różne różności

Kościół i wybory

jak wiadomo, niedługo odbędą się wybory prezydenckie. podobnie, jak to ma miejsce przy okazji każdych innych wyborów, Kościół katolicki przeżywa ten sam problem, którym jest nadmierne angażowanie się niektórych duchownych w kampanię wyborczą. pisze o tym między innymi Dominika Wielowieyska w komentarzu Kościół i PiS: jak daleko, jak blisko.

w komitecie poparcia Jarosława Kaczyńskiego znalazło się pięciu księży wykładających na  Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II. na szczęście zarówno władze Uniwersytetu, jak i krakowska kuria odcięły się od tego gestu i wydały stosowne oświadczenia, w których stwierdzają, że zaangażowanie duchownych jest przejawem ich prywatnych poglądów (więcej: tutaj). również ks. Kazimierz Sowa (dyrektor kanału telewizyjnego religia.tv) odniósł się krytycznie do zaangażowania wymienionych księży stwierdzając tutaj między innymi: „Nikt nie ma pretensji, kiedy ksiądz idzie w dniu wyborów i zakreśla tego czy innego kandydata – to jest bycie obywatelem. Trochę gorzej, jak ktoś chce zbudować rzeczywistość ziemską według przepisu, który wydaje mu się że jest słuszny.”

powyższe opinie nie zmieniają jednak stanu rzeczy, z którego wynika, że na zaangażowaniu duchownych w politykę traci polityka, z której debata oparta na argumentach merytorycznych zostaje wyparta przez opartą na argumentach emocjonalnych, których bazą są nieweryfikowalne przesłanki, jakimi charakteryzuje się ex definitione wiara w rzeczywistość nadprzyrodzoną. traci również religia, której zostaje po trosze odebrana podmiotowość i która staje się tylko narzędziem wykorzystywanym do osiągania bieżących celów politycznych.

prymas Józef Kowalczyk w wywiadzie dla GW dostępnym tutaj wypowiedział między innymi bardzo mądre słowa: „Prywatnie każdy kapłan może mieć swoje poglądy, ale ambona nie służy do wskazywania ludziom, na kogo mają głosować. To absolutnie niedopuszczalne. Można jedynie modlić się o wybór człowieka prawego sumienia, który będzie dbał o dobro wszystkich obywateli.”

wybranie arcybiskupa Józefa Michalika na przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski nie przeszkodziło mu w angażowaniu się politycznym. niespecjalnie się przejął powyższymi słowami prymasa Kowalczyka i wystosował w trakcie Uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej (Boże Ciało) kazanie do wiernych, w którym powiedział między innymi „Jeśli naród nie będzie miał przywódców, którzy bronią prawa natury, prawa Bożego, prawa narodu do własnej historii, jeśli nie będzie miał przywódców mądrych, którzy będą potrafić łączyć nowoczesność z tradycją, nie rozwinie się nigdy.”

dla przypomnienia: Prezydent Polski (między innymi): „jest najwyższym przedstawicielem polskich władz, gwarantem ciągłości władzy państwowej, najwyższym organem państwa w zakresie władzy wykonawczej, czuwa nad przestrzeganiem postanowień i zapisów Konstytucji, zwierzchnikiem Sił Zbrojnych Rzeczpospolitej Polskiej.” (Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej, artykuły 126 – 145). w związku z czym wymienione przez arcybiskupa Michalika cechy kandydata na prezydenta są raczej drugorzędne, a na pewno nie są niezbędne.

trzeba wszelako przyznać uczciwie, że we wspomnianym kazaniu padły również słowa zachęcające do pójścia na wybory i oddania głosu, co nie jednak zmienia faktu, że w tak ważnym dla katolików dniu kazanie powinno dotyczyć na przykład Eucharystii i wartości Komunii świętej, a nie polityki.

