EuroPride, mama i tata
w dniach 09.07 – 18.07.2010 w Warszawie odbędzie się EuroPride, czyli ogólnoeuropejski festiwal środowisk LGBT, na który składają się różnorakie imprezy o charakterze kulturalnym i społecznym (szczegółowy program jest dostępny tutaj). mottem festiwalu będzie hasło „Wolność, Równość, Tolerancja” (swoją drogą w polskich warunkach jest to niestety w dalszym ciągu sformułowanie oczekiwań niż określenie stanu faktycznego).
o tym, że impreza się odbędzie w Polsce, wiadomo od długiego czasu. tym bardziej dziwi inicjatywa, z którą nagle wystąpiła Fundacja Mamy i Taty, która w „Rzeczypospolitej” z 05.06.2010 opublikowała w formie ogłoszenia reklamowego swój apel, dostępny także w wersji elektronicznej tutaj. pod wersją papierową apelu podpisanych jest 31 osób ze świata nauki i kultury, a podpisać online może każdy na stronie fundacji.
we wspomnianym apelu można przeczytać między innymi, że EuroPride ma na celu „propagowanie legalizacji związków osób tej samej płci. Doświadczenia krajów Europy zachodniej pokazują, że jest to pierwszy etap na drodze do adopcji dzieci przez pary homoseksualne.” to ciekawe, bo na przykład tutaj Tomasz Bączkowski, jeden z organizatorów mówi co innego: „To święto równości i impreza kulturalna składająca się z wystaw, koncertów, projekcji – przekonuje. – Sygnatariusze listu źle odczytali, po co jest parada. Ma wymiar symboliczny. Przypomina o walce z dyskryminacją.” w podobnym tonie wypowiada się tutaj Krzysztof Śmiszek z Polskiego Towarzystwa Antydyskryminacyjnego, który mówi o postulatach EuroPride: „Pokazać Polakom, że ta ogromna grupa osób LGBT żyjąca w naszym kraju czuje się dyskryminowana i domaga się rozwiązań, które mogłyby ułatwić im życie.”
wygląda na to, że autorzy wspomnianego listu wykazali się niewiedzą na temat celów festiwalu i intencji jego organizatorów. nie jest to fakt specjalnie zaskakujący w polskich warunkach. smutne jest jedynie to, że wielu wykształconych ludzi, po których możnaby się spodziewać zgoła innego podejścia do spraw mniejszości i dyskryminacji, podpisało się pod czymś, co opiera się na przeinaczaniu faktów, operowaniu ogólnikowymi danymi i nadinterpretacji rzeczywistości.
tym bardziej należy cieszyć się, że Fundacja MaMa opublikowała na stronie feminoteka.pl swój list, w którym popiera postulaty festiwalu. znalazły się tam bardzo ważne słowa: „Fundacja MaMa chce świata wolnego od uprzedzeń. Chcemy wychowywać nasze dzieci w duchu tolerancji, w duchu różnorodności. Uważamy, że udział w EuroPride to dobra lekcja obywatelskiej postawy, otwartości na innych.” jak pisze w komentarzu Sylwia Chutnik, jedna z prezesek MaMy: „[..] napisałyśmy go po to, aby nikt nas nie pomylił z tamtą fundacją. I aby pokazać, że rodzice popierają EuroPride”.
o liście i fundacji piszą też między innymi navaira i panopticum. zachęcam do lektury.
o kapłaństwie kobiet czyli Bolanda wita
spółka autorska Jarosław Makowski & Kazimierz Bem opublikowała w Rzeczypospolitej ciekawy artykuł pod tytułem Matki, żony, pastorki, w którym opisywany jest problem kapłaństwa kobiet i stosunku do tego postulatu w Polsce. ów stosunek najlepiej wyraził prymas Józef Glemp mówiąc, że „powołaniem kobiety nie jest kapłaństwo, ale jedynie bycie matką kapłana”. doskonale to współgra z wizją polskich prawicowych polityków i publicystów (przeważnie mężczyzn), wedle których powołaniem kobiety jest rodzenie dzieci, czyli obywateli państwa polskiego. jak niesłychanie zubażająca jest to interpretacja, nie trzeba nikogo przekonywać. choć z drugiej strony niektóre kobiety również wyznają taką wizję siebie, na przykład te związane z seminarium naukowym kobieta21 i publikujące tutaj.
