różne różności

Polska przedszkolami nie stoi

tutaj jest wywiad z Przemysławem Sadurą (członkiem redakcji Krytyki Politycznej), który mówi o przedszkolach. mówi on o powodach, dla których chodzenie do przedszkola jest ważne dla rozwoju małego dziecka. po pierwsze: dla rozwoju społecznego małego dziecka i uczenia go nowych umiejętności oraz funkcjonowania w grupie. po drugie: dziecko chodzące do przedszkola umożliwi funkcjonowanie na rynku pracy większej ilości kobiet, zarówno „babć” (50+), jak i matek (30+).

po zlikwidowaniu dużej ilości przedszkoli państwowych po 1989 roku i umożliwieniu tworzenia przedszkoli prywatnych nagle okazało się, że tych drugich jest zdecydowanie za mało w stosunku do potrzeb. świadomie pomijam tutaj fakt, że są one płatne, chociaż wydatki związane z posiadaniem dziecka są na tyle duże, że przedszkole powinno być dobrem ogólnie dostępnym jeśli nie za darmo, to na pewno za kwotę będącą w zasięgu przeciętnego Kowalskiego.

Sadura tłumaczy ten fakt błędnym myśleniem państwa o społeczeństwie obywatelskim, które miałoby zastąpić państwo w realizacji różnych zadań. jednakże jest jeszcze druga przyczyna: przepisy związane z otwarciem prywatnego przedszkola skutecznie zniechęcają obywateli do podejmowania tego typu inicjatyw. być może to jest jedną z przyczyn wysokich kosztów uczęszczania dziecka do takiego przedszkola, które są zaporą dla mniej zamożnych rodziców.

przedszkola prywatne mają jeszcze jedną wadę, na którą zwraca uwagę Sadura: przyczyniają się do pewnej gettoizacji i tworzenia podziału dzieci na bogatsze, uczęszczające do przedszkoli prywatnych i biedniejsze, uczęszczające do przedszkoli publicznych. takie rozwiązania nie są dobre choćby z powodu braku różnorodności, która jest podstawową wartością społeczeństwa jako takiego, a która umożliwia człowiekowi rozwój.

podobne intuicje można odnaleźć w wywiadzie z Julią Kubisą (wiceprezeską fundacji MaMa) zamieszczonym tutaj. podkreśla ona rolę przedszkola jako miejsca socjalizacji, którego nikt nie jest w stanie zastąpić w tej funkcji. w związku tym niechodzenie do przedszkola rzutuje potem negatywnie na to, jak dziecko sobie radzi w późniejszych latach nauki i w kontaktach z rówieśnikami.

Kubisa słusznie oburza się na to, że ogromne pieniądze są przeznaczane na budowę stadionów czy armię, a na naukę i rozwój nie. trudno nie przyznać jej racji. widać tutaj ogromną niesprawiedliwość i patriarchalny punkt widzenia. bowiem sport i wojsko są domeną mężczyzn, na którą jakoś nigdy nie brakuje pieniędzy, nawet w czasach kryzysu. natomiast (póki co!) wychowanie dzieci jest domeną kobiet, a że mężczyźni nie chcą się z nimi dzielić środkami, brakuje pieniędzy na budowę żłobków/przedszkoli/Fundusz Alimentacyjny/itd.

zapewne w krajach Europy Zachodniej, do której tak chętnie się porównujemy i aspirujemy przeznacza się duże nakłady na naukę, inwestuje się w edukację, czy ogólnie rzecz ujmując: myśli się w systemowy sposób o przyszłości państwa. czemu więc nie weźmiemy wzoru z krajów, które inwestują w naukę, badania i rozwój? czemu nie myślimy o przyszłości państwa, zaczynając od budowy przedszkoli i zwiększenia nakładów na edukację, skończywszy na reformie szkolnictwa wyższego?

luksusowe dzieci i ślepi wyborcy

Adam Leszczyński w komentarzu Dzieci – dobro luksusowe cytuje wywiad z profesor Krystyną Iglicką, niestety  jest on dostępny wyłącznie w wersji papierowej dziennika Polska – The Times. profesor Iglicka zwraca uwagę na zmiany zachodzące w świadomości Polek i Polaków dotyczące kwestii posiadania dzieci. zwiększony współczynnik scholaryzacji i związana z nim większa ilość pracujących, a więc lepiej sytuowanych kobiet czy zmiany obyczajowe – to wszystko zdaniem pani profesor wpływa na to, że Polki i Polacy coraz później decydują się na posiadanie dziecka. dodatkowo wśród wykształconych młodych ludzi jest to coraz częściej decyzja świadoma, poprzedzona refleksją dotyczącą tego, jak posiadanie dziecka wpłynie na karierę zawodową obojga rodziców.

