różne różności

zamieszanie z Powstaniem Warszawskim

jak co roku, pierwszego sierpnia przypada kolejna rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. nie kręci mnie nurzanie się cierpiętnictwie i martyrologii (o czym napisałem między innymi w tym wpisie), bardzo nie lubię, kiedy słowem „Ojczyzna” wycierają sobie gębę różne polityczne męty i budzi we mnie obrzydzenie próba załatwiania swoich interesów za pomocą bogojczyźnianej retoryki.

na szczęście w takiej postawie nie jestem w tym osamotniony: Tomasz Piątek w swoim felietonie Reklama W odnosi się krytycznie do pomysłu przelotu nad Warszawą Herkulesa (amerykański transprtowiec C-130) i zrzucenia zeń stu tysięcy ulotek przypominających o uczczeniu minutą ciszy poległych powstańców. słusznie Piątek zauważa, że chyba nie jest najlepszym pomysłem zrzucenie ulotek, które potem będą leżeć na bruku obok reklam agencji towarzyskich. bo jeśli już ktoś czci pamięć o Powstaniu, to coś takiego jest zdecydowanie niesmaczne. zaś wspomnianą przez Piątka paradę kajaków pominę litościwym milczeniem.

ośmielony przez Tomasza Piątka również Cezary Michalski napisał felieton dotyczący Powstania Warszawskiego – 63 dni gniewu albo wizażyści zwłok. Michalski przypomina, że w pewnym sensie wynikiem wysłania na nieomal pewną śmierć znacznej części polskiej młodzieży i mieszkańców okupowanej Warszawy było tak gremialne i entuzjastyczne poparcie stalinizmu przez tych, którzy ocaleli. oczywiście, wybór był – można było działać w zbrojnym podziemiu antykomunistycznym, narażając siebie i swoich bliskich na ciężkie więzienie albo rozstrzelanie. zdaniem Michalskiego: „Ta absurdalna rzeź zwalniała z wszelkich zobowiązań wobec polskości. [..] Absurdalna masakra nie przywiązuje ludzi do Polski, ona ich od Polski odpycha.” 100% racji, Panie Redaktorze.

z przerażającym, bo pisanym na serio bełkotem w felietonie Tomasza Terlikowskiego Wychować swoje dzieci na powstańców rozprawia się Sara we wpisie jak wychować swoje dzieci na sztywne zimne trupki z małymi paluszkami zaciśniętymi na karabinach, jak na pomniku (ależ długi tytuł, swoją drogą). otóż redaktor Terlikowski chciałby wychować swoje dzieci na powstańców. oczywiście ma nadzieję, że nie będą wystawione na taką próbę, ale jeśli zajdzie taka potrzeba, to chciałby, żeby zginęły za Ojczyznę (oczywiście taką, jak ją rozumie Terlikowski). kluczowe jest zdanie: „Ale też, że wiemy, że są takie momenty, gdy trzeba oddać życie, by zachować twarz”. no tak, twarz wychowa dzieci po zakończeniu wojny, wytłumaczy im Wszystkie Ważne Rzeczy i będzie je wspierać w życiu, to przecież oczywiste.

Sara zwraca uwagę na niebywałą hipokryzję autora. otóż „redaktor Terlikowski nigdzie nie pisze o tym, ze *on* zamierza umierać; nic z tych rzeczy”. nie, on przeżyje po to, by Dać Świadectwo Prawdzie, ewentualnie napisać książkę „O Bohaterskiej Obronie Ojczyzny Przez Małych, Ale Dzielnych Powstańców”. kiedy słyszę takie #cozapierdolenie, robi mi się słabo i urywa mi wszystko od wszystkiego.

mojego #mindfuck.u w temacie Powstania dopełniają dwie rzeczy: pomysł nakręcenia filmu skierowanego do młodych ludzi (made by: Łukasz Orbitowski i Tomasz Bagiński, więcej: tutaj) oraz słowa bodajże Jana Nowaka-Jeziorańskiego z filmu dokumentalnego Powstanie Warszawskie – 60 lat później. otóż Nowak-Jeziorański mówi tam mniej więcej tak: „Gdyby Powstanie nie wybuchło z rozkazu AK, mogłoby zostać przejęte przez kogo innego, na przykład komunistów. Wtedy Polska po wojnie byłaby kolejną republiką sowiecką. ” biorąc pod uwagę to, że Stalin czekał na drugim brzegu Wisły (co prawda z mocno osłabioną armią, ale jednak), to jest w tym sporo racji, bo wtedy miałby Warszawę podaną na talerzu przez wiernych sobie ludzi.

