dobra doczesne, czyli arcybiskup Głódź atakuje
Benedykcie XVI, czym Ci tak dopiekli mieszkańcy diecezji gdańskiej, że ich pokarałeś powołując na urząd biskupi Sławoja Leszka Głódzia? używając terminologii samochodowej: poprzedni metropolita, arcybiskup Tadeusz Gocłowski był jak auto produkcji niemieckiej – czyste, solidne i eleganckie, natomiast aktualny biskup jest jak brudny i śmierdzący Fiat 126p, który się często psuje, a podczas jazdy wydziela dużą ilość smrodliwych spalin.
do powyższej konstatacji skłoniła mnie wypowiedź biskupa Głódzia na temat zwrotu zabytków wypożyczonych z Muzeum Narodowego w Warszawie do Bazyliki Mariackiej w Gdańsku. wypowiedział on takie słowa: „Konia ze stajni się nie wyprowadza. Te dzieła sztuki tam są i tam pozostaną, bo one tam były od zawsze (…) Skończmy te monologi, które prawdopodobnie wywołała sama pani dyrektor muzeum. Wyszła przed szyk, ona nie jest symetryczną stroną całego sporu, partnerem jest minister” (więcej na ten temat tutaj).
dowodzą one jasno, że biskup zachował się jak chciwy cham i prostak. być może nie zdaje sobie sprawy z tego, że dzieła sztuki nie są jego własnością, a rzeczy pożyczone należy oddawać. nie sądzę, żeby w wojsku (z którym Głódź miał kontakt przez znaczący okres swojego życia jako biskup polowy) obowiązywały inne zasady. nie wspominając o tym, że jego stosunek do słów dyrektorki Muzeum Narodowego dowodzi niebywałej arogancji, która nie przystoi nikomu, a zdecydowanie najmniej pasterzowi Kościoła katolickiego. wstyd i hańba.
dla jasności: nie miałbym nic przeciwko temu, żeby dzieła znajdujące się w Bazylice Mariackiej były tam nadal. wszelako niezbędne byłoby spełnienie określonych warunków, takich jak: dopuszczenie konserwatorów do zbadania przechowywanych dzieł, rzeczowa rozmowa i przeprosiny oraz zaznaczenie, że rzeczone zabytki są wypożyczone z Muzeum Narodowego i nie stanowią własności Kościoła. oczywistą rzeczą jest, że dzieła sztuki muszą być przechowywane w stosownych dla nich warunkach nie mogą być narażone na kradzież czy akty wandalizmu.
niestety, postawa koncyliacyjna i pewien poziom kultury są, jak widać niedostępne dla biskupa Głódzia, w związku z tym Muzeum Narodowe zdecydowało się na bezprecedensowy proces przeciw Bazylice Mariackiej w Gdańsku w sprawie odzyskania zagarniętych dzieł sztuki. nie zdziwiłbym się wcale, gdyby Muzeum Narodowe wygrało ten proces i i szczerze na to liczę. być może przegrana sprawa przyczyni się nieco do ukrócenia zapędów niektórych hierarchów kościelnych, którzy zamiast zająć się powierzonym im ludem, troszczą się przede wszystkim o dobra doczesne.
krew i pseudopolityka
jak można przeczytać choćby tutaj, niejaki Ryszard C. wtargnął do siedziby PiS-u w Łodzi, gdzie oddał 6-8 strzałów, zabił asystenta europosła PiS-u i zranił asystenta innego posła PiS-u. po zatrzymaniu mówił, że chciał zabić Jarosława Kaczyńskiego. za popełnione zabójstwo grozi mu dożywocie. tyle faktów.
Jarosław Kaczyński od razu znalazł winnych tej tragedii – jest nim według prezesa PiS-u Donald Tusk i PO, które rozpętały „kampanię nienawiści”. te brednie należałoby pominąć litościwym milczeniem, jednak trzeba pamiętać, że Jarosław Kaczyński w czasie kampanii wyborczej brał leki, co mogło wpłynąć w sposób znaczący na jego aktualne postrzeganie rzeczywistości i kłopoty z pamięcią. no chyba, że jest skończonym cynikiem, a ludzi uważa za kretynów, którzy łykną każde jego kłamstwo. ja wolę wersję z lekami, może jest prawdziwa.