nie czytałem całego wywiadu, ale choćby z cytowanych fragmentów widać, że powinien on zostać przyswojony przez polityków wszelkiej maści, zanim zabiorą się za tworzenie aktów prawnych związanych z tak zwaną politykę prorodzinną. w Polsce ogranicza się ona do becikowego i regulacji porozrzucanych po różnych ustawach, ale nie widać  w tym żadnej myśli przewodniej czy podejścia systemowego. a jest ono potrzebne choćby ze względu na to, że za kilkanaście/kilkadziesiąt lat ZUS nie będzie miał z czego wypłacać przyszłych emerytur, bo nie będzie wystarczającej liczby osób w wieku produkcyjnym przekazujących składki.

tutaj jest świetny komentarz Marcina Kąckiego i Ewy Milewicz dotyczący wyroku pozbawienia wolności dla Andrzeja Leppera i Stanisława Łyżwińskiego w związku z wykorzystywaniem seksualnym Anety Krawczyk. cała ta sprawa budziła  i budzi mój głęboki niesmak dotyczący przede wszystkim samego faktu, a po wtóre dlatego, że sprawcami tego odrażającego czynu byli prominentni politycy, z którymi Jarosław Kaczyński tworzył koalicję  rządzącą. mówię o tym samym Jarosławie Kaczyńskim, który w dobrych stosunkach z ojcem Tadeuszem Rydzykiem, a przy każdej okazji, która może jemu samemu i jego partii przynieść wzrost popularności, powołuje się na wartości chrześcijańskie.

najgorsze zaś wydaje mi się to, że mimo tych i podobnych spraw Kaczyński i jego partia cieszą się poparciem sporej części społeczeństwa. zastanawiam się, jakim trzeba być fanatykiem, żeby chcieć głosować na kogoś takiego, jak on. albo: jak bardzo trzeba być ślepym, żeby nie widzieć tej całej zgnilizny moralnej, która kryje się pod przykrywką pięknych słów o papieżu i ojczyźnie. czy wreszcie: jak bardzo można siebie nie szanować, by popierać osobę, która tworzyła rząd z kimś, kto pozbawia godności kogoś innego. nie pojmuję powyższych postaw i chyba są one poza moim zasięgiem intelektualnym.

co warto przeczytać – Krytyka Polityczna

czytuję Krytykę Polityczną i zaglądam na jej stronę internetową. a są na tej stronie czasami bardzo ciekawe teksty. paroma z nich postanowiłem się podzielić z szanownymi Czytelnikami.

wygląda na to, że coś się zaczyna dziać, jeśli chodzi o politykę prorodzinną. dowodzą tego informacje zamieszczone tutaj. oczywiście jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale od czegoś trzeba zacząć. mam nadzieję, że za tym pójdą inne regulacje prawne, na przykład obowiązkowość urlopu ojcowskiego czy więcej środków przeznaczonych na żłobki i przedszkola.

jeśli chodzi o przedszkola, to Jan Smoleński w artykule Coroczny przedszkolny dramat stawia niewesołą diagnozę dotyczącą konsekwencji braku przedszkoli. sytuacja, w której do przedszkoli uczęszcza 28% polskich dzieci, prowadzi według autora do dyskryminacji kobiet na rynku pracy (co będzie skutkowało niższą emeryturą w przyszłości), przechodzenia dużej ilości kobiet na wcześniejszą emeryturę (co skutkuje tym, że  aktualnie otrzymują one mniejsze świadczenia) oraz utrwalaniem podziałów klasowych (ci, których na to stać, oddają dzieci do przedszkoli prywatnych).

w kwestii społeczeństwa informacyjnego wypowiadają się Jarosław Lipszyc (Prawa podstawowe społeczeństwa informacyjnego) i Katarzyna Szymielewicz (Wolność w społeczeństwie informacyjnym). J. Lipszyc pokazuje nieadekwatność podstawowych dokumentów gwarantujących wolności obywatelskie (Powszechna deklaracja praw człowieka i obywatela, Karta praw podstawowych, Konwencja o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności) do nowoczesnych technologii mających coraz większy wpływ na nasze życie.  temat ten porusza również K. Szymielewicz, pisząc o kwestii gromadzenia danych, przechowywania ich i dostępu do nich. z tekstu jasno wynika, że rząd przy okazji prac nad ustawą antyhazardową chciał wprowadzić w życie przepisy zwiększające możliwości inwigilacji obywateli oraz przekazujące niebezpiecznie dużą władzę w ręce różnego rodzaju służb mundurowych. na razie nic z tego nie wyszło, ale z oczywistych względów (por. Rok 1984 Orwella) należy być czujnym i do tego nie dopuścić.