autorzy artykułu słusznie konstatują, że problem ordynacji kobiet nie jest tylko problemem Kościoła katolickiego, ale również Kościołów protestanckich w Polsce. przy czym jeśli chodzi o katolików, to papież Jan Paweł II wyraził zdecydowany sprzeciw tej idei, a papież Benedykt XVI go tylko podtrzymał. w związku z czym w ogóle rozpoczęcia jakiejkolwiek dyskusji na temat ordynacji kobiet w Kościele katolickim można się spodziewać najwcześniej za pontyfikatu następnego papieża, jeśli nie później. natomiast w przypadku protestantów istnieją tylko (?) „bariery socjologiczne”, które uniemożliwiają ordynację kobiet. problem w tym, że owe bariery można pokonać tylko robiąc coś, co wcześniej wydawało się nie do pomyślenia.
przypomnę, że kiedyś nikt nie wyobrażał sobie kobiety chodzącej w spodniach, pracującej zawodowo czy będącej szefem międzynarodowej korporacji itd., a jednak we wszystkich wymienionych przeze mnie przypadkach i wielu innych znalazła się pierwsza odważna, która udowodniła, że jednak można i da się. warto iść tym tropem, bo tylko w analogiczny sposób ludzie przyzwyczają się do kobiety sprawującej Nabożeństwo Wieczerzy Pańskiej w Kościele protestanckim. oczywiście by nie skończyło się to kolejnym poddaństwem kobiet, konieczne jest także ordynowanie kobiet na biskupów.
wydaje się właściwie nie do pomyślenia, by o sprawach związanych z rolą i miejscem kobiety w Kościele, a dotyczących wbrew pozorom zarówno mężczyzn, jak i kobiet, decydowali tylko mężczyźni. niestety aktualnie sytuacja tak właśnie wygląda w Polsce. zdanie nielicznych kobiet będących członkiniami różnych gremiów kościelnych albo nie jest brane pod uwagę, albo jest przegłosowywane. a przecież kobiety mogłyby Kościół tyle nauczyć, jeśliby im pozwolono na to. ale mężczyźni uważają zdanie kobiet za niewarte uwagi, jak widać.
podobnie sytuacja kobiety wygląda w polskim społeczeństwie, o czym pisałem nieraz na moim blogu. wystarczy kliknąć po prawej stronie tag „feminizm” albo po prostu kliknąć tutaj. o przykładach dyskryminacji kobiet informuje ponadto feminoteka.pl. również autorzy wspomnianego artykułu podają przykłady tego, jak widziana jest kobieta w polskim społeczeństwie. niestety także ze strony władzy ustawodawczej i sądowniczej, która powinna być wzorem traktowania kobiety jako podmiotu, a nie przedmiotu. a jak jest, każdy widzi – jest bardzo źle.
bardzo mądrze i słusznie Bem i Makowski zauważają, że: „Jeśli jakieś rozwiązania wydają się słuszne i sprawiedliwe, należy je realizować niezależnie od ideologicznego zabarwienia.” szkoda, że podobnego zdania jest tak niewielu polityków, którzy koniecznie muszą przeforsować swoje pomysły nie patrząc na dokonania poprzedników, którzy byli odmiennej orientacji politycznej. oczywiście mówię o Polsce, w cywilizowanych krajach kooperacja polityczna na rzecz wspólnego dobra jest możliwa. wszelako nadzieję, na to, że Polska kiedyś dołączy do ich grona zaczynam powoli tracić, bo na razie jesteśmy Bolandą. pytanie brzmi: jak długo jeszcze?
Elżbieta Radziszewska dostarcza
popełniłem tutaj wpis dotyczący minister Elżbiety Radziszewskiej, ale po namyśle uznałem, że pani minister ds. równego traktowania zasługuje na coś więcej, niż trzyzdaniowy wpis. postanowiłem więc dokonać nieco szerszej analizy jej wypowiedzi zawartych w wywiadzie dla Rzeczypospolitej, który znajduje się tutaj. oto efekt.
już w odpowiedzi na pierwsze pytanie jest nieźle: „[...] feministki dobrze się czują w ferworze walki, muszą mieć jakiegoś wroga. Najlepiej ideologicznego, i do tego katolika, taki jest wręcz idealny.” bzdura. feministki starają się zwrócić uwagę na pewne rzeczy, ale do tego niepotrzebny im żaden wróg. oczywiście piętnowanie pewnych zachowań wiąże się czasami z podaniem przykładów, ale raczej nie widziałbym w tym walki na śmierć i życie niezbędnej do istnienia ruchu feministycznego.