Mirosław Czech w komentarzu Arcybiskup jednego procentu słusznie krytykuje słowa arcybiskupa Michalika wypowiedziane w wywiadzie dla Naszego Dziennika: „Ja zagłosuję na kandydata, który pokazał, że potrafi bronić życia niezależnie od układów, ufając, że przy swoich dużych umiejętnościach zawsze będzie wierny zasadom troski o dobro.” (cały tekst wywiadu tutaj).

w ten sposób Michalik wskazuje wprost i bezpośrednio na jednego z kandydatów (Marka Jurka), co zdecydowanie nie powinno mieć z uwagi na konkordat między Stolicą Apostolską a Rzeczpospolitą Polską, który stwierdza między innymi: „Państwo i Kościół katolicki są – każde w swej dziedzinie – niezależne i autonomiczne oraz zobowiązują się do pełnego poszanowania tej zasady we wzajemnych stosunkach i we współdziałaniu dla rozwoju człowieka i dobra wspólnego”.

Czech słusznie pisze: „Abp Michalik może uważać, że poza sprawami ochrony życia poczętego i sposobami przezwyciężania bezpłodności nie liczy się nic innego. I że właściwa postawa w tej materii daje certyfikat moralnej nieomylności. W polityce państwowej tak jednak nie jest. Dla zdecydowanej większości polskich katolików liczą się inne kwestie.” poparcie dla Marka Jurka w sondażach prezydenckich oscylujące w okolicach tak zwanego błędu statystycznego zdecydowanie potwierdza tą tezę. dodałbym jeszcze: na szczęście dla Polaków inne kwestie są ważne, choć wolałbym, żeby ich wyrazem była debata o Polsce i ważnych dla niej sprawach, a nie walka PO z PiS-em.

dzielenie społeczeństwa, żałoba i spiski

Paweł Poncyljusz w odpowiedzi na apel rodzin ofiar katastrofy pod Smoleńskiem (dostępny tutaj) twierdzi, że ten list „może być elementem gry politycznej”. mówi także: „Ja szczerze mówiąc nie widzę takich przykładów, żeby ktokolwiek dzisiaj zawłaszczał tę tragedię, szczególnie ze strony sztabu Jarosława Kaczyńskiego [..]„. (więcej: tutaj). mam wrażenie, że Poncyljusz chyba żyje  w alternatywnej rzeczywistości. chociaż z drugiej strony: czy telewizja bezczelnie agitująca za Jarosławem Kaczyńskim (przykłady tutaj i tutaj) jest częścią sztabu? nie jest. albo: czy reżyserka żenującego filmu „Solidarni 2010″ jest częścią sztabu? też nie jest. więc pod względem logicznym wszystko jest w porządku.

problem w tym, że zawłaszczanie tragedii i dzielenie Polaków następuje w niespotykany dotąd sposób, o czym bardzo mądrze pisze Tomasz Lis w komentarzu Jednomyślność kontra pluralizm. wiadomo nie od dziś, że istotą rządzenia PiS-u jest dzielenie społeczeństwa i zagospodarowywanie elektoratu, który można ogólnie określić jako „ludzie niezadowoleni z przemian III RP”. dotychczas owo dzielenie miało jakieś ramy i zasady, jednak odkąd poparcie w sondażach zaczęło spadać, a formuła Jedynych Prawdziwych Patriotów zaczęła się wyczerpywać, PiS-owi zaczął się palić grunt pod nogami. dodatkowo niektóre sondaże nie dawały większych szans Lechowi Kaczyńskiemu nie tylko na reelekcję, ale nawet na wejście do drugiej tury wyborów prezydenckich.

jak wiemy, 10.04.2010 wydarzyła się katastrofa pod Smoleńskiem, w której zginął prezydent wraz z 95 innymi osobami. nie trzeba było długo czekać, aż partia Jarosława Kaczyńskiego wystawi go jako kandydata w wyborach prezydenckich (choć przez chwilę w to wątpiłem, o czym napisałem tutaj). on sam w wygłoszonym oświadczeniu określił się jako kontynuator polityki zmarłego brata, a jego sztab przystąpił do pracy. choć właściwie w kontekście tego, co się dzieje w telewizji i internecie, powinienem powiedzieć: do brudnej roboty.

