różne różności

o prywatności słów parę

Zbigniew Mikołejko w wywiadzie Targowisko prywatności w bardzo ciekawy sposób opowiada o ewolucji stosunku do prywatności na przestrzeni dziejów. oczywiście ze względu na specyficzną formę (wywiad) wypowiedź profesora Mikołejko jest raczej skróconym obrazem, niemniej jest warta przeczytania.

na samym początku są przytaczane fakty, które dla współczesnego człowieka są trudne do pojęcia czy wręcz niewyobrażalne. mam na myśli zdania: „W średniowiecznym zamku kobiety, mężczyźni, dzieci – wszyscy razem mieszkali w największej izbie wieży obronnej i nic nie mieli przed sobą do ukrycia.” i „Przechodząc amfiladą z pokoju do pokoju, było się świadkiem rodzenia, gotowania, życia seksualnego. To był naturalny tryb życia w gromadzie.”

tego typu pomysły próbowali zrealizować w życie hipisi i rewolucjoniści spod znaku paryskiej wiosny ’68 i okolic, jednak były to tylko eksperymenty, których żywot umarł śmiercią naturalną. pod pewnymi względami była to naturalna reakcja na duszny mieszczański świat, który po II wojnie światowej stał się obowiązującym modelem życia w Europie Zachodniej i USA. niemożność funkcjonowania w taki sposób przez dłuższy czas trafnie pokazał Lukas Moodysson w filmie Tylko razem.

Mikołejko słusznie uważa, że jedną z największych zdobyczy cywilizacji jest możliwość bycia samemu, która wynika z chęci odosobnienia się. wszelako nie byłoby tej zdobyczy, gdyby nie Oświecenie, które położyło teoretyczne podstawy pod nadanie człowiekowi podmiotowości i stworzenie „obywatela” mającego prawa, a nie tylko obowiązki oraz rewolucja francuska z 1789 roku, która oświeceniowe ideały zaczęła wprowadzać w życie.

ciekawie stwierdzenia padają w odniesieniu do „sprzedawania” własnej prywatności przez twórców, na przykład literatów piszących pamiętniki. zadająca pytania Aleksandra Klich stwierdza: „mam wrażenie, że nawet pisząc intymnie, dla siebie, artysta siebie kreuje.” taka postawa jest w pewnym sensie naturalna, bo artystą się jest przez cały czas. można powiedzieć (co jest oczywistym banałem), że odbiorcy sztuki są dla twórcy lustrem, w którym się przegląda on sam i jego sztuka.

profesor Mikołejko podkreśla wagę prywatności odwołując się do możliwości naruszenia jej przez różnego rodzaju służby (za jego czasów SB, w czasach współczesnych na przykład ABW, CBA czy choćby policję). ze względów technologicznych niemożliwe jest w dzisiejszych czasach zachowanie całkowitej prywatności. oczywiście w niektórych przypadkach można próbować kontrolować, jakie dane o nas zostaną opublikowane, ale nie zawsze jest to możliwe. w związku z powyższym niezwykle ważne jest regulowanie dostępu do tych informacji. w Polsce bardzo duże zasługi w zakresie kontrolowania wykorzystywania informacji o obywatelach ma Fundacja Panoptykon.

prywatność ma jeszcze jedną niezaprzeczalną zaletę, o której jest mowa we wspomnianym wywiadzie: umożliwia zróżnicowanie, które jest podstawą ciekawości świata i możliwości odkrywania cały czas czegoś nowego w drugim człowieku i w sobie samym. dlatego prywatność sama w sobie jest niezbędna, a prawa do niej trzeba bronić ze wszystkich sił i wszystkimi możliwymi środkami.

co warto przeczytać – Krytyka Polityczna

czytuję Krytykę Polityczną i zaglądam na jej stronę internetową. a są na tej stronie czasami bardzo ciekawe teksty. paroma z nich postanowiłem się podzielić z szanownymi Czytelnikami.

wygląda na to, że coś się zaczyna dziać, jeśli chodzi o politykę prorodzinną. dowodzą tego informacje zamieszczone tutaj. oczywiście jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale od czegoś trzeba zacząć. mam nadzieję, że za tym pójdą inne regulacje prawne, na przykład obowiązkowość urlopu ojcowskiego czy więcej środków przeznaczonych na żłobki i przedszkola.

jeśli chodzi o przedszkola, to Jan Smoleński w artykule Coroczny przedszkolny dramat stawia niewesołą diagnozę dotyczącą konsekwencji braku przedszkoli. sytuacja, w której do przedszkoli uczęszcza 28% polskich dzieci, prowadzi według autora do dyskryminacji kobiet na rynku pracy (co będzie skutkowało niższą emeryturą w przyszłości), przechodzenia dużej ilości kobiet na wcześniejszą emeryturę (co skutkuje tym, że  aktualnie otrzymują one mniejsze świadczenia) oraz utrwalaniem podziałów klasowych (ci, których na to stać, oddają dzieci do przedszkoli prywatnych).