odpowiedź na pytanie dotyczące przyjścia na Manifę brzmiąca: „Głęboko bym się zastanowiła, bo jeśli poprzednią Manifę promowano hasłem „Chcemy zdrowia, nie zdrowasiek”, to ja się pytam, o co chodzi?” moim zdaniem świadczy o niezrozumieniu problematyki kobiecej przez panią minister. praktycznie od momentu uchwalenia tak zwanej ustawy antyaborcyjnej Kościół katolicki skutecznie wpływa na uchwalanie niektórych ustaw, często dotyczących tak zwanego zdrowia reprodukcyjnego. w związku z czym feministki przygotowały hasło mówiące o tym, że zależy im na dobrym i skutecznym prawie chroniącym kobiety, a nie na zbyt dużym wpływie Kościoła katolickiego na ustawodawstwo. niestety ta interpretacja umknęła pani minister, jak się wydaje.
wypowiedź pani minister na temat parytetów świadczy z kolei o niezrozumieniu ich idei. sama ustawa oczywiście będzie obowiązywać w przypadku wyborów samorządowych, wyborów do Sejmu RP i wyborów do Parlamentu Europejskiego, ale docelowo ma zmierzać do zmiany świadomości w polityce. tymczasem w ustach Radziszewskiej została sprowadzona do aktu prawnego, który będzie służył przede wszystkim „paniom z Warszawy”. zaś porównanie Polski do krajów Europy Zachodniej jest wyjątkowo nietrafione, bo w Europie Zachodniej ruchy feministyczne działają nieprzerwanie od ponad 60 lat, a rewolta roku ’68 zmieniła tam postrzeganie świata i jego problemów, a w Polsce w tym czasie myślano nad strategiami walki z opresyjnym systemem, a po 1989 roku próbowano na nowo wszystko poukładać tak, by działało.
jeśli chodzi brak zaproszenia na Kongres Kobiet, na którzy Radziszewska narzeka, śpieszę z informacją, że zaproszenie nie było potrzebne. była natomiast potrzeba dobra wola i chęć uczestnictwa i dialogu. albowiem w Kongresie Kobiet mógł uczestniczyć kto tylko chciał, pod warunkiem, że się zarejestrował. rozumiem, że pani minister uważa się za ważną personę i oczekiwała zaproszenia ze względu na swoje stanowisko, ale powinna pamiętać, że piastuje je tylko przejściowo i to ona powinna zabiegać o poparcie środowisk kobiecych, które były, są i będą.
zaś zdanie: „Widocznie uznano, że lepiej, by była jednomyślność jak za starych, słusznych czasów, a ci, którzy mają inne poglądy, by się z nimi nie objawiali. A ja jeszcze bym coś powiedziała, co paniom popsułoby atmosferę. Więc uznano mnie za osobę niepożądaną.” jest wyrazem niewiedzy o tym, kto w Kongresie Kobiet uczestniczył (lewica i prawica, bizneswomen i gospodynie domowe, polityczki, aktorki i przedstawicielki innych zawodów) i co miał on na celu (dialog, dyskusję, podsumowanie 20 lat transformacji ustrojowej).
smutne, że osoba o tak nikłym poziomie wiedzy na niektóre tematy jest pełnomocnikiem rządu ds. równego traktowania. niestety jest to element wpisujący się w większą całość polityki PO pod przewodnictwem Donalda Tuska, który zamiast zmierzyć się z realnymi problemami zajmuje się public relations.
dodam jeszcze, że Tygodnik Powszechny również zrobił z minister Radziszewską wywiad, który można przeczytać tutaj i warto to zrobić dla porównania. oprócz tego z kronikarskiego obowiązku dodam, że o pani minister pisałem tutaj, tutaj i tutaj
o parytetach, kohabitacji i pozornych oszczędnościach
Tagi: feminizm, gazeta.pl, partie polityczne, równouprawnienie, wyborcza.pl
w tym artykule Henryka Bochniarz wyjaśnia, dlaczego popiera parytety. warto się z nim zapoznać, żeby nie bredzić tak, jak Liliana Sonik we wczorajszym programie Bogdana Rymanowskiego. w wymienionym programie występowała również Kazimiera Szczuka, którą górowała nad L. Sonik opanowaniem, inteligencją i merytorycznymi argumentami. Rymanowski albo udawał głupiego, albo taki ma styl prowadzenia swoich programów, w każdym razie zadawał średnio mądre pytania, które nakręcały tak zwaną debatę, ale nie wnosiły nic konstruktywnego. otrzymał on moim zdaniem zdecydowanie niesłusznie nagrodę Dziennikarza Roku 2008. zresztą nie tylko moim zdaniem, tutaj jest celny komentarz Piotra Pacewicza.