Donald Tusk ma nadzieję, że ta śmierć przyczyni się do otrzeźwienia (wypowiedź: tutaj). jako premier polskiego rządu musiał powiedzieć takie właśnie słowa, które mają przyczynić się do tonowania nastrojów, ale jakoś nie chce mi się w to wierzyć. zwłaszcza, że zbliżają się wybory samorządowe, za rok będą wybory parlamentarne, a poziom merytoryczny debaty politycznej w Polsce osiągnął już dawno dno, które jest ciągle z zapałem pogłębiane. z drugiej strony nie dziwię się premierowi: w końcu nadzieja umiera ostatnia.
Apel Kościoła do polityków też nie jest zaskoczeniem, bo w końcu co mieli powiedzieć? brak reakcji w sprawie krzyża odbił się czkawką (i zapewne jeszcze niejeden raz odbije), więc reakcja hierarchów jest naturalna. wszelako w kontekście wypowiedzi dotyczących mającej się rozpocząć niebawem sejmowej debaty o in vitro apel biskupów brzmi wyjątkowo niewiarygodnie. przypomnę: procedura in vitro jest porównywana do „wyrafinowanej aborcji” i nazywana „młodszą siostrą eugeniki”. jeśli to są słowa pełne miłości bliźniego, miłosierdzia i zrozumienia dla człowieka, to albo czegoś nie doczytałem, albo nie zrozumiałem.
Waldemar Kuczyński w felietonie Ktoś sieje wiatr, burzę zbierają wszyscy większą część winy za spiralę nienawiści nakręcającą polską politykę przypisuje PiS-owi. oczywiście prezes Kaczyński odpowiada za puszczenie jej w ruch, ale niewiele mniej winy jest po stronie Donalda Tuska i jego partii, która według Kuczyńskiego jest przede wszystkim ofiarą. oczywiście trudno nie reagować, kiedy ktoś bije jak w bęben, ale z drugiej strony: gdyby wszyscy ignorowali rewelacje głoszone przez Kaczyńskiego i jego podwładnych, być może po jakimś czasie znudziłoby im się ględzenie wciąż o jednym i tym samym. dobrą analogią jest tutaj dziecko, na którego płacz się nie reaguje w sytuacji wymuszania, a które w końcu się uspokaja i potulnie przychodzi do rodziców.
z diagnozą Kuczyńskiego nie zgadza się Michał Sutowski pisząc w felietonie Znów dwie Polski – równo warte o jałowym i wyniszczającym polską politykę sporze PiS-PO, który po wczorajszym zabójstwie prawdopodobnie wróci z powrotem do retoryki sprowadzającej się do: Kto Kogo, Kto Zaczął i Kto Winien. Sutowski trafnie pisze: „Krew ofiar posłuży za ostateczny argument obu stronom – i kierunek oskarżeń nie ma dużego znaczenia.” oraz „Wygląda to tak, jakbyśmy wrócili do polityki „sprzed krzyża”. Po trupach do celu? Chyba nie, bo tu już żadnego celu nie widać – tylko jałową wojnę permanentną.” oby autor nie miał racji, bo na kolejne zmarnowane lata Polski po prostu nie stać.
z kolei Cezary Michalski odpowiedzialnością za Krew na rękach obarcza również siebie jako tego, który w 2005 roku głosował na PO/PiS, a nawet innych do tego namawiał. takie postawienie sprawy wydaje się zbyt srogie, bo kto mógł przypuszczać 5 lat temu, że „obaj ci „liderzy postsolidarnościowego obozu”, kiedy już dostali pełnię władzy podzieloną na pół, cały swój talent przeżycia i do „polityki” zainwestowali nie w reformę państwa, nie w naprawę polskiej polityki, ale w opłacalny dla obu stron konflikt.” zwłaszcza, że szli oni do władzy pod szumnym hasłem naprawy III RP (PO) i zbudowania IV RP (PiS). tak czy owak: chcieli wykorzenić zło, które się w polskiej polityce zalęgło na wszystkich szczeblach.
