rok później
jak wiadomo, jutro przypada pierwsza rocznica katastrofy smoleńskiej (mała wskazówka dla mediów: katastrofy, a nie tragedii), w której zginął kwiat polskiej polityki. można się spierać, czy ten kwiat pachniał ładnie, tak sobie czy brzydko – wszak de gustibus non est disputandum, niemniej to wydarzenie zmieniło polską politykę na wiele lat. mam niestety wrażenie, że zmieniło ją na gorsze, poziom debaty politycznej od dawna pukającej w dno od spodu jest cały czas z zapałem pogłębiany, a ważne sprawy są dalej niezałatwione.
dzisiaj przyszła mi do głowy bardzo brzydka myśl: otóż pomyślałem, że Jarosławowi Kaczyńskiemu w pewnym sensie nie mogło się przydarzyć nic lepszego niż katastrofa smoleńska. oczywiście mam na myśli względy tylko i wyłącznie polityczne. śmierć brata bliźniaka stała się dla niego czymś w rodzaju wieloczynnościowego scyzoryka szwajcarskiego, który w zależności od potrzeby może służyć do cięcia, piłowania, otwierania puszek i butelek bądź wreszcie wkręcania śrubek.
Jarosław Kaczyński uczynił ze śmierci swojego brata najpierw Kombajn Do Zbierania Głosów Wśród Ludu (podczas kampanii prezydenckiej), potem przyspawanej do krzyża na Krakowskim Przedmieściu używał do dezawuowania wybranego prezydenta Bronisława Komorowskiego. w zależności od nastroju i bieżących potrzeb albo się nią zasłaniał, by nie wypowiadać się na niewygodne tematy, albo używał jej jako obucha na politycznych przeciwników. zapewne nie wyliczyłem wszystkich zastosowań i pewnie sam prezes Kaczyński jeszcze ich wszystkich nie wymyślił.
jak wierne psy za panem swego politycznego życia i śmierci postępują takie tuzy, jak Mirosław Błaszczak, Jacek Kurski, Beata Szydło czy Zbigniew Ziobro. ich pozycja w partii jest mocna, ale nie na tyle, żeby sprzeciwić się prezesowi, więc autoryzują swoją osobą każdą brednię, którą Kaczyński raczy obdarować społeczeństwo za pośrednictwem mediów. nie będę się zastanawiał, jak są w stanie patrzeć w lustro i nie zarzygać wszystkiego dookoła, bo to przerasta moją zdolność pojmowania. dziwię się jedynie mainstreamowym mediom, że relacjonują #cozapierdolenie prezesa, zamiast odizolować społeczeństwo od jego samego i jego pomysłów.
w związku przesytem aż do wyrzygu informacji na temat katastrofy smoleńskiej, obchodów rocznicy tejże tudzież doniesień na tematy: kto z kim, gdzie i dlaczego (bądź nie) postanowiłem sobie urwać jutro od wszystkich mediów, a w szczególności internetu. dzień bez Smoleńska dla zdrowia psychicznego!
P. S.
oczywiście współczuję rodzinom wszystkich ofiar katastrofy i niniejszy wpis tego bynajmniej nie pomniejsza.