dla jasności: uważam podobnie, jak Grzegorz Sroczyński w komentarzu Kłóćmy się o powstanie, że potrzebna jest rzetelna debata dotycząca sensowności samego Powstania, jego (nie) osiągniętych celów i stosunku Polaków do niego, a wpis ministra Radosława Sikorskiego na Twitterze uważam za bardzo cenny i ważny. w przeciwieństwie do Agaty Puścikowskiej, która w niezwykle słabym komentarzu Katastrofa, panie ministrze daje wyraz swojej jednostronnej wizji Powstania. z drugiej jednakże strony Gość Niedzielny nigdy nie słynął z pluralizmu poglądów prezentowanych na jego łamach, więc nie jestem wielce zaskoczony.

śmierć i statystyka

nie ukrywam, że informacja o śmierci Amy Winehouse mną wstrząsnęła dużo bardziej niż informacja o zamachach w Norwegii. właściwie mógłbym powiedzieć, że informacja o zamachach w Norwegii obeszła mnie tyle, co informacja o tegorocznym trzęsieniu ziemi w Japonii czy tsunami w 2004 roku. oczywiście przyjąłem do wiadomości, że ludzi zginęło sporo (Norwegia), dużo (Japonia) czy bardzo dużo (Azja Południowo-Wschodnia), ale prawda jest brutalna: z żadną z ofiar nie łączyło mnie nic więcej, niż to, że podobnie jak ja, była człowiekiem mieszkającym na planecie Ziemia.

pewną część winy za brak empatycznego podejścia do ofiar wyżej wymienionych katastrof ponosi telewizja i jej banalizacja śmierci, tudzież sposób podawania informacji w mediach, a także wałkowanie tematu do usranej śmierci, aby mieć o czym gadać z ekranu (vide: sprawa Krzysztofa Olewnika). słysząc enty raz doniesienie o tym albo tamtym dostaję białej gorączki i naciskam na piocie przycisk „mute”, przełączam na inny kanał, na którym nie ma wiadomości, albo całkiem wyłączam telewizor.

kiedy umiera ktoś, kogo znałem osobiście, ewentualnie ktoś znany publicznie, który robił coś, co było dla mnie w taki czy inny sposób ważne – przejmuję się tym przez dłuższy albo krótszy czas, co jakiś czas go wspominam i myślę o nim. natomiast kiedy umiera ktoś, kogo nie znałem – przykro mi, ale nie wzbudza to we mnie specjalnych emocji.

jeśli chodzi o Amy Winehouse: lubiłem ja, bardzo podobał mi się jej głos i piosenki, jakie śpiewała. ba, uważałem, że jest jedną z najzdolniejszych wokalistek swojego pokolenia (wiem, banał). równocześnie było mi przykro, że prowadzi taki, a nie inny styl życia, który wcześniej czy później może ją doprowadzić do samozagłady. jak widać – wcześniej, niestety.

w pewnym, ale tylko w pewnym sensie (co ładnie napisała Szprota we wpisie Amy) można powiedzieć, że Amy sama sobie zapracowała na taki koniec. oczywiście jest to tylko część prawdy, bo osoba uzależniona jest nią, zanim sięgnie po pierwszy kieliszek czy pierwszą działkę, a samo uzależnienie jest silnie uwarunkowane genetycznie (Tomasz Piątek genialnie to tłumaczy w felietonie Pokrętna logika Tomasza Wiścickiego). niektórym ludziom się udaje wyjść z nałogu, jej niestety się nie udało.

jak powiedział Józef Stalin: „Jedna śmierć to tragedia, milion – to statystyka”.  w rzeczy samej.

dzisiejszy Al Capone

na prośbę synafii (czy ktoś oprócz niej jeszcze zagląda na mojego bloga? nie liczę tych, którzy trafiają na ten wpis, szukając aplikacji dla Androida – około 100 odsłon dziennie) postanowiłem coś skrobnąć, zanim wyjadę na urlop.