ciekawie o pewnym dualizmie związanym z żałobą pisze Waldemar Kuczyński w komentarzu Knebel Żałoby zwracając uwagę na to, że „Krytyka PiS, jego prezesa i zmarłego brata, jest przedstawiana jako przestępstwo moralne, godzenie w powagę żałoby i lekceważenie cierpienia ludzi, którzy stracili bliskich. Przy tym szantaż nie obejmuje jednakową ochroną wszystkich ofiar i dotkniętych żałobą, lecz głównie prezydenta i jego brata.” a z drugiej strony „[...] ich medialne i internetowe armie są w natarciu, wykorzystując w stopniu niespotykanym wcześniej rynsztokowy rezerwuar języka. Ich samych żałobna cenzura nie obowiązuje rzecz jasna, bo wymyślają tym, którzy, ich zdaniem, zmarłych i ich rodziny nie chcą uszanować.”

nawet w takim wypadku, jak żałoba widać, kto jest/był naprawdę ważny w PiS-ie – Jarosław Kaczyński i jego brat. pomimo śmierci innych polityków, cenzura obowiązuje tylko w przypadku wymienionej dwójki. powód jest prosty – cokolwiek może szkodzić zmarłemu Lechowi Kaczyńkiemu – jest złe. a ponieważ Jarosław Kaczyński chce (w przenośni oczywiście) za pomocą trumny brata wwieźć się do Pałacu Prezydenckiego, krytyka Lecha Kaczyńskiego może mu szkodzić i na wszelki wypadek jest wycinana, pomniejszana, zagadywana i tak dalej.

oczywiście problemem jest wspomniane przeze mnie zawłaszczanie żałoby i bezwstydne agitowanie za kandydaturą prezesa PiS-u. jednak dużo większym problemem jest istnienie zaplecza w postaci różnej maści dziennikarzy i blogerów snujących różnego rodzaju teorie spiskowe, mające na przykład na celu poinformowanie społeczeństwa, że prezydent padł ofiarą zamachu. przykładem może być jest niejaki Toyah (notabene bloger roku 2009), który w tym wpisie sugeruje, że prezydent został zamordowany. prawicowi publicyści publikujący na platformie salon24.pl nie wierzą w to, co jest przekazywane w oficjalnych kanałach informacyjnych i uważają, że wszystkim rządzą Oni, którzy chcą źle dla Polski. dlatego też mają na BLIP-ie specjalny tag: #psychiatryk24.

to, w jaki sposób PiS wykorzystuje śmierć prezydenta Lecha Kaczyńskiego do własnych, nikczemnych celów, budzi moje obrzydzenie i sprzeciw. chociaż właściwie można się było tego w pewnym sensie spodziewać po partii, która wszelkimi dostępnymi sposobami chce wrócić do władzy, by zrealizować swój wymarzony projekt, czyli IV RP. mam szczerą nadzieję, że Jarosław Kaczyński poniesie sromotną porażkę w wyborach prezydenckich, a jego partia w wyborach samorządowych i parlamentarnych. mam również nadzieję, że Grzegorz Napieralski osiągnie dobry wynik w wyborach samorządowych, a partie lewicowe w wyborach parlamentarnych i samorządowych. w przeciwnym wypadku czeka nas kolejne zmarnowane 5 lat. chyba na to nie zasłużyliśmy?

o niektórych kandydatach

jak informuje tutaj Gazeta Wyborcza, Jarosław Kaczyński jest jednym z kandydatów na prezydenta RP. mój pogląd dotyczący możliwości jego startu w wyborach wyłożyłem w tym wpisie i jak się okazało, niestety nie miałem racji.

z samego faktu startu Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich można wnosić, że oprócz sukcesu jego partii i zwycięstwa ludzi myślących tak, jak on, nie liczy się absolutnie nic. natomiast z oświadczenia Kaczyńskiego (dostępnego tutaj) można wnioskować, że jego kampania i prezydentura będzie opierać się na tworzeniu podziałów społecznych. wymienianie z imienia i nazwiska tylko osób  pasujących do jego światopoglądu oraz słowa „Tragicznie przerwane życie Prezydenta RP, śmierć elity patriotycznej Polski, oznacza dla nas jedno: musimy dokończyć Ich misję.” nie pozostawiają wątpliwości co do zamiarów tegoż kandydata. co właściwie jest do przewidzenia od 5 lat. smutne jest tylko to, że polskie społeczeństwo podąża za tego typu politykami.