niestety nie udało im się Polski naprawić, za to jednym udało się bardziej popsuć, drugim mniej. ponadto sprowadzili politykę do rynsztoka i sprawili, że ludzie przestali się nią interesować, a głosowanie w wyborach staje się przede wszystkim plebiscytem popularności i głosowaniem „przeciw”, a nie realnym wyborem między alternatywnymi programami. marzę o końcu takiej pseudo-polityki i mam nadzieję, że się doczekam jej, zanim stuknie mi czwarty krzyżyk (btw, wczoraj skończyłem 35 lat, więc nie zostało zbyt wiele czasu).
teraźniejszość i przyszłość Grzegorza Napieralskiego
jak wiadomo, Grzegorz Napieralski w wyborach prezydenckich zdobył ponad 13 % głosów. nie jest to oszałamiający wynik, ale oceniając go, należy wziąć pod uwagę różne czynniki. przede wszystkim trzeba pamiętać, że pierwotnym kandydatem SLD był Jerzy Szmajdziński, który zginął pod Smoleńskiem, a Napieralski zdecydował się kandydować „w zastępstwie”. ponadto kampania wyborcza była wyjątkowo krótka i pozbawiona konkretów, co także nie ułatwiało mu zadania.
niewątpliwie na wynik Napieralskiego miało też wpływ zmęczenie Polaków polaryzacją polityki wokół sporu PO-PiS, co przełożyło się na poparcie kandydata lewicowego. atmosferę „podziału” Polski dodatkowo podgrzewały media publiczne i niepubliczne, które zachowywały się tak, jakby oprócz Komorowskiego i Kaczyńskiego nie startował nikt inny, a spór między prowadzącą dwójką był clou polskiej polityki.
mam nadzieję, że przewodniczący SLD albo ktoś z jego otoczenia czyta wypowiedzi innych ludzi, bo niejednokrotnie bywają w nich zawarte dobre pomysły. na przykład Marek Borowski tutaj sugeruje otwarcie lewicy na nowe środowiska, co jest niezbędne do budowania większego frontu lewicowego w Polsce i osiągania lepszego wyniku wyborczego. niewątpliwie słuszne są słowa: „Wynik wyborów pokazuje spory potencjał lewicy, ale pytanie, co Napieralski z tym potencjałem zrobi.” lewica ma swój stały elektorat, ale istotne jest by pozyskiwać cały czas niezdecydowanych i zniechęconych i tych, którzy uważają, że żadna partia/kandydat nie spełnia ich oczekiwań.
Kinga Dunin w opinii Drgnęło w lewo zauważa plusy i minusy wyniku Napieralskiego. minusami jest wygrana prawicy (Komorowski lub Kaczyński) oraz poparcie na poziomie nie pozwalającym samodzielnie rządzić. plusem jest zaistnienie retoryki lewicowej w dyskursie publicznym, które jeśli nawet nie doprowadzi do załatwienia ważnych dla lewicy spraw, będzie oznaczało konieczność odniesienia się do nich przez kandydatów w czasie kampanii przed II turą wyborów. obawiam się tylko jednej rzeczy, z której prawica słynie: zawłaszczenia lewicowych postulatów i rozmycia ich albo zmarginalizowania.
z kolei Sławomir Sierakowski w komentarzu zamieszczonym tutaj słusznie sugeruje, by Napieralski nie popierał żadnego z kandydatów i podtrzymywał istnienie „trzeciej siły”, a w miarę możliwości wzmacniał jej znaczenie. natomiast w opinii Napieralski poza dobrem i złem Sierakowski proponuje, by Napieralski jako „ten trzeci” na scenie politycznej próbował coś ugrać dla sympatyków lewicy, wymuszając na PO przegłosowanie konkretnych ustaw w zamian za poparcie w II turze wyborów. to wyjście jest trochę ryzykowne, bo lewicowi wyborcy mogą się poczuć oszukani dobijaniem targów ponad ich głowami. drugą opcją jest budowanie sensownego dystansu do obu partii prawicowych, co może zaprocentować w kolejnych wyborach.
moim zdaniem najlepszym opcją dla Napieralskiego i SLD jest wyrazistość poglądów i próba stworzenia wspólnego frontu lewicowego, obejmującego SLD, Zielonych2004, Unię Pracy, Partię Demokratyczną, SdPL, Partię Kobiet i inne ugrupowania o charakterze lewicowym, którym na sercu leży dobro Polski. jeśli Napieralski chce osiągnąć sukces, nie może skupiać się na kwestiach personalnych, ale musi wziąć pod uwagę przede wszystkim współpracę programową. jedynie to może zagwarantować poparcie różnych grup społecznych i sukces formacji lewicowej (lub centrolewicowej) w wyborach samorządowych i parlamentarnych.