problem w tym, że nie za bardzo czuję potrzebę pisania dłuższych tekstów. mógłbym coś napisać na temat wymysłów chorego umysłu Jarosława Kaczyńskiego, który uważa, że „W Polsce nie ma demokracji”. ciekawe zatem, co prezes powiedziałby o latach 1945-89. zapewne wtedy w Polsce była demokracja, wszak rządzili politycy lewicowi średniego pokolenia i komuniści, ale patrioci.

mam nadzieję, że recepty prezesa na naprawę Polski przekonają jak najmniej osób. wolałbym, żeby tzw. wykluczonych reprezentowała w Sejmie jakaś inna partia, bo taka reprezentacja jest konieczna z psychologicznego punktu widzenia. mam nadzieję, że zwycięzcy wyborów nie przyjdzie do głowy pomysł współrządzenia z PiS-em i że ta właśnie partia będzie w Sejmie i Senacie rodzajem pariasa, którego obecność się toleruje, bo tego wymaga przyzwoitość, ale bliższe kontakty z nim są źle widziane.

mógłbym również napisać o tym, że o. Tadeusz Rydzyk widzi zaciskającą się wokół swojego radia pętlę (więcej tutaj). jaka przenikliwość i inteligencja, brawo! wygląda na to, że z Radiem Maryja postanowiono się rozprawić drogą administracyjną, która jest najskuteczniejsza w demokratycznym państwie. pozwolę sobie przypomnieć, że prawomocny wyrok na Ala Capone został orzeczony za niepłacenie podatków, nie za morderstwa, stręczycielstwo czy przemyt.

oczywiście nie zamierzam porównywać gangstera do zakonnika (?), ale trudno uciec od pewnych analogii. Rydzyk co prawda nikogo nie zabił, ale słowa nadawane na antenie jego radia i telewizji są pełne nienawiści i jak ulał pasują słowa z piosenki Czesława Niemena „A jednak często jest, że ktoś słowem złym zabija tak, jak nożem.” Rydzyk podobnie jak Capone nie jest politykiem, ale podobnie jak on wpływa na politykę, realizując swoje chore i złe ambicje. Capone stworzył program walki z krzywicą i otworzył jadłodajnie dla ubogich – Rydzyk … hmm, nie przychodzi mi do głowy żaden przykład działalności charytatywnej Radia Maryja.

wiem, że jest to kolejny wpis dotyczący tego, czego nie lubię (PiS i Radio Maryja), ale tym, co lubię i co mi się podoba, dzielę się na Facebooku, tudzież innych serwisach społecznościowych. jeśli ktoś chce, nietrudno mnie znaleźć w sieci, zapraszam do kontaktu.

rok później

jak wiadomo, jutro przypada pierwsza rocznica katastrofy smoleńskiej (mała wskazówka dla mediów: katastrofy, a nie tragedii), w której zginął kwiat polskiej polityki. można się spierać, czy ten kwiat pachniał ładnie, tak sobie czy brzydko – wszak de gustibus non est disputandum, niemniej to wydarzenie zmieniło polską politykę na wiele lat. mam niestety wrażenie, że zmieniło ją na gorsze, poziom debaty politycznej od dawna pukającej w dno od spodu jest cały czas z zapałem pogłębiany, a ważne sprawy są dalej niezałatwione.

dzisiaj przyszła mi do głowy bardzo brzydka myśl: otóż pomyślałem, że Jarosławowi Kaczyńskiemu w pewnym sensie nie mogło się przydarzyć nic lepszego niż katastrofa smoleńska. oczywiście mam na myśli względy tylko i wyłącznie polityczne. śmierć brata bliźniaka stała się dla niego czymś  w rodzaju wieloczynnościowego scyzoryka szwajcarskiego, który w zależności od potrzeby może służyć do cięcia, piłowania, otwierania puszek i butelek bądź wreszcie wkręcania śrubek.