Grzegorz Napieralski również postanowił kandydować na najwyższy urząd w państwie. nie ukrywam, że wolałbym, by kandydatem szeroko pojętej lewicy był ktoś inny, na przykład Ryszard Kalisz czy Janusz Zemke albo chociażby Marek Siwiec. postępowanie Napieralskiego często budzi mój zdecydowany sprzeciw, a jedną z kontrowersyjnych sytuacji  z jego udziałem skomentowałem tutaj. wszelako po rezygnacji profesora Tomasza Nałęcza i zaskakującej deklaracji przewodniczącej Partii Demokratycznej Brygidy Kuźniak jestem niejako zmuszony oddać głos w wyborach prezydenckich na kandydata SLD. nie robię tego z przyjemnością, ale jest to jedyny kandydat lewicowy i głosowanie na niego w wyborach prezydenckich jest formą poparcia lewicowego podejścia do polityki.

Sławomir Sierakowski po raz kolejny trafnie opisuje polską politykę, która od długiego czasu jest oparta na sporze między PO i PiS. w opinii pod znamiennym tytułem Od polityki śmierci do śmierci polityki określa on spór między tymi dwoma partiami jako jałowy. trudno się z tym nie zgodzić, bo polaryzacja sceny politycznej na „PiS” i „anty-PiS” skutecznie eliminuje z debaty politycznej istotne dla większości społeczeństwa tematy. ewentualnie prowadzi do ich instrumentalizacji i zdobywania kolejnych punktów w sondażach.

w normalnym kraju polityka polega na cywilizowanym spieraniu się o rzeczy ważne dla społeczeństwa, przekonywaniu do swoich racji i minimalnej współpracy dla dobra państwa, ale w Bolandzie (czyli w kraju, gdzie obecnie mieszkamy) – niekoniecznie, jak widać.

dwa spojrzenia na kampanię prezydencką

Klaus Bachmann postuluje w felietonie zamieszczonym tutaj, by w nadchodzących wyborach prezydenckich zrezygnować z kampanii wyborczej. jako analogię mającą przybliżyć ten niecodzienny pomysł podaje ustalenia holenderskich partii politycznych po zamordowaniu holenderskiego polityka Pima Fortuyna w 2002 roku. sam pomysł jest ze wszech miar dobry, ale w polskich warunkach niewykonalny ze względu choćby na niską świadomość polityczną Polaków, brak zainteresowania polityką jako taką oraz niechęć do spełniania obowiązku obywatelskiego, jakim jest uczestnictwo w wyborach.

Bachmann stawia tezę: „Polityk, który w najbliższych tygodniach stawia na konflikt, przegra. Ostatnia rzecz, którą obywatele teraz zrozumieją, to potęgowanie osobistych animozji i pogłębienie podziałów politycznych.” myślę,  że nie do końca zna on polskie społeczeństwo. kwestia tego, czy „obywatele zrozumieją” miałaby zastosowanie  w warunkach dojrzałej demokracji w kraju Europy Zachodniej. w Polsce niestety polityka opiera się na tworzeniu podziałów, uwypuklaniu różnic i zagospodarowywaniu podzielonego elektoratu. oczywiście samo różnicowanie nie jest złe, natomiast złe jest , jeśli zostanie dołożona do tego nieumiejętność współpracy, a tę niestety mamy opanowaną do perfekcji.