biskup Juliusz Paetz – kłopotów ciąg dalszy
podczas pisania poprzedniego wpisu dotyczącego odwołania watykańskiego dekretu zakazującego sprawowania władzy biskupiej Juliuszowi Paetzowi przypuszczałem, że sprawa jest „rozwojowa”, ale nie sądziłem, że do tego stopnia. i nie przyszłoby mi do głowy, że wydarzenia będą następować tak szybko.
jak informuje tutaj GW (za PAP-em), arcybiskup Stanisław Gądecki złożył rezygnację z urzędu, czemu z kolei zaprzecza tutaj poznańska kuria. Katarzyna Wiśniewska trafnie skomentowała decyzję Gądeckiego w komentarzu Abp Gądecki odważny i bezradny. jest to zaiste krok godny podziwu i naśladowania, jeśli chodzi o prawdziwą troskę o Kościół jako powierzoną sobie owczarnię Pańską. obawiam się wszakże, że taka postawa jest niestety postawą Don Kichote’a. honorową i piękną, ale będącą wyrazem bezradności mimo posiadanej racji.
Tomasz Terlikowski wypowiada się tutaj na temat istnienia tak zwanej „lawendowej mafii”. nie darzę autora zbytnim szacunkiem ze względu na jego zafiksowanie na punkcie aborcji i homoseksualizmu, ale jestem skłonny uwierzyć w jego słowa choćby ze względu na to, że brzmią one dość prawdopodobnie. Terlikowski zwraca uwagę na to, co podkreśla również wielu świeckich publicystów: wyjaśnienie skandali związanych z molestowaniem seksualnym (również homoseksualnym) nie może się opierać tylko na kościelnych instancjach, niezbędna jest współpraca z władzami świeckimi.
jakkolwiek dziwnie to brzmi dla mnie samego, zgadzam się z Terlikowskim, który przewiduje, że rozwiązanie sprawy biskupa Paetza w sposób, z jakim mamy do czynienia, może przyspieszyć proces laicyzacji w Polsce. zarówno Terlikowski, jak i Wiśniewska zwracają uwagę na to, że w bieżącym kontekście słowa papieża potępiającego nadużycia seksualne księży (na przykład w liście katolików do Irlandii, o czym pisałem tutaj) brzmią mało wiarygodnie.
profesor Józef Baniak w wywiadzie Ultimatum abp. Gądeckiego podkreśla troskę Gądeckiego o jedność diecezji i dobro moralne wiernych. pewne zdumienie muszą budzić słowa: „Nie wiem, czy Watykan przypadkiem nie „testuje” sytuacji: co stałoby się w Polsce, gdyby cofnął zakazy abp. Paetzowi.” zakładam, że faktycznie wspomniany dekret został odwołany (czemu zdecydowanie jestem przeciwny). jeśli jednak tak nie jest, a wspomniana sytuacja jest faktycznie „testem”, oznacza to robienie z wiernych durniów, czemu jestem również przeciwny, ponieważ jako chrześcijanin wyposażony w podmiotowość nie życzę sobie tego typu traktowania.
skoro już w drugim miejscu pojawiają się pewne określenia, stosownym będzie odniesienie się do nich. mam na myśli „to sprawa prestiżu” (tutaj) oraz „splendor hierarchy czynnego w Kościele lokalnym” (tutaj). naprawdę trudno mi powiedzieć, jak ma się zabieganie o ziemski prestiż i splendor do słów Jezusa: „Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym, na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu.” (Mt 20,26-28)
o zgorszeniu i przyzwoitości
Gazeta Wyborcza informuje tutaj, że Watykańska Kongregacja ds. Biskupów odwołała dekret, którym zakazała arcybiskupowi Juliuszowi Paetzowi sprawowania posługi biskupiej w archidiecezji poznańskiej po ujawnieniu przypadków molestowania przez niego kleryków w poznańskim seminarium. Paetz został wtedy zmuszony do rezygnacji ze stanowiska metropolity poznańskiego i jako biskup senior zamieszkał w domu w Poznaniu.