Jarosław Kaczyński uczynił ze śmierci swojego brata najpierw Kombajn Do Zbierania Głosów Wśród Ludu (podczas kampanii prezydenckiej), potem przyspawanej do krzyża na Krakowskim Przedmieściu używał do dezawuowania wybranego prezydenta Bronisława Komorowskiego.  w zależności od nastroju i bieżących potrzeb albo się nią zasłaniał, by nie wypowiadać się na niewygodne tematy, albo używał jej jako obucha na politycznych przeciwników. zapewne nie wyliczyłem wszystkich zastosowań i pewnie sam prezes Kaczyński jeszcze ich wszystkich nie wymyślił.

jak wierne psy za panem swego politycznego życia i śmierci postępują takie tuzy, jak Mirosław Błaszczak, Jacek Kurski, Beata Szydło czy Zbigniew Ziobro. ich pozycja w partii jest mocna, ale nie na tyle, żeby sprzeciwić się prezesowi, więc autoryzują swoją osobą każdą brednię, którą Kaczyński raczy obdarować społeczeństwo za pośrednictwem mediów. nie będę się zastanawiał, jak są w stanie patrzeć w lustro i nie zarzygać wszystkiego dookoła, bo to przerasta moją zdolność pojmowania. dziwię się jedynie mainstreamowym mediom, że relacjonują #cozapierdolenie prezesa, zamiast odizolować społeczeństwo od jego samego i jego pomysłów.

w związku przesytem aż do wyrzygu informacji na temat katastrofy smoleńskiej, obchodów rocznicy tejże tudzież doniesień na tematy: kto z kim, gdzie i dlaczego (bądź nie) postanowiłem sobie urwać jutro od wszystkich mediów, a w szczególności internetu. dzień bez Smoleńska dla zdrowia psychicznego!

P. S.

oczywiście współczuję rodzinom wszystkich ofiar katastrofy i niniejszy wpis tego bynajmniej nie pomniejsza.

problem z Generałem

Krzysztof Burnetko w analizie Wojciech Jaruzelski, czyli problem z generałem odnosi się do osoby generała Wojciecha Jaruzelskiego. punktem wyjścia rozważań autora jest zaproszenie generała Wojciecha Jaruzelskiego na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego przez prezydenta Bronisława Komorowskiego.

niewątpliwie było to posunięcie kontrowersyjne, ale nie można zapominać o tym, że niezależnie od oceny działalności Generała, jest on byłym prezydentem Polski. a to, że został on wybrany przez Sejm, a nie w wyborach powszechnych, nie ma znaczenia. w końcu ktoś wybrał do Sejmu posłów, którzy przegłosowali jego wybór na prezydenta Polski.

zastanawiające, że ci, którzy najzajadlej krytykują sam fakt prezydentury Jaruzelskiego, zdają się nie pamiętać o przeróżnych uwarunkowaniach z lat 1989 – 1990. co prawda aktualna konstytucja przyznająca prezydentowi między innymi rolę gwaranta ciągłości władzy państwowej obowiązuje od 1997 roku, ale obsadzenie stanowiska prezydenta właśnie tym, a nie innym człowiekiem miało być sygnałem dla rządzących Związkiem Radzieckim, że Polska jest krajem stabilnym, a nieuchronna zmiana władzy odbywa się pokojowo i nie stanowi dla nich zagrożenia.

warto również pamiętać, że Wojciech Jaruzelski podpisał (choć nie musiał) wszystkie ustawy, które uchwalił Sejm kontraktowy. niby nic w tym dziwnego, ale jeśli zastanowić, jakie wtedy ustawy były przedkładane prezydentowi do podpisu, to łatwo dojść do wniosku, że większość z nich była zdecydowanie sprzeczna z poglądami samego Generała i pomysłami gospodarczo-politycznymi formacji, z której się wywodził. niemniej prawie wszystkie zostały podpisane i weszły w życie.

mało kto również pamięta o tym, że to sam Jaruzelski zawnioskował o skrócenie swojej kadencji, choć nie musiał tego robić. najwidoczniej uznał, że jego rola w polskiej polityce się wypełniła, a jego służba dla kraju jest zakończona. moim skromnym zdaniem dowodzi to dużej klasy i poziomu kultury osobistej.

nie zamierzam negować odpowiedzialności Wojciecha Jaruzelskiego za „wydarzenia grudniowe” czy wprowadzenie stanu wojennego. on sam się tego bynajmniej nie wypiera. moim zdaniem głęboko nieuczciwe jest przedstawianie tylko negatywnych faktów z czyjegoś życia i działalności, niezależnie od tego, czy mówimy o świętym Maksymilianie Maria Kolbe czy o Che Guevarze.