hipoteza Cezarego Michalskiego wyrażona w felietonie Witajcie w niebezpiecznych czasach jest podobnie nieprzystająca do polskiego społeczeństwa. nie wiem, skąd autor wysnuwa wniosek, że „Polacy nadal wietrzą spisek”, „Polakom jeszcze mało” czy „wciąż nie lubią Rosjan”. oczywiście są grupy osób ulokowane na prawicy, które z nienawiści do Rosji uczyniły sobie jeden ze sztandarów (duża część tych gigantów myśli politycznej  jest aktywna na platformie blogowej salon24.pl czy na portalu fronda.pl), jednak nie sądzę, by uprawniało to autora do podobnych uogólnień. wymienione przeze mnie osoby stanowią na szczęście margines, większość zarówno Polaków, jak i polityków chce polepszenia stosunków z Rosją i widzi w tym obopólny interes.

Michalski sugeruje ponadto w swoim felietonie, że Jarosław Kaczyński wystartuje w wyborach prezydenckich z ramienia PiS-u. ta hipoteza wydaje mi się kompletnie nieprawdopodobna ze względu na to, że przeżywa on osobistą tragedię, jaką jest śmierć brata. poza tym jego matka jest od dłuższego czasu w szpitalu, a jej stan się nie poprawia, co więcej: w każdej chwili pani Jadwiga Kaczyńska może umrzeć. naprawdę trudno mi sobie wyobrazić, by w takiej sytuacji Jarosław Kaczyński zdecydował się na kandydowanie w wyborach prezydenckich. wszelako jeśli tak by się stało, oznaczałoby to, że jest kimś w rodzaju bezdusznego cyborga, jego życiem rządzi tylko i wyłącznie polityka, a nikt i nic innego się nie liczy. niejako na fali współczucia i optymizmu takiego scenariusza nie przyjmuję do wiadomości. czas pokaże, czy miałem rację.

z całą pewnością należy wziąć pod uwagę, że kampania, która wbrew sugestii Bachmanna się raczej odbędzie, może być brutalna i wyniszczająca dla polskiej sceny politycznej, a podziały przez nią stworzone mogą być jeszcze  trwalsze i trudniejsze do zasypania, niż te, które zafundowała nam wojna na górze. w pewnym sensie preludium do takiego czarnego scenariusza stanowi pomysł pochowania zmarłego prezydenta na Wawelu, w który zupełnie niepotrzebnie włączył się Kościół katolicki w osobie kardynała Stanisława Dziwisza. i nie jest ważne, kto wyszedł z taką propozycją – ważne, że ona zaistniała w świadomości Polaków, skutecznie ich dzieląc zaledwie cztery dni od tragicznej śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Michalski daje pewną radę utrudniającą rozpętanie nowej wojny politycznej: włączanie wszystkich partii w proces decyzyjny dotyczący powoływania choćby następców zmarłych polityków. aczkolwiek sprawa nie jest tak prosta, bo jak słusznie zauważa autor komentarza nr 9 pod wspomnianym felietonem: „PiS wyślizguje się od jakiejkolwiek współpracy, uchyla od współudziału w decyzjach. Na wszystko „teraz nie czas”, „uszanujmy”, „się pochylmy”. [...] W oczywisty sposób chcą sprowokować Komorowskiego do błędu. Jeżeli będzie czekał, aż oni „otrząsną się z szoku”, zarzucą mu później bezczynność i brak charakteru, jeżeli zacznie działać – uzurpację. A jeżeli jeszcze przypadkiem spadłoby PiS-owi z nieba uchybienie jakiejś procedurze prawnej, zawalenie jakiegoś terminu etc, ogłosiliby, że PO dokonuje zamachu na ład konstytucyjny.” na razie jest ze strony PiS-u zrozumiała cisza, ale nie można wykluczyć, że później właśnie tak sprawy się potoczą.

mam nadzieję, że uda się znaleźć sensowne rozwiązanie tego klinczu, w którym aktualnie znalazła się polska polityka. w przeciwnym razie znowu będą nią rządzić trumny, dyskurs publiczny znowu będzie się toczył wokół  sztucznie kreowanych tematów zastępczych, sprawy istotne z punktu widzenia zwykłego obywatela będą pomijane, a perspektywa zmian na lepsze oddali się poza dostrzegalny horyzont.