Platforma Obywatelska ustami swojego przewodniczącego ogłosiła propozycje zmian w konstytucji, można się z nimi zapoznać tutaj. może ktoś niewyrobiony politycznie da się nabrać populistyczne propozycje PO, czyli oszczędności, które teoretycznie wynikną ze zmniejszenia liczby posłów i senatorów albo ograniczenie władzy prezydenta, które byłoby możliwe do uchylenia zwykłą większością głosów. moim zdaniem prawdziwym powodem zmian proponowanych przez PO jest chęć zawłaszczenia dla siebie całej władzy. wszystko to nie jest oczywiście czynione tak ordynarnie, jak za rządów PiS, za to konsekwencje tego procesu będą trwalsze.
a przecież by kohabitacja prezydenta z rządem była mniej problemowa, wystarczy dobra wola z jednej i drugiej strony. pozostałe kwestie poruszone przez PO da się załatwić odpowiednimi zmianami w regulaminie Sejmu czy poprawkami do ustaw. ale nie, zbliżają się wybory, więc trzeba pokazać ludowi, że politycy się o niego troszczą. a że pomysły polityków są kretyńskie? trudno, ważne jest to, że się w mediach mówi o partii. nieważne jak mówią, byleby mówili, jak mówi znane powiedzenie branży reklamowej. w przypadku PO jest to podwójnie słuszne, bo partia ta skupia się przede wszystkim na public relations, zamiast zająć się prawdziwymi problemami.
społeczny Nobel i Orliki, czyli o tym, co dla kogo ważne
Tagi: Krytyka Polityczna, pomysły mądre i niemądre, równouprawnienie, wartościowi ludzie, wyborcza.pl
w nawiązaniu do filmu „Podziemne państwo kobiet”, o którym pisałem w tym wpisie, zapodaję linka do galerii zawierającej zdjęcia z akcji terenowych Separatystycznych Rewolucyjnych Oddziałów Macicznych (w skrócie SROM): tutaj.
Krytyka Polityczna informuje tutaj, że Sylwia Chutnik, którą szanuję, lubię i podziwiam, otrzymała tak zwanego społecznego Nobla, czyli nagrodę organizacji Ashoka. przyznawana jest ona ludziom, którzy przyczyniają się swoimi działaniami do rozwiązania problemów dotykających jakąś grupę ludzi, a robią to w sposób umożliwiający zaadaptowanie ich rozwiązań gdzie indziej. Sylwia prowadzi fundację MaMa zajmującą się przystosowaniem przestrzeni miejskiej do potrzeb rodziców z dziećmi i osób poruszających się na wózkach. oprócz samej nagrody, która jest ważna ze względów prestiżowych, Sylwia otrzymała trzyletnie stypendium, bardzo istotne dla dalszego rozwoju jej samej i jej inicjatyw. gratulacje!
profesor Magdalena Środa zwraca uwagę w swoim felietonie Budżet ma płeć na problem jednostronnego wydawania na wsiach i w małych miastach środków publicznych i dotacji unijnych z tak zwanych funduszy społecznych. są one przeznaczane prawie wyłącznie na inwestycje służące mężczyznom i chłopcom, czyli boiska i tym podobne obiekty, natomiast mało jest miejsc służących wszystkim, nie tylko mężczyznom, czyli na przykład domów kultury, świetlic i tym podobnych. nie trzeba być mieć doktoratu z socjologii, żeby dojść do wniosku, że takie miejsca świetnie służą budowaniu lokalnej społeczności, wzmacnianiu więzi międzyludzkich i i integrowaniu mieszkańców. wystarczy chwilę pomyśleć i mieć minimum dobrej woli, czego niestety permanentnie brakuje osobom odpowiedzialnym za wydawanie tychże środków.
parytety według Gościa Niedzielnego
Gość Niedzielny jako źródło inspiracji jest niewyczerpany, w numerze 02/2010 aż trzy artykuły skłaniają do skomentowania czy polemiki. w poprzednim wpisie zająłem się tematem języka i wyrażania się oraz aborcji, w tym wpisie będzie o parytetach.