Grzegorz Rzeczkowski w opinii Wojciech Jaruzelski w składzie RBN zwraca uwagę na dwie ważne rzeczy. pierwszą jest szaleństwo rozliczania i sprawiedliwości dziejowej, które jednakże do niczego sensownego i konstruktywnego nie prowadzi, skwitowane słowami: „Za to wydaje się, że próbując utopić w błocku Jaruzelskiego, ubrudziliśmy się wszyscy.” i „Od moralnej odpowiedzialności nikt go nie zwolni, zresztą sam generał od niej się nie uchyla, o czym zresztą wielokrotnie mówił.”

drugą jest sam gest prezydenta Komorowskiego, o którym Rzeczkowki pisze tak: „Zapraszając generała Bronisław Komorowski nie tylko wznosi się ponad historyczne podziały, po raz kolejny przykładając w ten sposób rękę do ich zniwelowania. Wysyła również Rosji sygnał, że w Polsce kończy się czas polowania na wszystko, co wiąże się z okresem sprzed 1989 roku. Że najwyższy czas na nowe otwarcie.”

mam zastrzeżenia do prezydenta Komorowskiego, choćby o pochopne podpisanie nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii („antydopalaczowej”), wszelako ten gest pokazuje, że stara się on być prezydentem wszystkich Polaków. równie ważne jest to, że jako prezydent chce łączyć, a nie dzielić i to, że docenia ludzi z różnych środowisk i chce wykorzystać ich wiedzę i zdolności. wymienione przeze mnie cechy wydają się być niezwykle ważne w odniesieniu do najwyższej osoby w państwie.

dla kronikarskiego obowiązku przypomnę, że o generale Wojciechu Jaruzelskim pisałem tutaj. zapraszam do komentowania.

przydatne aplikacje dla Androida

od ponad miesiąca jestem szczęśliwym posiadaczem telefonu Samsung Galaxy i5700 (Spica). ma on na pokładzie system  operacyjny Android, który IMO jest aktualnie najbardziej przyszłościową platformą obsługującą telefony komórkowe. jeśli wziąć pod uwagę zainteresowanie producentów telefonów, uniwersalność i udział w rynku, powyższe zdanie jest w dużym stopniu prawdziwe.

jakiś czas temu chciałem zrobić spis używanych przeze mnie aplikacji, jednak odwlekałem napisanie niniejszego wpisu tak długo, aż ubiegły mnie dwie osoby: Łukasz Więcek i Paweł Lipiec, którzy na swoich blogach (tutaj i tutaj) zrobili takowe zestawienia. ponieważ jednak obydwaj blogerzy używają w znakomitej większości aplikacji innych niż ja, uznałem za stosowne podzielić się z czytelnikami listą używanych przeze mnie programów.

wszystkie poniższe programy można znaleźć poprzez Market z poziomu aplikacji w telefonie. oczywiście nie podaję tutaj aplikacji zainstalowanych fabrycznie, które większość posiadaczy telefonów z Androidem powinna mieć po zakupie telefonu.

oto zainstalowane przeze mnie programy w porządku alfabetycznym:

3banana Notes – notatnik pozwalający na dodawanie zdjęć, notatek głosowych i umożliwiający tagowanie stworzonych notatek. posiada funkcję przypisania przypomnień i dzielenia się notatkami;

3G Watchdog – czuwa nad wykorzystanym transferem danych pakietowych. po przekroczeniu danej ilości może ostrzegać lub wyłączać dostęp, zależnie od ustawień;

ADW.Launcher – zamiennik systemowego launchera. nie muli systemu i łatwo go dostosowaać do własnych potrzeb oraz Senses ADW Theme – motyw graficzny do powyższego. ładne ikonki;

Android Agenda Widget – nakładka na kalendarz Google;

APNdroid – umożliwia szybkie (za pomocą jednego kliknięcia w stosowny widget) włączenie/wyłączenie dostępu do mobilnego internetu (sieć 3G/GPRS/EDGE);