http://www.krytykapolityczna.pl/Opinie/Michalski-Witajcie-w-niebezpiecznych-czasach/menu-id-197.html

stan natury i cywilizacja

ponieważ aktualnie gorącym tematem są prawybory prezydenckie w PO, pozwolę sobie polecić szanownym czytelnikom felieton Cezarego Michalskiego Prawybory i cywilizacja. dla autora felietonu same prawybory dotyczące kandydata PO na prezydenta są punktem wyjścia do krótkiej analizy pod względem filozofii politycznej polskiego systemu partyjnego oraz systemów partyjnych USA i Europy Zachodniej.

zdaniem Michalskiego jedną z podstawowych różnic między Polską a krajami zachodnimi jest umiejętność kooperacji, której polskim politykom brakuje. przy czym nie chodzi tu tylko o najbardziej nasuwającą się na myśl kooperację międzypartyjną, ale również wewnątrzpartyjną, oznaczającą umiejętność współpracy między członkami władz tej samej partii. świetnym przykładem jest przywołana w felietonie umiejętność współpracy Baracka Obamy i Hillary Clinton, kiedyś ostro i bez pardonu walczących o nominację prezydencką Partii Demokratycznej, a aktualnie będących odpowiednio: prezydentem USA i sekretarzem stanu w jego gabinecie.

kolejną istotną różnicą jest umiejętność sukcesji władzy, rozumianej zarówno jako przekazanie władzy w ramach zmiany na stanowisku premiera, jak i zmiany pokoleniowej w partii politycznej. w Polsce właściwie chyba nie ma partii politycznej, która wychowałaby sobie następców. jeden Olejniczak wiosny nie czyni, w dodatku cieszy się on w SLD mniejszym poparciem, niż na to zasługuje.

na końcu felietonu Michalski składa zaskakującą na pierwszy rzut oka deklarację: mianowicie wyznaje, że jest za parytetami. jednak parytety nie są dla niego prostym zabiegiem umożliwiającym kobietom większy udział w polityce poprzez równą reprezentację na listach wyborczych, ale  środkiem do wprowadzenia do dyskursu publicznego logiki innej niż męska i zainteresowań innych niż męskie. co w efekcie pozwoli polską politykę zbliżyć standardami do polityki w krajach zachodnich.

marionetki i zaangażowane dziennikarstwo

obejrzałem sobie film Tomasza Sekielskiego „Władcy marionetek”. niby wiem, że politycy kłamią i nie dotrzymują obietnic składanych wyborcom, ale w trakcie oglądania filmu otwierałem coraz szerzej oczy nie mogąc wyjść ze zdumienia skalą tego zjawiska. mogę powiedzieć, że wtedy film zrobił na mnie duże wrażenie.

po jakimś czasie przeczytałem felieton Magdaleny Błędowskiej Jak nie zostałam zaangażowaną dziennikarką TVN-u i nieco się zmienił mój pogląd na sam film oraz poruszane w nim kwestie. w gruncie rzeczy nowatorskość tego filmu polega głównie na tym, że jest on kręcony w nowoczesny sposób, a jego emisja nastąpiła w trakcie rządów mimo wszystko stosunkowo stabilnych, jeśli chodzi o polską politykę. mimo wszystko czymś nowym są też wypowiedzi specjalistów od public relations, którzy mówią wprost, że pomagają politykom wciskać ludziom kit, że tak powiem kolokwialnie.

dla mnie bardzie odkrywczy był film  Marcela Łozińskiego „Jak to się robi”, który pokazywał, jak można z każdego  człowieka „zrobić”  polityka i co jest do tego potrzebne. ale trudno porównywać Sekielskiego do Łozińskiego. nie ten poziom i nie ta klasa. poza tym myślę, że kierownictwo TVN24 jest świadome, że film odkrywający zbyt wiele, jeśli chodzi o polską politykę byłby zbyt ryzykowny.