Bartłomiej Kozek w tekście Kolejna ofiara „historycznych kompromisów” pisze o odwołaniu Magdaleny Jethon ze stanowiska dyrektorki programu III Polskiego Radia i powołaniu na to miejsce Jacka Sobali. niegdysiejsi słuchacze Radia BIS wiedzą, jak się J. Sobala niechlubnie zasłużył. dość powiedzieć, że za jego rządów z Radia BIS odeszli najwartościowsi prowadzący audycje (Novika, Aleksandra Kaczkowska, Max Cegielski, Pan Duże Pe i inni), a sama stacja straciła wielu słuchaczy, na których pracowała bardzo długo. dla porządku należy przypomnieć, że cała ta sytuacja miała miejsce dzięki porozumieniu SLD i PiS. zaprawdę, trzeba być skończonym idiotą, aby w taki sposób się zapisywać w polskiej polityce. na szczęście zasada (dotychczas się sprawdzająca polskiej polityce) mówi, że ten kto ma media, przegrywa wybory.

Ministerstwo Pracy + ciąża = problem

tutaj pisałem o dymisji minister Agnieszki Chłoń-Domińczak. wygląda na to, że w Ministerstwie Pracy są nieprzeliczone zastępy fachowców, skoro są oni zwalniani pod byle pretekstem. o kolejnym przykładzie informuje GW w tym artykule. kiedy czytam coś takiego, nóż mi się w kieszeni otwiera, mówiąc obrazowo.

nie chcę nikomu ubliżać, ale minister Jolanta Fedak z całą pewnością nie zna dwóch dość oczywistych prawd. pozwolę je sobie zacytować:

  • dobrego szefa poznaje się po tym, jakich współpracowników potrafi sobie dobrać,
  • nie miałaby żadnej władzy, gdyby nie została jej dana (por. J 19, 11).

pozwolę sobie również zauważyć, że kobiety w takich sytuacjach jak ciąża powinny się wspierać. zresztą nie tylko w takich. ale cóż, widocznie minister Fedak dobrze się czuje w patriarchalno-liberalnym pancerzu. życzę jej powodzenia w upodabnianiu się do męskiego teamu premiera Donalda Tuska.

dodatkowego smrodu całej sprawie dodaje fakt, że ma ona miejsce w Ministerstwie Pracy, a więc miejscu, gdzie z definicji powinno się wiedzieć, co wypada, jeśli chodzi o pracownika, a czego się nie robi. ale widać nie wszyscy prezentują wystarczający poziom moralno-etyczny do pełnienia służby publicznej. w takich chwilach myślę o takich ministrach, jak Tadeusz Zieliński, Andrzej Bączkowki czy nieodżałowany Jacek Kuroń i o tym, jak wiele aktualnym ministrom brakuje do nich, jeśli chodzi o pracowitość, zasady etyczno-moralne i poziom kultury osobistej. ale cóż, wszystko się zmienia. tylko dlaczego na gorsze…

o rodzeniu i posiadaniu dzieci

tutaj jest ciekawy artykuł na temat odszkodowania zasądzonego dla matki 9-letniego Szymona. dziecko wskutek ewidentnego błędu lekarzy i ich opieszałości urodziło się kalekie.

uważam, że te pieniądze powinny być wypłacane nie z kasy szpitala, który i tak jest zadłużony (swoją drogą polisy nie wykupili, czy jak?), ale z kieszeni lekarzy, którzy do tego dopuścili. może to nauczyłoby jednego z drugim rozumu i odpowiedzialności za swoje postępowanie. nie mają? niech wezmą kredyt, sprzedadzą mieszkanie, dom, samochód albo nerkę, ale niech poniosą konsekwencje swoich błędów.

nie przepadam za USA, ale tam jest to elegancko załatwione. spartoliłeś coś – płacisz. chyba, że masz polisę, wtedy płaci towarzystwo ubezpieczeniowe. ale ty za to płacisz składki. proste. podobnie powinno być w przypadku badań prenatalnych i odszkodowań z tytułu tak zwanego „złego urodzenia” (wiem, sformułowanie nieszczególne), choć tu jest sprawa dużo bardziej zagmatwana ze względu na samą materię. ale mechanizm odpowiedzialności powinien być ten sam.