w kwestii społeczeństwa informacyjnego wypowiadają się Jarosław Lipszyc (Prawa podstawowe społeczeństwa informacyjnego) i Katarzyna Szymielewicz (Wolność w społeczeństwie informacyjnym). J. Lipszyc pokazuje nieadekwatność podstawowych dokumentów gwarantujących wolności obywatelskie (Powszechna deklaracja praw człowieka i obywatela, Karta praw podstawowych, Konwencja o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności) do nowoczesnych technologii mających coraz większy wpływ na nasze życie.  temat ten porusza również K. Szymielewicz, pisząc o kwestii gromadzenia danych, przechowywania ich i dostępu do nich. z tekstu jasno wynika, że rząd przy okazji prac nad ustawą antyhazardową chciał wprowadzić w życie przepisy zwiększające możliwości inwigilacji obywateli oraz przekazujące niebezpiecznie dużą władzę w ręce różnego rodzaju służb mundurowych. na razie nic z tego nie wyszło, ale z oczywistych względów (por. Rok 1984 Orwella) należy być czujnym i do tego nie dopuścić.

Bartłomiej Kozek w tekście Kolejna ofiara „historycznych kompromisów” pisze o odwołaniu Magdaleny Jethon ze stanowiska dyrektorki programu III Polskiego Radia i powołaniu na to miejsce Jacka Sobali. niegdysiejsi słuchacze Radia BIS wiedzą, jak się J. Sobala niechlubnie zasłużył. dość powiedzieć, że za jego rządów z Radia BIS odeszli najwartościowsi prowadzący audycje (Novika, Aleksandra Kaczkowska, Max Cegielski, Pan Duże Pe i inni), a sama stacja straciła wielu słuchaczy, na których pracowała bardzo długo. dla porządku należy przypomnieć, że cała ta sytuacja miała miejsce dzięki porozumieniu SLD i PiS. zaprawdę, trzeba być skończonym idiotą, aby w taki sposób się zapisywać w polskiej polityce. na szczęście zasada (dotychczas się sprawdzająca polskiej polityce) mówi, że ten kto ma media, przegrywa wybory.

zoofilia i terlikowszczyzna, czyli Jaś Kapela w akcji

Jaś Kapela w felietonie Zoofilia i terlikowszczyzna w genialny sposób odniósł się do poruszanego przeze mnie w tym wpisie artykułu Tomasza Terlikowskiego Rewolucja homoseksualna. zrobił to, używając słowa „jeśli”. co prawda Terlikowski też użył tego słowa w swoim artykule, ale zrobił to raz. potem było jak zwykle, czyli ex cathedra wygłosił swoje poglądy w formie nieomal prawdy objawionej.

felieton J. Kapeli jest napisany w formie pewnego konstruktu myślowego, a poprzez użycie trybu przypuszczającego oraz pewnego rodzaju logicznego wnioskowania obnaża niską wartość merytoryczną tekstu T. Terlikowskiego. uważam, że nie wszystkie felietony Jasia trzymają równy poziom, ale ten jest rewelacyjny.

o braku wrażliwości

przeglądając zaległe wiadomości z czytnika RSS-ów trafiłem na newsa portalu feminoteka.pl pod tytułem Gadacz, Środa, Żakowski i ryzyko emancypacji. ponieważ temat poruszony w tymże newsie jest bardzo delikatny, sięgnąłem do przywoływanych źródeł, aby wyrobić sobie własną opinię w temacie.

pokrótce: zaczęło się od „komiksu” dotyczącego profesora Tadeusza Gadacza zamieszczonego w świątecznym wydaniu „Dużego Formatu” w cyklu Męska muzyka. w tymże „komiksie” T. Gadacz dzieli się z czytelnikami kawałkiem swojego życia. między innymi doświadczeniem odejścia z zakonu, swoich zmagań z Bogiem i wreszcie narodzin i śmierci dzieci.

profesor Magdalena Środa, którą lubię i cenię, tym razem się nie popisała, a właściwie popisała się brakiem elementarnej wrażliwości. mianowicie w swoim felietonie Gadacz, Hiob i niesmak zarzuciła T. Gadaczowi, że nie informuje czytelników o kobiecie, z którą miał dzieci tudzież nie pokazuje jej cierpienia, które zapewne było większe, bo nie mogła ona „[...] zagłuszyć tego stanu tłumaczeniem Rosenzweiga i wcielaniem się w postać pracowitego Hioba [...]„. oczywiście nie można wykluczyć, a nawet można założyć w ciemno, że cierpienie matki, której umierają dzieci,  jest nieporównywalne z żadnym innym cierpieniem.

