominąć litościwym milczeniem, jednak trzeba pamiętać, że Jarosław Kaczyński w czasie kampanii wyborczej brał leki, co mogło wpłynąć w sposób znaczący na jego aktualne postrzeganie rzeczywistości i kłopoty z pamięcią. no chyba, że jest skończonym cynikiem, a ludzi uważa za kretynów, którzy łykną każde jego kłamstwo. ja wolę wersję z lekami, może jest prawdziwa.

Donald Tusk ma nadzieję, że ta śmierć przyczyni się do otrzeźwienia (wypowiedź: tutaj). jako premier polskiego rządu musiał powiedzieć takie właśnie słowa, które mają przyczynić się do tonowania nastrojów, ale jakoś nie chce mi się w to wierzyć. zwłaszcza, że zbliżają się wybory samorządowe, za rok będą wybory parlamentarne, a poziom merytoryczny debaty politycznej w Polsce osiągnął już dawno dno, które jest ciągle z zapałem pogłębiane. z drugiej strony nie dziwię się premierowi: w końcu nadzieja umiera ostatnia.

Apel Kościoła do polityków też nie jest zaskoczeniem, bo w końcu co mieli powiedzieć? brak reakcji w sprawie krzyża odbił się czkawką (i zapewne jeszcze niejeden raz odbije), więc reakcja hierarchów jest naturalna. wszelako w kontekście wypowiedzi dotyczących mającej się rozpocząć niebawem sejmowej debaty o in vitro apel biskupów brzmi wyjątkowo niewiarygodnie. przypomnę: procedura in vitro jest porównywana do „wyrafinowanej aborcji” i nazywana „młodszą siostrą eugeniki”. jeśli to są słowa pełne miłości bliźniego, miłosierdzia i zrozumienia dla człowieka, to albo czegoś nie doczytałem, albo nie zrozumiałem.

Waldemar Kuczyński w felietonie Ktoś sieje wiatr, burzę zbierają wszyscy większą część winy za spiralę nienawiści nakręcającą polską politykę przypisuje PiS-owi. oczywiście prezes Kaczyński odpowiada za puszczenie jej w ruch, ale niewiele mniej winy jest po stronie Donalda Tuska i jego partii, która według Kuczyńskiego jest przede wszystkim ofiarą. oczywiście trudno nie reagować, kiedy ktoś bije jak w bęben, ale z drugiej strony: gdyby wszyscy ignorowali rewelacje głoszone przez Kaczyńskiego i jego podwładnych, być może po jakimś czasie znudziłoby im się ględzenie wciąż o jednym i tym samym. dobrą analogią jest tutaj dziecko, na którego płacz się nie reaguje w sytuacji wymuszania, a które w końcu się uspokaja i potulnie przychodzi do rodziców.

z diagnozą Kuczyńskiego nie zgadza się Michał Sutowski pisząc w felietonie Znów dwie Polski – równo warte o jałowym i wyniszczającym polską politykę sporze PiS-PO, który po wczorajszym zabójstwie prawdopodobnie wróci z powrotem do retoryki sprowadzającej się do: Kto Kogo, Kto Zaczął i Kto Winien. Sutowski trafnie pisze: „Krew ofiar posłuży za ostateczny argument obu stronom – i kierunek oskarżeń nie ma dużego znaczenia.” oraz „Wygląda to tak, jakbyśmy wrócili do polityki „sprzed krzyża”. Po trupach do celu? Chyba nie, bo tu już żadnego celu nie widać – tylko jałową wojnę permanentną.” oby autor nie miał racji, bo na kolejne zmarnowane lata Polski po prostu nie stać.

z kolei Cezary Michalski  odpowiedzialnością za Krew na rękach obarcza również siebie jako tego, który w 2005 roku głosował na PO/PiS, a nawet innych do tego namawiał. takie postawienie sprawy wydaje się  zbyt srogie, bo kto mógł przypuszczać 5 lat temu, że „obaj ci „liderzy postsolidarnościowego obozu”, kiedy już dostali pełnię władzy podzieloną na pół, cały swój talent przeżycia i do „polityki” zainwestowali nie w reformę państwa, nie w naprawę polskiej polityki, ale w opłacalny dla obu stron konflikt.” zwłaszcza, że szli oni do władzy pod szumnym hasłem naprawy III RP (PO) i zbudowania IV RP (PiS). tak czy owak: chcieli wykorzenić zło, które się w polskiej polityce zalęgło na wszystkich szczeblach.

niestety nie udało im się Polski naprawić, za to jednym udało się bardziej popsuć, drugim mniej. ponadto sprowadzili politykę do rynsztoka i sprawili, że ludzie przestali się nią interesować, a głosowanie w wyborach staje się przede wszystkim plebiscytem popularności i głosowaniem „przeciw”, a nie realnym wyborem między alternatywnymi programami. marzę o końcu takiej pseudo-polityki i mam nadzieję, że się doczekam jej, zanim stuknie mi czwarty krzyżyk (btw, wczoraj skończyłem 35 lat, więc nie zostało zbyt wiele czasu).