w pewnym sensie powiązany z poruszoną przeze mnie tematyką jest artykuł zamieszczony tutaj. widać z niego jasno, że porządną politykę prorodzinną można prowadzić nawet w kraju o nie aż tak dużej zamożności, doświadczonym również przez rządy komunistyczne, w kraju będącym nieomal europejskim synonimem biedy i ubóstwa. mianowicie w Rumunii. świadomie używam przerysowanych określeń, aby pokazać, że nie trzeba być Szwecją czy Francją, żeby zadbać o wzrost przyrostu naturalnego i zapobiec gwałtownemu zestarzeniu się społeczeństwa, a co za tym idzie, załamaniu gospodarczemu w przyszłości.

trzeba tylko chcieć o tym pomyśleć, chcieć się tym zająć, odłożyć na bok różnice światopoglądowe i prywatne animozje, zaprzestać małych wojenek i wykorzystywania ważnych spraw do zwiększania słupków w sondażach. trzeba chcieć pomyśleć o przyszłości nie tylko w horyzoncie najbliższych wyborów, ale w horyzoncie przyszłości swoich dzieci i wnuków. jak widać, w Rumunii są mądrzejsi politycy niż w Polsce, przynajmniej w tej kwestii, która last but not least jest kwestią dotyczącą przyszłości całego narodu, a więc w pewnym sensie sprawdzianem patriotyzmu.

a co mamy w Polsce w ramach tak zwanej polityki polityki prorodzinnej? oto, co mamy:

  • becikowe (ale tylko dla kobiet chodzących do lekarza i mogących swoje wizyty udokumentować),
  • debilny pomysł rejestracji ciężarnych kobiet, z którego się na szczęście wycofano (podobna ewidencja była w Rumunii pod rządami Ceausescu),
  • deklaracje polityków o pomocy matkom z jednej strony, a z drugiej zamykanie żłobków i przedszkoli,
  • z jednej strony kodeks pracy, który nie pozwala zwolnić kobiety będącej w ciąży czy na urlopie macierzyńskim/wychowawczym, a z drugiej strony pracodawców, którzy większość kobiet wracających do pracy natychmiast zwalniają,
  • brak tradycji wykonywania przez kobiety wychowujące małe dzieci niektórych prac w domu, na pół etatu, przez parę dni w tygodniu. tradycji na zgniłym i zepsutym Zachodzie bardzo popularnej. ale przecież co się będzie Polska dobrymi rozwiązaniami inspirować. lepiej wymyślać koło od nowa…
  • traktowanie matek z dzieckiem jak osoby nieomal upośledzone i tworzenie swoistych gett,
  • zamykanie przestrzeni publicznej dla kobiety z wózkiem poprzez bariery architektoniczne (fundacja MaMa wie duuużo na ten temat),

…i inne przykłady „mądrych” rozwiązań.

i dziwić się, że w Polsce spada przyrost naturalny. a ja się zapytam: a jak ma rosnąć, skoro posiadanie dziecka wiąże się z tyloma problemami. nie mówię o posiadaniu dzieci (więcej niż 1), które graniczy z heroizmem ze względów „organizacyjnych”, że nie wspomnę o kłopotach innego rodzaju.

z okazji Dnia Matki

w poprzednim wpisie pisałem o krótkowzroczności polityków i kandydatów na stanowiska publiczne. oto jeden z przykładów. profesor Magdalena Środa w jednym ze swoich genialnych felietonów opisuje, jak to jest fajnie być matką w Polsce. zresztą nie tylko matką, po prostu kobietą. felieton ów znajduje się tutaj.

przyznam się, że kiedy go czytałem, naprawdę zjeżyły mi się włosy na głowie. i ogarnęła mnie trwoga, że sprawy tak ważne dla swojej przyszłości państwo ma w głębokim poważaniu, nazywając rzecz delikatnie. przerażająca jest głupota i cynizm polityków, którzy w imię wyższych słupków w sondażach, przekonania o własnej nieomylności i wyższości własnych poglądów uważają, że wolno im forsować rozwiązania sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem, bezużyteczne i krzywdzące dla kobiet.

oczywiście politycy, jak większość ludzi, zakładają złą wolę adresatów tworzonego przez nich prawa. bo nieporównywalnie łatwiej tworzyć prawo oparte na zakazach, karach i abstrakcjach, niż prawo wspierające inicjatywy, pomagające i oparte na zdrowym rozsądku i konkretach.

na szczęście istnieje ktoś taki, jak profesor M. Środa, która przywraca nadzieję na to, że jednak istnieją w przestrzeni publicznej osoby, które stanowią obietnicę tworzenia dobrego prawa i tego, że głos oddany na nie w wyborach nie będzie głosem straconym, ale będzie dobrą inwestycją na najbliższą kadencję.