jednakże trzeba wziąć pod uwagę, jak zauważa Miłada Jędrysik, specyfikę tej formy literackiej, jaką jest komiks. jeśli ktoś chciałby napisać biografię profesora Gadacza czy przeprowadzić z nim wywiad-rzekę, z całą pewnością jego żonie i jej dramatowi zostałaby poświęcona należyta ilość miejsca. ponadto komiks ów został zamieszczony w cyklu „Męska muzyka”, czyli z założenia poświęconego przede wszystkim mężczyznom. zdaje się, że profesor Środa niestety zapomniała o tych dwóch niuansach. mam przynajmniej nadzieję, że było to zapomnienie czy zaniedbanie, a nie celowe działanie.

jak słusznie zauważa Jacek Żakowski w komentarzu Ryzyko emancypacji: „Prawidłowość historyczna jest taka, że wielkie emancypacje (religijne, stanowe, narodowe, klasowe, rasowe) wyrastały z buntu przeciw niesprawiedliwościom i okrucieństwom losu, a potem same tworzyły nowe niesprawiedliwości i nowe okrucieństwa. Okrucieństwa nowoczesnych społeczeństw – od gilotyny po gułag, islamski terroryzm i pisowską lustrację – były ubocznym produktem wielkich emancypacji„. trudno się nie zgodzić z tymi słowami. każdy, kto trochę bardziej zna historię nowożytną, przyzna mi rację.

zgadzam się z obydwojgiem przywołanych powyżej publicystów GW w jednym: jeśli profesor Gadacz zechciał się podzielić z nami swoim trudnym doświadczeniem, to zapewne zrobił to, abyśmy mogli się czegoś nauczyć,  coś zrozumieć czy doświadczyć wsparcia w podobnych doświadczeniach. komentowanie tego, zwłaszcza w taki sposób,  jak zrobiła to profesor Środa jest zdecydowanie niepotrzebne,  nie na miejscu i dowodzi braku pomyślunku i wrażliwości z jej strony. mam szczerą nadzieję, że takie zdarzenie nie powtórzy.

Selector Festival profanacją?

dawno nie czytałem o podobnym idiotyzmie, jak zamieszczony w tym artykule pomysł niejakiego Stanisława Markowskiego. nie napiszę: nigdy nie czytałem, bo ludzka głupota jest nieskończona i mógłbym kogoś nieuprzejmie pominąć ;-)

mianowicie pan Markowski jest oburzony organizowaniem na krakowskich Błoniach Selector Festivalu, którego jeden dzień odbywa się akurat w 30 rocznicę pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski. cóż, tak się składa, że krakowskie Błonia są świetnym miejscem do organizowania imprez masowych takich, jak festiwale, koncerty, zloty czy wreszcie pielgrzymki papieskie. dlaczego? ano dlatego, że jest tam dużo miejsca, zieleni i niedaleko stamtąd do Krakowa. a to, że festiwal odbywa się akurat w 30 rocznicę papieskiej pielgrzymki? cóż, trudno. tak się złożyło.

pozwolę sobie zwrócić uwagę na pewien bardzo niepokojący fakt. mianowicie pomysłodawca tego pomysłu posługuje się wyrażeniami, które określiłbym jako dzieląco-zawłaszczające: wróg Kościoła, plugawić święte miejsca, haniebna decyzja. poziom merytoryczny tego typu wypowiedzi oraz ich odniesienie do chrześcijaństwa, które określa się jako religia oparta na miłości bliźniego, pozostawiam ocenie czytelników.

właściwie trudno się dziwić podobnym wypowiedziom, skoro od 1991 roku pewna rozgłośnia radiowa z pięknego miasta Torunia zatruwa umysły Polaków i uczy ich nienawiści i ksenofobii. wzór stosowania wszelkich socjotechnik i manipulowania – rewelacyjny, faktycznie jest się od kogo uczyć. a transmisja mszy świętej i modlitwa na antenie? owszem, jest, ale wydaje się być listkiem figowym, żeby można było nazwać rozgłośnię „katolicką” i uzyskać aprobatę hierarchów Kościoła.

pan Markowski wykazuje się niewiedzą (głupotą?), jeśli chodzi o charakter imprezy: Selector Festival nie jest festiwalem muzyki techno. oczywiście nie każdy musi znać się na muzyce, ale sprawdzenie czegoś w internecie albo w jakiejkolwiek lokalnej gazecie o charakterze informacyjnym pozwoliłoby temu panu na uniknięcie dość kompromitującej wpadki.

zaś pomysł nazwania Błoni imieniem Jana Pawła II jest kuriozalny pod każdym względem i aż się ciśną na usta pytania: a może jeszcze pomnik postawimy? może wartę honorową, jak na Placu Nieznanego Żołnierza w Warszawie? może maszt z flagą? w sumie politykom centroprawicowym mógłby się ten pomysł spodobać, mieliby się gdzie lansować z kwiatami i modlitwami przed kamerami i mikrofonami. a słupki popularności rosną… tylko w takim razie „co z tą Polską?”