zupełnie inne podejście do samego filmu i problemu prezentuje Cezary Michalski w felietonie Władcy dziennikarskich marionetek. oczywiście Michalski pokazuje także słabe strony filmu Sekielskiego i oraz obnaża mechanizmy sprawiające, że ten film się tak dobrze ogląda mając wrażenie, że jest on niezwykle odważny i nowatorski.

jednak prawdziwy problem Michalski widzi gdzie indziej – w podziale mediów, który dokonał się jakiś czas temu. dokładny czas oczywiście trudno ustalić, ale najprawdopodobniej stało się to w okresie rządów PiS-u. można uznać z grubsza, że  podział ten przebiega wzdłuż linii dzielącej PO i PiS. oczywiście Michalski nie ma na myśli prostego podziału dotyczącego władz poszczególnych stacji telewizyjnych czy gazet. nie, media są podzielone według sympatii i antypatii politycznych.

wydaje mi się, że podział zaproponowany przez Michalskiego jest dość klarowny i na chwilę obecną prawdziwy. mógłbym dodać: niestety prawdziwy. media czasami nazywane czwartą władzą powinny pełnić funkcję opisującą rzeczywistość w sposób w miarę niezafałszowany. powinny także kontrolować polityków, jeśli chodzi o wypełnianie obietnic wyborczych oraz nadużywanie władzy. niestety w obecnym układzie media w jakimś  stopniu są tubą propagandową dla jednej i drugiej partii, a dziennikarze dobrze się czują w roli klakierów.

taka sytuacja psuje zarówno politykę, jak  i media: politycy mają świadomość bezkarności, a dziennikarze nie muszą się wysilać i utrwalają czarno-biały podział świata polskiej polityki proponowany przez PO i PiS.

o parytetach, kohabitacji i pozornych oszczędnościach

w tym artykule Henryka Bochniarz wyjaśnia, dlaczego popiera parytety. warto się z nim zapoznać, żeby nie bredzić tak, jak Liliana Sonik we wczorajszym programie Bogdana Rymanowskiego. w wymienionym programie występowała również Kazimiera Szczuka, którą górowała nad L. Sonik opanowaniem, inteligencją i merytorycznymi argumentami. Rymanowski albo udawał głupiego, albo taki ma styl prowadzenia swoich programów, w każdym razie zadawał średnio mądre pytania, które nakręcały tak zwaną debatę, ale nie wnosiły nic konstruktywnego. otrzymał on moim zdaniem  zdecydowanie niesłusznie nagrodę Dziennikarza Roku 2008. zresztą nie tylko moim zdaniem, tutaj jest celny komentarz Piotra Pacewicza.

Platforma Obywatelska ustami swojego przewodniczącego ogłosiła propozycje zmian w konstytucji, można się z nimi zapoznać tutaj. może ktoś niewyrobiony politycznie da się nabrać populistyczne propozycje PO, czyli oszczędności, które teoretycznie wynikną ze zmniejszenia liczby posłów i senatorów albo ograniczenie władzy prezydenta, które byłoby możliwe do uchylenia zwykłą większością głosów. moim zdaniem prawdziwym powodem zmian proponowanych przez PO jest chęć zawłaszczenia dla siebie całej władzy. wszystko to nie jest oczywiście czynione tak ordynarnie, jak za rządów PiS, za to konsekwencje tego procesu będą trwalsze.

a przecież by kohabitacja prezydenta z rządem była mniej problemowa, wystarczy dobra wola z jednej i drugiej strony. pozostałe kwestie poruszone przez PO da się załatwić odpowiednimi zmianami w regulaminie Sejmu czy  poprawkami do ustaw. ale nie, zbliżają się wybory, więc trzeba pokazać ludowi, że politycy się o niego troszczą. a że pomysły polityków są kretyńskie? trudno, ważne jest to, że się w mediach mówi o partii. nieważne jak mówią, byleby mówili, jak mówi znane powiedzenie branży reklamowej. w przypadku PO jest to podwójnie słuszne, bo partia ta skupia się przede wszystkim na public relations, zamiast zająć się prawdziwymi problemami.