Bogumił Łoziński w tym artykule stara się zdezawuować wysiłek włożony w organizację Kongresu Kobiet i zbieranie podpisów pod projektem ustawy o parytecie. czyni to w wyjątkowo kłamliwy sposób pisząc w pierwszym akapicie tak: „[..] Diagnoza (dotycząca sytuacji kobiet w Polsce – miguelm75) taka rzeczywiście została sformułowana, tyle że miała ona charakter wybitnie jednostronny – lewicowy i feministyczny, czego wyrazem były postulaty rozszerzenia prawa do aborcji czy refundowania środków antykoncepcyjnych.” rozumiem, że publicyści Gościa Niedzielnego mają alergię na poglądy lewicowe i feministyczne, ale używając tego typu sformułowań autor niebezpiecznie zbliża się do granic myślenia paranoicznego.
z drugiej strony możliwe, że B. Łoziński nie czytał postulatów zamieszczonych na przykład tutaj i dlatego bredzi od rzeczy. ale z drugiej strony: jeśli nie sprawdził źródeł, to jaki z niego dziennikarz? nie wierzę, że autor jest przeciwny wszystkim bez wyjątku postulatom, raczej przypuszczam, że uważa on za rzecz niedopuszczalną napisanie, że się zgadza z którymkolwiek. zapewne obawia się on, że podobne zachowanie oddaliłoby go od linii programowej GN, a zbliżyło do tych okropnych feministek. ba, nieomalże pchnęło w ich ramiona. taki pogląd jest zgodny z dychotomicznym myśleniem prezentowanym przez konserwatywne środowiska kościelne coś może być czarne albo białe, nic pośrodku.
nie wiem, na podstawie czego autor wysnuł przypuszczenie, że kobiety uważają sferę polityki za sferę w której kobiety są najbardziej dyskryminowane oraz opinię o braku entuzjazmu środowisk kobiecych dla propozycji parytetów. przypomina mi się w tym momencie odpowiedź na pytanie: „Cześć, co słychać?” brzmiąca: „Zależy, gdzie ucho przyłożyć.”
autor z jednej strony zdaje sobie sprawę, na czym polega parytet: „Zakłada, że liczba kobiet na listach wyborczych nie będzie mniejsza niż liczba mężczyzn. Parytet nie obejmie natomiast wyborów do Senatu i do rad gmin do 20 tys. mieszkańców, bo tam obowiązuje ordynacja większościowa.”, a z drugiej strony przypisuje uczestniczkom Kongresu Kobiet myślenie, którego nie ma: „Zupełnie inne podejście do tego problemu mają uczestniczki Kongresu Kobiet Polskich, które chcą przepisami sterować, ile kobiet ma działać w polityce.” oraz „Parytet zakłada, że kobiety w konkurencji z mężczyznami są słabsze, dlatego potrzebne jest im ustawowe wsparcie.” trochę #mindfuck, jakby to powiedziano na BLIP-ie.
następny „kwiatek” świadczący o nieznajomości tematu jest taki „Ciekawe, w jaki sposób nasze feministki okazały solidarność z kobietami, które przez wiele lat nie pracują zawodowo, bo wychowują dzieci, przez co otrzymają o wiele niższą emeryturę, bo mają mniejszy okres składkowy?” tak się składa, że feministki walczą między innymi o wynagradzanie prac domowych wykonywanych przez kobiety wychowujące dzieci i niepracujące zawodowo oraz o należyte wynagradzani kobiet. ale B. Łoziński albo nie chce tego wiedzieć, albo wie, ale celowo to pomija, bo nie pasuje mu do z góry założonej tezy.
tak czy owak wspomniany artykuł jest nierzetelny, stronniczy i po prostu nieuczciwy. autorowi sugeruję zaznajomienie się z tematem, zanim następnym razem napisze o czymś, o czym raczej wie niewiele. tudzież apeluję o większą uczciwość w prezentowaniu poruszanego tematu.
neutralność światopoglądowa państwa to fikcja
Tagi: ekumenizm.pl, Gość Niedzielny, partie polityczne, równouprawnienie
GN opublikował w numerze 50 artykuł pod tytułem Neutralność według lewicy. mam wrażenie, że jest on według autora odpowiedzią na różne pomysły lewicy zmierzające do przywrócenia państwu polskiemu neutralności światopoglądowej.
jednakże autor nie ustrzegł się paru uproszczeń i przekłamań (ciśnie mi się na usta określenie „jak zwykle w GN”). poniżej je wymienię i odniosę się do nich.