EDIT:
tutaj jest wypowiedź innego „zorientowanego” w temacie. gratulacje.

parę słów o wolności twórczej

tutaj jest artykuł portalu feminoteka.pl dotyczący procesu Doroty Nieznalskiej o „obrazę uczuć religijnych”, na którą jakoby artystka naraziła dwoje ówczesnych posłów z ramienia LPR (Gertrudę Szumską i Roberta Strąka). mam szczerą nadzieję, że dla artystki ten koszmar się wreszcie skończy i że na kolejnej rozprawie, wyznaczonej na 4 czerwca 2009 r. usłyszy wyrok uniewinniający.

podstawową kwestią jest: kto się za co obraża i dlaczego (swoją drogą to dość pojemne określenie „obraza uczuć religijnych”, można pod to podciągnąć prawie wszystko), jednakże istotniejsze jest to, że proces od samego początku opierał się na nieobiektywnym newsie nadanym przez TVN, zawierającym informacje o dziele Doroty Nieznalskiej, którymi posłowie poczuli się obrażeni. swoją drogą to jakiś absurd opierać swoje oskarżenie na materiale wyemitowanym przez telewizję. widocznie ci posłowie są jak dzieci i wierzą w to, co się mówi w telewizji. to z kolei stawia pod dużym znakiem zapytania ich kwalifikacje do uprawiania polityki. oboje są z LPR, więc to może nieco tłumaczyć ich problem z racjonalnym podejściem do czegokolwiek.

chwała sędziemu, który, jak pisze feminoteka.pl: „zadał sobie trud zamówienia eksperckich opinii, sięgnął do materiałów źródłowych w sprawie, czyli 16 minutowego filmu, tzw. surówki, nakręconej przez operatora TVN 18 stycznia 2002 r.” skandaliczne jest to, że tak ważny dowód został odnaleziony dopiero w listopadzie zeszłego roku. we wspomnianym materiale filmowym (16 minutowym!): „dziennikarz TVN zadawał Dorocie Nieznalskiej rzeczowe pytania, artystka spokojnie tłumaczyła, na czym polega jej instalacja i jaka jest jej intencja. Dorota kilkakrotnie zapewniła, że instalacja „Pasja” nie odnosi się do uczuć religijnych i nie powinna nikogo obrażać.”

można sobie wyobrazić, jakiego newsa (który trwał zapewne 30 sekund? minutę? dwie minuty?) można zmontować z 16 minutowego materiału oraz co zostało z całego wywiadu po przemonotowaniu. zresztą wspomniany portal pisze, co zostało: „Telewizja wyeksponowała skandal i szokujące reakcje, wycięto merytoryczny opis pracy. W pierwszej instancji w 2003 r. została skazana za przysługujące jej konstytucyjne prawo do wolności twórczej.” tegoż prawa należy bronić do upadłego, inaczej grozi nam upadek kultury. inną sprawą jest wartość artystyczna dzieł „szokujących” i „obrażających”. wierzę, że niezależnie od tego typu upraszczających klasyfikacji, wartościowe dzieła same się obronią, a te kiepskie szybko zostaną zapomniane.

z tego co wiem, nikt nikogo nie zmusza do oglądania czegokolwiek w galeriach czy podobnych miejscach, do większości z nich wstęp jest biletowany, zawartość uznana za kontrowersyjną jest chyba przeważnie jakoś oznaczana i zapewne większość pracowników muezów czy galerii udzieli wyczerpujących informacji na temat tego, czy wystawa nadaje się do obejrzenia przez dzieci czy młodzież. w związku z tym możliwość narażenia kogoś na obrazę uczuć religijnych czy naruszenie dobrego smaku jest dość ściśle „reglamentowana”. innymi słowy: po prostu trzeba chcieć zostać obrażonym.

powoływanie się na opinię z drugiej czy trzeciej ręki i wypowiedzi typu: „nie widziałem, ale wiem” są niepoważne. a składanie doniesienia do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa na podstawie zmontowanego materiału telewizyjnego prowokuje pytanie o granice wolności sztuki oraz z drugiej strony o intencje i poczytalność składających tego typu doniesienia.

EDIT:
jak informuje feminoteka.pl w tym artykule, Dorota Nieznalska została uniewinniona.

Wojciech Olejniczak – swój chłop ;-)

dla odmiany po poważnych tematach tutaj jest nie do końca poważna rozmowa Moniki Olejnik z Wojciechem Olejniczakiem. widać, że poseł ma duży dystans do własnej osoby i spore poczucie humoru. tak trzymać. powodzenia w wyborach do europarlamentu !