nie udało mi się dotrzeć do oficjalnego komunikatu Kongregacji, w związku z tym mogę tylko zakładać, że wiadomości podane przez GW są prawdziwe. ks. Adam Boniecki nie chce sprawy komentować, ponieważ jest osobą publiczną i redaktorem Tygodnika Powszechnego, natomiast ja jako anonimowy bloger mogę nie czyniąc takiego zastrzeżenia odnieść się do całej sytuacji.
w pierwszej chwili po przeczytaniu wspomnianych informacji poczułem głęboki niesmak. i nie wynikał on z samej natury przewinienia biskupa Paetza, ale z braku przyzwoitości w jego postępowaniu. wprawdzie nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i nie został on skazany prawomocnym wyrokiem, ale stało się tak dlatego, że pokrzywdzeni nie złożyli zawiadomienia o przestępstwie. w jakimś stopniu można tłumaczyć takie postępowanie strachem przed zamknięciem sobie drogi, jeśli chodzi o „karierę” w Kościele, co mogłoby mieć miejsce, biorąc pod uwagę rozległe znajomości Paetza.
jeśli rzeczywiście biskupowi Paetzowi zależy na odczytaniu stosownego listu we wszystkich kościołach archidiecezji poznańskiej, oznacza to, że jest w pewnym sensie osobą mściwą i chce swoich przeciwników upokorzyć, wykorzystując do tego władzę biskupią. ten, kto spodziewałby się więcej pokory po pasterzu Kościoła katolickiego, srodze się pomylił. widzę tutaj zaprzeczenie słów Jezusa: „Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie między wami.” (Mk 10, 42-43)
trudno mi też zgodzić się ze słowami ks. Bonieckiego, który powiedział: „Jest w Ewangelii napisane, że „większa jest radość z jednego grzesznika czyniącego pokutę niż z 99 sprawiedliwych”. Ktoś, kto był odsunięty, może wrócić. Wspólnota chrześcijańska powinna się z tego radować.” przyczyna jest prosta – po biskupie Paetzu nie widać skruchy i żalu za popełnione czyny. jak powiedział o. Joachim Badeni w przywołanym przez Jana Turnaua komentarzu Szczyty zła: „A on sobie spokojnie siedzi tam, gdzie siedział – nie urzęduje co prawda, nie zarządza diecezją, ale gdzie kara? Gdzie publiczne przeproszenie wszystkich pokrzywdzonych? Tego nie ma!”
najgorsze jest w całej sytuacji zgorszenie, które ta sytuacja wywołuje wśród wiernych, dla których biskup (jako pasterz Kościoła) powinien być wzorem postępowania. niewykluczone, że dla wielu z nich stał się przyczyną odejścia od Kościoła. rację ma Turnau pisząc: „Nie pojmuję zatem, jak Watykan mógł podjąć decyzję korzystną dla winnego, przywrócić mu święte uprawnienia. Widać są tam ludzie, którzy uważają, że póki nie ma protestów, nie ma sprawy. Spokojnie czekają, aż Polska będzie drugą Irlandią.”
jest jedna zasadnicza różnica między Irlandią a Polską: Kościół katolicki ma w Polsce ogromny wpływ na partie polityczne. i kiedy faktycznie podobne nadużycia w dużej ilości zaczną wychodzić na jaw, a sądy zostaną zasypane pozwami procesowymi, może okazać się, że z polskiego Kościoła nie będzie czego zbierać. z całą pewnością zmieni to polską politykę, a władzę może przejąć na długie lata antyklerykalna lewica. obawiam się wszelako, że hierarchowie polskiego Kościoła są zbyt skupieni na ochronie praw zarodków i innych kwestiach związanych z tak zwaną sprawiedliwością reprodukcyjną, by podobny scenariusz przyszedł im na myśl.