„Dominujący obecnie w wielu krajach Europy Zachodniej model „francuski” zakłada „wrogie” oddzielenie państwa od religii [...] W efekcie doprowadziło to do powstania swoistej „religii świeckiej” [...] To właśnie takie myślenie o relacji władzy i Kościoła doprowadziło do nieumieszczenia w traktacie reformującym Unię Europejską, a potem w traktacie lizbońskim jakiejkolwiek wzmianki o chrześcijańskich korzeniach Europy.” – najprawdopodobniej autor jest na tyle naiwny, że uważa, iże umieszczenie wzmianki o chrześcijańskich korzeniach Europy w dokumentach unijnych będzie działać na zasadzie zaklęcia, tudzież jest sprawą ważniejszą niż na przykład kwestie polityczne czy ekonomiczne. chyba nastąpiło tutaj lekkie rozminięcie z rzeczywistością. jeśli nie sposób wszystkich zadowolić, chyba lepiej nie zadowolić nikogo, niż dawać powód do waśni i kłótni.
„Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym” – rozumiem, że widoczny udział najwyższych urzędników państwowych w uroczystościach religijnych oraz zapraszanie hierarchów katolickich na uroczystości państwowe jest urzeczywistnieniem przywołanego tutaj artykułu 25 konstytucji RP, tak?
„Jeśli do tego dodamy konstytucyjnie zagwarantowane prawo rodziców do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami, wyłania się obraz niezwykle przyjaznych relacji między państwem i Kościołem, w którym prawa ludzi wierzących są gwarantowane w najważniejszej ustawie w państwie.” – wszystko pięknie i ładnie, ale zapewnienie nauczania religijnego i niezwykle przyjazne relacje między państwem i Kościołem są ograniczone do jednego Kościoła – katolickiego. pozostałe Kościoły są traktowane jako przykra okoliczność, której nie da się usunąć, ale można jej nie zauważać.
„Współczesny system prawny praktycznie opiera się na etyce chrześcijańskiej. Obecnie katolicy domagają się, aby prawo państwowe było oparte na prawie naturalnym, na które składa się m.in. prawo do życia od momentu poczęcia aż do naturalnej śmierci.” – przepraszam, system prawny jakiego kraju? określenia „współczesny” oraz „praktycznie” są nic nie mówiącymi uogólnieniami. w dodatku przywołane zdanie nie pozostawia miejsca na inną etykę i możliwość tworzenia aktów prawnych w oparciu o nią. poza tym: „katolicy domagają się” – a co z tymi, którzy katolikami nie są? albo są katolikami, ale nie zgadzają się z nauczaniem Kościoła? albo z ateistami? dla publicystów GN nie są ważni, ważni są katolicy (oczywiście nie wszyscy, tylko ci akceptujący w pełni nauczanie Kościoła), reszta musi się podporządkować. śmierdzi mi to trochę państwem wyznaniowym. w latach 1945-89 mieliśmy małą próbkę, tylko zamiast Kościoła była Partia.
„Tymczasem za każdym razem, gdy katolicy zgłaszają rozwiązania wywodzące się z prawa naturalnego czy etyki chrześcijańskiej, lewica oskarża nas o łamanie zasady neutralności światopoglądowej. [..] a fakt, że ktoś w życiu publicznym odwołuje się do etyki chrześcijańskiej, w żaden sposób nie łamie świeckości państwa.” – problemem nie jest proponowanie rozwiązań wywodzących się z etyki chrześcijańskiej, ale tworzenie takiego prawa, które osobom inaczej myślącym uniemożliwia pewne zachowania. dla przykładu: „NIE” dla in vitro nie pozwala na skorzystanie z tej metody, natomiast „TAK” nie zmusza nikogo do korzystania z niej, daje jedynie możliwość. niby logiczne, ale niektórych to przerasta.
„Gdy toczyła się debata o in vitro, Magdalena Środa zgłosiła postulat, aby wykluczyć z niej przeciwników sztucznego zapłodnienia, bo mają niewłaściwe poglądy, do tego wywodzą je z przekonań religijnych.” – tak wygląda konkretna wypowiedź według GN. żadnej, nawet najmniejszej informacji o źródle wypowiedzi. po prostu żal.
do powyższego artykułu odniósł się również portal ekumenizm.pl, natomiast Kazimierz Bem (znany jako liberalny kalwin) opublikował w Rzeczypospolitej artykuł na temat neutralności państwa między innymi w kontekście katechezy w szkołach. zachęcam do przeczytania obydwu artykułów.