różne różności

różne ciekawe linki

pozbierałem w jednym miejscu parę linków do artykułów, które same w sobie albo nie prowokują do osobnej notki, albo są na tyle soczyste, że nie ma co dodawać, ale są warte przeczytania.

tutaj niejaki kazik obnaża bezdenną głupotę niektórych sędziów albo cynizm, pozwalający nie dostrzegać  faktów oczywistych.

tutaj jest świetne kazanie księdza Józefa Tischnera o zmartwychstaniu.

tutaj dwóch świetnych pracowników „Polityki” bardzo trafnie diagnozuje, dlaczego dyskurs polityczny w Polsce wygląda tak, jak wygląda. czyli nie wygląda wcale…

tutaj jest napisane o łamaniu prawa przez katechetów, a konkretnie o naruszaniu ustawy o ochronie danych osobowych.

tutaj Sławomir Sierakowski diagnozuje możliwości wejścia do polityki i zmiany w niej czegokolwiek. diagnoza niestety nie jest zbyt optymistyczna.

tutaj profesor Magdalena Środa bardzo ciekawie wypowiada się w rozmowie z Igorem Janke (Rzeczpospolita). który albo nie słucha/słucha wybiórczo jej wypowiedzi, albo jest idiotą albo jest zdeklarowanym cynikiem.

tutaj jest wspomniany debilny pomysł rządu dotyczącym rejestrowania ciężarnych kobiet. moim skromnym zdaniem sprzeczny nie tylko z konstytucją, ale przede wszystkim ze zdrowym rozsądkiem. gratulujemy :/

żałoba narodowa?

o żałobie narodowej ogłoszonej przez Jaśnie Oświeconego Lecha II napisali już między innymi dejko i Pan Audytor. trafnie.

ja ze swojej strony dodam tylko, że podobnie jak dejko uważam ogłaszanie trzydniowej żałoby narodowej za grubą przesadę. oczywiście współczuję rodzinom ludzi, którzy zginęli w pożarze.

zastanawiające są pewne fakty: w Polsce zginęło 21 osób i ogłoszono trzy dni żałoby, we Włoszech zginęło 289 osób (czyli ponad 10 razy więcej) i żałoby był jeden dzień. w Polsce tragedia nastąpiła w pewnym sensie z winy ludzi (zawiniły między innymi: stan budynku i styl życia mieszkańców). we Włoszech tragedia była absolutnie nie do przewidzenia i nie można było jej zapobiec.

chciałoby się powtórzyć za hrabim Fredrą: „znaj proporcją, mocium panie”. ale co tam preziowi szkodzi, ogłosi żałobę, pojedzie pokazać się przed kamerami, obieca pomoc i się w inny sposób promował będzie. ale cóż, takiego wybraliście sobie, drodzy rodacy. wstyd i żenada.

pozostaje mieć nadzieję, że jakaś tragedia nie wydarzy się na przykład przed OFF Festivalem, Open’erem czy innymi arcyciekawymi wydarzeniami kulturalnymi czy koncertami. w związku z tym, moi drodzy, jest taka prośba: proszę ginąć pojedynczo. miejmy trochę wyczucia i pozwólmy innym uczestniczyć w życiu kulturalno-społecznym naszego kochanego kraju. nie dajmy naszym oficjelom okazji do ogłaszania kolejnych Żałób, Dni Ciszy, Narodowych Dni Skupienia i co tam jeszcze komu przyjdzie do głowy. dziękuję.

Andrzej Czuma – kłopotów ciąg dalszy

jakiś czas temu pisałem o powołaniu Andrzeja Czumy na stanowisko ministra sprawiedliwości i związanych z tym faktem komplikacjach.

okazuje się, że miałem rację pisząc, że to nie był dobry pomysł. o ile na kwestię długów pana ministra można spokojnie przymknąć oko, bo kto z nas nie ma długów, niech pierwszy rzuci kamieniem ;-). jeśli nawet nie długów finansowych, to przynajmniej zobowiązań moralnych. o tyle kwestia zasiadania przez pana ministra w radzie nadzorczej spółki kierowanej przez jego syna bardzo brzydko pachnie, a nawet powiedziałbym, że śmierdzi. bo nawet jeśli „…jest to „mikrokopijna firemka”, a ojciec nie czerpał z tego tytułu żadnych korzyści…” (pełniejsza wypowiedź na ten temat tutaj), to:

  • fakt zasiadania w radzie nadzorczej tejże spółki jest karygodny ze względu na to, że A. Czuma jest ministrem sprawiedliwości (nie rolnictwa, nie edukacji, nie kultury, ale sprawiedliwości właśnie), a to oznacza, że elementarne ustawy powinien znać na pamięć. w ustawie „antykorupcyjnej” jak byk jest napisane, że nie wolno łączyć funkcji publicznych z zasiadaniem w w zarządzie, radzie nadzorczej czy komisji rewizyjnej spółek prawa handlowego. takoż w momencie powołania go na stanowisko ministra sprawiedliwości powinien w te pędy pogonić syna, żeby złożył stosowny wniosek do KRS. i dzisiaj mógłby triumfalnie pomachać nim dziennikarzom przed nosem. nawet nie orzeczeniem o wykreśleniu go ze składu rady, ale samym wnioskiem. bo miałby czyste sumienie, bo zrobiłby, co tylko mógł. ale nie był zrobił i kiepsko to wygląda niestety.
  • cała ta sprawa źle świadczy o Panu Premierze w ogólności i o jego doradcach w szczególności. oczywistą sprawą jest, że szef jakiejkolwiek firmy (a w szczególności takiej „firmy”, jak państwo) nie musi wiedzieć wszystkiego o wszystkim. ale od tego się ma język w gębie, żeby się zapytać, a od tego się ma doradców, żeby się dowiedzieli i powiedzieli. zakładam, że doradcy premiera nie pracują społecznie, więc zasięgnięcie pełnej informacji i przedstawienie jej jest ich obowiązkiem służbowym. skoro się nie wywiązali, to może jakaś nagana? może obniżka premii? może czas poszukać innej pracy? wiadomo, że każdy popełnia błędy, ale ich błędy mają wpływ relatywnie większy, niż moje i do tego oni są lepiej opłacani, niż ja, więc wymagać należy więcej. a do tego wszystko to łączy się ze sferą publiczną, więc widzą to wszyscy i wizerunek państwa na tym cierpi.

chciałbym wierzyć, że w przyszłości podobnych spraw będzie jak najmniej, ale jakoś, kurna, nie potrafię…

P. S.
niniejszego posta dedykuję alex2001 (jego blog tutaj), który mnie zainspirował do napisania. pozdrawiam :-)

Polak, Pakistan, problem

alex2001 w bardzo fajny sposób spuentował medialną histerię dotyczącą Polaka porwanego i zabitego w Pakistanie (link: tu).

nasuwa mi się parę myśli w związku z całą tą historią:

  • zniesmaczenie wałkowaniem tematu przez wszystkie możliwe media w ilościach przekraczających granice mojej percepcji. ale cóż, media lubują się w takich rzeczach (porwania, krwawe historyjki, najlepiej przyprawione szczyptą egzotyki-Pakistan w tym wypadku pasuje jak ulał).
  • wylewanie krokodylich łez nad losem tego człowieka jest trochę nie na miejscu, jeśli chodzi władze państwowe. skoro był porwany nie dzień i nie tydzień wcześniej, a cztery miesiące wcześniej, to pewnie można było coś zrobić konstruktywnego.
  • jak już się zabierać do czegoś i robimy coś w kierunku uwolnienia tego biedaka, to robić to z sensem i pomyślunkiem. jak wynika z tej wypowiedzi Gromosława Czempińskiego, można było zrobić więcej z polskiej strony i nie zdawać się na Amerykanów i Pakistańczyków. bardzo dobrze powiedziane, że mogło być inaczej, gdyby w wywiadzie pracowały doświadczone osoby. ale nie pracują, bo szlify zdobywały za poprzedniego systemu („PRL-owcy” – cytat za G. Cz.) i zapewne nie tylko w wywiadzie tak jest, w niektórych ministerstwach, urzędach, agencjach pewnie też. nie pracują osoby, które znają się na rzeczy, ale nie przeszły weryfikacji albo ich oświadczenie lustracyjne nie było nieskazitelne. pytam się: gdzie tu sens? gdzie logika? czy ważniejszy jest kryształowy charakter (jeśli coś takiego istnieje w ogóle) czy umiejętności? w lustracyjnym szale często inkwizytorzy wylewają dziecko z kąpielą: podpisanie jakiegoś tam świstka o współpracy przekreśla całego człowieka jako pracownika, razem z jego umiejętnościami, znajomościami osobowymi i znajomościami pewnych procedur itp. smutne.
  • jak już tam się jedzie, to trzeba się liczyć z tym, że powrót może nastąpić nie tylko na własnych nogach, ale możliwa jest też druga opcja: trumna. oczywiście nigdzie nie jest stuprocentowo bezpiecznie, ale w rejonach zapalnych trzeba brać pod uwagę większe prawdopodobieństwo opcji mniej korzystnej.
  • zachęcam do obejrzenia filmu „Cena odwagi” (ang. „A Mighty Heart”) z rewelacyjną rolą Angeliny Jolie. film pokazuje, że w takich przypadkach nie tyle uwolnienie porwanego zakładnika, co choćby dotarcie do porywaczy jest kwestią szczęścia, przypadku, zbiegu okoliczności. i czasami nawet najlepsze umiejętności nie pomogą.
  • tak po ludzku żal faceta. po prostu.