Kościół i wybory
Tagi: gazeta.pl, nauczanie Kościoła, partie polityczne, wyborcza.pl, wybory
jak wiadomo, niedługo odbędą się wybory prezydenckie. podobnie, jak to ma miejsce przy okazji każdych innych wyborów, Kościół katolicki przeżywa ten sam problem, którym jest nadmierne angażowanie się niektórych duchownych w kampanię wyborczą. pisze o tym między innymi Dominika Wielowieyska w komentarzu Kościół i PiS: jak daleko, jak blisko.
w komitecie poparcia Jarosława Kaczyńskiego znalazło się pięciu księży wykładających na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II. na szczęście zarówno władze Uniwersytetu, jak i krakowska kuria odcięły się od tego gestu i wydały stosowne oświadczenia, w których stwierdzają, że zaangażowanie duchownych jest przejawem ich prywatnych poglądów (więcej: tutaj). również ks. Kazimierz Sowa (dyrektor kanału telewizyjnego religia.tv) odniósł się krytycznie do zaangażowania wymienionych księży stwierdzając tutaj między innymi: „Nikt nie ma pretensji, kiedy ksiądz idzie w dniu wyborów i zakreśla tego czy innego kandydata – to jest bycie obywatelem. Trochę gorzej, jak ktoś chce zbudować rzeczywistość ziemską według przepisu, który wydaje mu się że jest słuszny.”
powyższe opinie nie zmieniają jednak stanu rzeczy, z którego wynika, że na zaangażowaniu duchownych w politykę traci polityka, z której debata oparta na argumentach merytorycznych zostaje wyparta przez opartą na argumentach emocjonalnych, których bazą są nieweryfikowalne przesłanki, jakimi charakteryzuje się ex definitione wiara w rzeczywistość nadprzyrodzoną. traci również religia, której zostaje po trosze odebrana podmiotowość i która staje się tylko narzędziem wykorzystywanym do osiągania bieżących celów politycznych.
prymas Józef Kowalczyk w wywiadzie dla GW dostępnym tutaj wypowiedział między innymi bardzo mądre słowa: „Prywatnie każdy kapłan może mieć swoje poglądy, ale ambona nie służy do wskazywania ludziom, na kogo mają głosować. To absolutnie niedopuszczalne. Można jedynie modlić się o wybór człowieka prawego sumienia, który będzie dbał o dobro wszystkich obywateli.”
wybranie arcybiskupa Józefa Michalika na przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski nie przeszkodziło mu w angażowaniu się politycznym. niespecjalnie się przejął powyższymi słowami prymasa Kowalczyka i wystosował w trakcie Uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej (Boże Ciało) kazanie do wiernych, w którym powiedział między innymi „Jeśli naród nie będzie miał przywódców, którzy bronią prawa natury, prawa Bożego, prawa narodu do własnej historii, jeśli nie będzie miał przywódców mądrych, którzy będą potrafić łączyć nowoczesność z tradycją, nie rozwinie się nigdy.”
dla przypomnienia: Prezydent Polski (między innymi): „jest najwyższym przedstawicielem polskich władz, gwarantem ciągłości władzy państwowej, najwyższym organem państwa w zakresie władzy wykonawczej, czuwa nad przestrzeganiem postanowień i zapisów Konstytucji, zwierzchnikiem Sił Zbrojnych Rzeczpospolitej Polskiej.” (Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej, artykuły 126 – 145). w związku z czym wymienione przez arcybiskupa Michalika cechy kandydata na prezydenta są raczej drugorzędne, a na pewno nie są niezbędne.
trzeba wszelako przyznać uczciwie, że we wspomnianym kazaniu padły również słowa zachęcające do pójścia na wybory i oddania głosu, co nie jednak zmienia faktu, że w tak ważnym dla katolików dniu kazanie powinno dotyczyć na przykład Eucharystii i wartości Komunii świętej, a nie polityki.
Mirosław Czech w komentarzu Arcybiskup jednego procentu słusznie krytykuje słowa arcybiskupa Michalika wypowiedziane w wywiadzie dla Naszego Dziennika: „Ja zagłosuję na kandydata, który pokazał, że potrafi bronić życia niezależnie od układów, ufając, że przy swoich dużych umiejętnościach zawsze będzie wierny zasadom troski o dobro.” (cały tekst wywiadu tutaj).
w ten sposób Michalik wskazuje wprost i bezpośrednio na jednego z kandydatów (Marka Jurka), co zdecydowanie nie powinno mieć z uwagi na konkordat między Stolicą Apostolską a Rzeczpospolitą Polską, który stwierdza między innymi: „Państwo i Kościół katolicki są – każde w swej dziedzinie – niezależne i autonomiczne oraz zobowiązują się do pełnego poszanowania tej zasady we wzajemnych stosunkach i we współdziałaniu dla rozwoju człowieka i dobra wspólnego”.