AppBrain App Market – w pewnym sensie jest lustrzanym odbiciem Marketu, ale pozwala na przeglądanie dostępnych aplikacji z użyciem większej ilości kryteriów i Fast Web Installer – dodatek do powyższego umożliwiający bezpośrednie instalowanie aplikacji i synchronizowanie telefonu z kontem w serwisie;

Barcode Scanner – skaner kodów kreskowych i kodów QR;

Battery Status – wyświetla na pasku statusu stopień naładowania baterii;

CallTrack – automatycznie dodaje informację o połączeniach (odebranych, nieodebranych i wykonanych) do kalendarza Google;

Cennik – porównuje cenę produktu zeskanowanego za pomocą Barcode Scannera  z dostępną w internecie ofertą sklepów (na razie niewielką, ale może z czasem…);

Dropbox – umożliwia plików zapisanych w serwisie dropbox.com. jeśli ktoś nie posiada jeszcze konta, może je założyć na przykład tutaj.

Facebook for Android – posiadaczom konta w serwisie facebook.com pozwala na śledzenie aktywności znajomych oraz dodawanie statusów, zdjęć i innych plików;

Foursquare – pozwala na dostęp z poziomu telefonu do serwisu foursquare.com, czyli dodawanie nowych obiektów i „meldowanie się”;

GoMarks for Google Bookmarks – pozwala na łatwy dostęp do zakładek Google. oferuje synchronizację automatyczną i ręczną;

Green Power – umożliwia przedłużenie działania baterii poprzez cykliczne włączanie/wyłączanie dostępu do Wi-Fi i APN;

KtoryOperator – umożliwia rozpoznanie, do której z polskich sieci telefonii komórkowej należy dana osoba z książki adresowej telefonu;

Listonic – mobilna lista zakupów z możliwością synchronizacji  listy na stronie internetowej. można ją udostępniać rodzinie, znajomym itd. eliminuje konieczność noszenia przy sobie karteczek z listą zakupów;

MapDroyd – umożliwia przeglądanie map Polski i świata offline po uprzednim zapisaniu ich na karcie pamięci;

Meebo IM – lekki komunikator umożliwiający czatowanie ze znajomymi z różnych sieci (Jabber/AIM/Google Talk/MSN/Yahoo/ICQ/My Space/Facebook);

Memory Task Cleaner – pozwala na zmniejszenie ilości używanej przez telefon pamięci poprzez cykliczne „zabijanie” procesów uruchamiających poszczególne aplikacje;

Meridian Player Conservative – odtwarzacz plików filmowych. obsługuje napisy w formie *.srt

MobilePDFViewer – czytnik plików w formacie PDF;

Mort Player Music – odtwarzacz MP3 wyróżniający się tym, że pozwala na dodanie do listy odtwarzania folderu z danymi plikami;

NetCounter – licznik danych odebranych zarówno przez Wi-Fi, jak i danych pakietowych. wyświetla różne okresy czasowe (od dnia do miesiąca);

Opera Mini – najpopularniejsza przeglądarka internetowa dla telefonów komórkowych. korzysta z kompresji danych, więc przeglądane strony wczytują się szybciej.

pkt.pl – mobilna książka telefoniczna (wymaga dostępu do internetu, za to pokazuje lokalizację i umożliwia szybkie dodanie wyszukanego numeru do książki adresowej w telefonie);

Simple last.fm Scrobbler – przesyła informację o przesłuchanych na telefonie utworach do serwisu last.fm;

SkyCash – umożliwia płatności za pomocą wysłania SMS-a z telefonu na drugi telefon, do którego musi być przyporządkowane konto. w Polsce praktycznie nieznane, ale zainstalowałem na wszelki wypadek;

SlideMe Application Manager – kolejny alternatywa dla Marketu. pozwala na instalowanie plików z serwisu slideme.org, a pobrane pliki są zapisywane na karcie pamięci,

Smart Keyboard Lite – ładny zamiennik systemowej klawiatury umożliwiających dodawanie polskich znaków za pomocą polskiej nakładki (Polish for Smart Keyboard),

SMS Backup+ – automatycznie wykonuje kopię zapasową otrzymanych SMS-ów i przesyła je na wskazany adres e-mail;