Czech słusznie pisze: „Abp Michalik może uważać, że poza sprawami ochrony życia poczętego i sposobami przezwyciężania bezpłodności nie liczy się nic innego. I że właściwa postawa w tej materii daje certyfikat moralnej nieomylności. W polityce państwowej tak jednak nie jest. Dla zdecydowanej większości polskich katolików liczą się inne kwestie.” poparcie dla Marka Jurka w sondażach prezydenckich oscylujące w okolicach tak zwanego błędu statystycznego zdecydowanie potwierdza tą tezę. dodałbym jeszcze: na szczęście dla Polaków inne kwestie są ważne, choć wolałbym, żeby ich wyrazem była debata o Polsce i ważnych dla niej sprawach, a nie walka PO z PiS-em.
EuroPride, mama i tata
w dniach 09.07 – 18.07.2010 w Warszawie odbędzie się EuroPride, czyli ogólnoeuropejski festiwal środowisk LGBT, na który składają się różnorakie imprezy o charakterze kulturalnym i społecznym (szczegółowy program jest dostępny tutaj). mottem festiwalu będzie hasło „Wolność, Równość, Tolerancja” (swoją drogą w polskich warunkach jest to niestety w dalszym ciągu sformułowanie oczekiwań niż określenie stanu faktycznego).
o tym, że impreza się odbędzie w Polsce, wiadomo od długiego czasu. tym bardziej dziwi inicjatywa, z którą nagle wystąpiła Fundacja Mamy i Taty, która w „Rzeczypospolitej” z 05.06.2010 opublikowała w formie ogłoszenia reklamowego swój apel, dostępny także w wersji elektronicznej tutaj. pod wersją papierową apelu podpisanych jest 31 osób ze świata nauki i kultury, a podpisać online może każdy na stronie fundacji.
we wspomnianym apelu można przeczytać między innymi, że EuroPride ma na celu „propagowanie legalizacji związków osób tej samej płci. Doświadczenia krajów Europy zachodniej pokazują, że jest to pierwszy etap na drodze do adopcji dzieci przez pary homoseksualne.” to ciekawe, bo na przykład tutaj Tomasz Bączkowski, jeden z organizatorów mówi co innego: „To święto równości i impreza kulturalna składająca się z wystaw, koncertów, projekcji – przekonuje. – Sygnatariusze listu źle odczytali, po co jest parada. Ma wymiar symboliczny. Przypomina o walce z dyskryminacją.” w podobnym tonie wypowiada się tutaj Krzysztof Śmiszek z Polskiego Towarzystwa Antydyskryminacyjnego, który mówi o postulatach EuroPride: „Pokazać Polakom, że ta ogromna grupa osób LGBT żyjąca w naszym kraju czuje się dyskryminowana i domaga się rozwiązań, które mogłyby ułatwić im życie.”
wygląda na to, że autorzy wspomnianego listu wykazali się niewiedzą na temat celów festiwalu i intencji jego organizatorów. nie jest to fakt specjalnie zaskakujący w polskich warunkach. smutne jest jedynie to, że wielu wykształconych ludzi, po których możnaby się spodziewać zgoła innego podejścia do spraw mniejszości i dyskryminacji, podpisało się pod czymś, co opiera się na przeinaczaniu faktów, operowaniu ogólnikowymi danymi i nadinterpretacji rzeczywistości.
tym bardziej należy cieszyć się, że Fundacja MaMa opublikowała na stronie feminoteka.pl swój list, w którym popiera postulaty festiwalu. znalazły się tam bardzo ważne słowa: „Fundacja MaMa chce świata wolnego od uprzedzeń. Chcemy wychowywać nasze dzieci w duchu tolerancji, w duchu różnorodności. Uważamy, że udział w EuroPride to dobra lekcja obywatelskiej postawy, otwartości na innych.” jak pisze w komentarzu Sylwia Chutnik, jedna z prezesek MaMy: „[..] napisałyśmy go po to, aby nikt nas nie pomylił z tamtą fundacją. I aby pokazać, że rodzice popierają EuroPride”.
o liście i fundacji piszą też między innymi navaira i panopticum. zachęcam do lektury.