Transportoid – rozkład jazdy autobusów w trybie offline i opcją aktualizacji rozkładów jazdy. pozycja obowiązkowa dla korzystających z komunikacji miejskiej;

We-Fi – Automatic WiFi – wyświetla dostępne sieci Wi-Fi i pozwala na automatyczne łączenie z ogólnodostępnymi sieciami;

WiSync – zarządza synchronizacją kalendarza, kontaktów i poczty GMail tak, by synchronizacja odbywała się tylko w trybie Wi-Fi, co pozwala na obniżenie kosztów. istotne na przykład w roamingu.

dla leniwych: wszytkie zainstalowane przeze mnie aplikacje dostępne są w postaci jednej listy tutaj.

zachęcam odwiedzających do podzielenia się listą swoich aplikacji w komentarzach.

biskup Juliusz Paetz – kłopotów ciąg dalszy

podczas pisania poprzedniego wpisu dotyczącego odwołania watykańskiego dekretu zakazującego sprawowania władzy biskupiej Juliuszowi Paetzowi przypuszczałem, że sprawa jest „rozwojowa”, ale nie sądziłem, że do tego stopnia. i nie przyszłoby mi do głowy, że wydarzenia będą następować tak szybko.

jak informuje tutaj GW (za PAP-em), arcybiskup Stanisław Gądecki złożył rezygnację z urzędu, czemu z kolei zaprzecza tutaj poznańska kuria. Katarzyna Wiśniewska trafnie skomentowała decyzję Gądeckiego w komentarzu Abp Gądecki odważny i bezradny. jest to zaiste krok godny podziwu i naśladowania, jeśli chodzi o prawdziwą troskę o Kościół jako powierzoną sobie owczarnię Pańską. obawiam się wszakże, że taka postawa jest niestety postawą Don Kichote’a. honorową i piękną, ale będącą wyrazem bezradności mimo posiadanej racji.

Tomasz Terlikowski wypowiada się tutaj na temat istnienia tak zwanej „lawendowej mafii”. nie darzę autora zbytnim szacunkiem ze względu na jego zafiksowanie na punkcie aborcji i homoseksualizmu, ale jestem skłonny uwierzyć w jego słowa choćby ze względu na to, że brzmią one dość prawdopodobnie. Terlikowski zwraca uwagę  na to, co podkreśla również wielu świeckich publicystów: wyjaśnienie skandali związanych z molestowaniem seksualnym (również homoseksualnym) nie może się opierać tylko na kościelnych instancjach, niezbędna jest współpraca z władzami świeckimi.

jakkolwiek dziwnie to brzmi dla mnie samego, zgadzam się z Terlikowskim, który przewiduje, że rozwiązanie sprawy biskupa Paetza w sposób, z jakim mamy do czynienia, może przyspieszyć proces laicyzacji w Polsce. zarówno Terlikowski, jak i Wiśniewska zwracają uwagę na to, że w bieżącym kontekście słowa papieża potępiającego nadużycia seksualne księży (na przykład w liście katolików do Irlandii, o czym pisałem tutaj) brzmią mało wiarygodnie.

profesor Józef Baniak w wywiadzie Ultimatum abp. Gądeckiego podkreśla troskę Gądeckiego o jedność diecezji i dobro moralne wiernych. pewne zdumienie muszą budzić słowa: „Nie wiem, czy Watykan przypadkiem nie „testuje” sytuacji: co stałoby się w Polsce, gdyby cofnął zakazy abp. Paetzowi.” zakładam, że faktycznie wspomniany dekret został odwołany (czemu zdecydowanie jestem przeciwny). jeśli jednak tak nie jest, a wspomniana sytuacja jest faktycznie „testem”, oznacza to robienie z wiernych durniów, czemu jestem również przeciwny, ponieważ jako chrześcijanin wyposażony w podmiotowość nie życzę sobie tego typu traktowania.

skoro już w drugim miejscu pojawiają się pewne określenia, stosownym będzie odniesienie się do nich. mam na myśli „to sprawa prestiżu” (tutaj) oraz „splendor hierarchy czynnego w Kościele lokalnym” (tutaj). naprawdę trudno mi powiedzieć, jak ma się zabieganie o ziemski prestiż i splendor do słów Jezusa: „Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym, na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu.” (Mt 20,26-28)