różne różności

o zdrowiu, przedszkolach i Kościele

przeglądając stare numery Gazety Wyborczej natrafiłem na numer z 27.03 – 28.03.2010, a w nim na parę interesujących artykułów, które pozwolę sobie Szanownym Czytelnikom przypomnieć.

Adam Leszczyński w artykule Świata nie zbawili, ale poprawili opisuje główne założenia reformy zdrowia uchwalonej przez Senat USA (o której pisałem tutaj). autor podkreśla dotychczasową fundamentalną różnicę między krajami europejskimi a USA. jak wiadomo, w krajach europejskich prawo do opieki zdrowotnej jest uważane przez każdego obywatela za coś oczywistego i w pewnym sensie naturalnego, natomiast w USA tak nie było, a stosunkowo duża część społeczeństwa była ubezpieczenia pozbawiona.

Leszczyński podkreśla nowatorstwo tej reformy, które polega między innymi na zwiększeniu roli państwa opiekuńczego w USA, zmianie redystrybucji dochodów od bogatszych do biedniejszych oraz inteligentnym wykorzystaniu państwa i rynku dla poprawy warunków życia obywateli.

Teresa Ogrodzińska w wywiadzie Rzeczpospolita przedszkolaków podkreśla niezwykle istotną rolę przeszkoli w wychowaniu dzieci posuwając się do słusznego zresztą twierdzenia „W dobrym przedszkolu stają się obywatelami, którzy w przyszłości zmienią nasz kraj. Dlatego tak ważne jest, żeby przedszkoli przybywało i żeby były coraz lepsze.” podobnie uważają Przemysław Sadura i Julia Kubisa przywołani przeze w tym wpisie).

Ogrodzińska wiele mówi o swoich doświadczeniach związanych z prezesowaniem fundacji, której jednym z celów jest zakładanie przedszkoli na terenach wiejskich. wyłania się z tego niewesoły obraz, który zaprzecza potocznej opinii o wiejskich dzieciach, które razem z rówieśnikami hasają po polach i lasach. samodzielna aktywność wiejskich dzieci, (podobnie zresztą jak miejskich) są ograniczana, a one same są pilnowane, co wynika z troski o ich bezpieczeństwo. niestety jedną z popularniejszych „rozrywek” wiejskich dzieci jest oglądanie seriali w telewizji razem z mamami, co wynika z lenistwa tychże.

w wywiadzie padają bardzo trafne słowa: „Ja od państwa chcę mieć przede wszystkim dobre prawo. Odpowiada mi zasada pomocniczości wpisana do naszej konstytucji, zgodnie z którą państwo włącza się tam, gdzie ludzie, samorząd, organizacje pozarządowe nie dają rady.” myślę, że duża część polskiego społeczeństwa mogłaby się pod takim rozumieniem roli państwa podpisać. niestety politycy uważają, że państwo powinno obywateli wyręczać również tam, gdzie ci doskonale daliby sobie radę.

ksiądz Jacek Prusak w wywiadzie Grzech oblężonej twierdzy odnosi się do skandali pedofilskich w Kościele katolickim, które zostały ujawnione w ostatnim czasie. według niego więzi panujące między kapłanami a biskupem mogą w pewnym sensie prowokować do nieujawniania przypadków pedofilii  i wytłumaczenia takiego właśnie postępowania.

dość znamienne są słowa dotyczące instrukcji „Crimen Sollicitationis”: „Ta przedsoborowa instrukcja powstała z lęku, który towarzyszył Kościołowi w walce z modernizmem. Kościół czuł się wówczas twierdzą atakowaną z każdej strony. [..] Upublicznianie przypadków pedofilii mogło być wykorzystane w wojnie ideologicznej z Kościołem. Nie było mowy o współpracy między Kościołem a instytucjami państwowymi, bo państwo oraz instytucje demokratyczne były postrzegane jako wrogie.”

mam wrażenie, że wielu hierarchów i księży do dziś hołduje takiemu sposobowi myśleniu pomimo uchwał Soboru Watykańskiego II. traktowanie Kościoła jako oblężonej twierdzy, której trzeba bronić, jest powodowane lękiem i strachem przed tym, co się składa na całe bogactwo dzisiejszego świata, również w sensie negatywnym.

ks. Prusak zwraca uwagę na to, że zaufanie do Kościoła zostało nadszarpnięte i przypomina, że w tym samym czasie, gdy ogłoszono encyklikę „Humanae Vitae”, dochodziło do przypadków pedofilii. nie ma się zatem czemu dziwić utracie autorytetu przez Kościół katolicką, który wykazał się w tym wypadku niebywałą hipokryzją.

na koniec ks. Prusak podkreśla konieczność powrotu do nauk soborowych, szczególnie tych, które mówią o zwiększeniu roli laikatu. moim zdaniem jest to wręcz konieczność, jeśli Kościół chce w dzisiejszym świecie być instytucją posiadającą autorytet wśród wiernych i pragnie uniknąć tego typu wydarzeń w przyszłości.

poniekąd dla zmiany nastroju polecę do przeczytania tekst Pawła Smoleńskiego Polska z innego obiegu, który opowiada o Grochowie. jest to piękna, poetycka opowieść o świecie, którego być może za 10-20 lat już nie będzie. opowieść o specyficznym miejscu, jego mieszkańcach, niepowtarzalnej atmosferze. warto przeczytać.

aborcja, bezpłodność i hipokryzja

do redakcji Gazety Wyborczej przyszedł list pod tytułem Żyjemy w chorym, zakłamanym kraju. jest on wstrząsający. a dotyka spraw tak delikatnych, jak badania prenatalne, ciąża, choroba płodu i wreszcie aborcja. najsmutniejsze jest to, że zapewne doświadczenie autorki listu nie jest odosobnione, a nie robi się w naszym kraju nic, żeby takich sytuacji było jak najmniej. sytuacji, w których depcze się godność osób, które domagają się egzekwowania przysługujących im praw związanych z posiadaniem/nieposiadaniem dzieci.

do redakcji Wysokich Obcasów został natomiast przysłany list o tytule Bezpłodność. autorka opisuje w nim swoje doświadczenia związane z zapłodnieniem in vitro. przeważnie wiążą się one z dyletanctwem i chamskim zachowaniem ze strony lekarzy reprezentujących państwową służbę zdrowia, co w połączeniu z niemożnością zajścia w ciążę  skłania autorkę do  szukania pomocy w prywatnej klinice zajmującej się zapłodnieniem in vitro.  ciągły brak efektów leczenia oraz wcześniejsze doświadczenia doprowadzają w końcu do depresji. na szczęście autorce udało się wrócić do równowagi psychicznej, ale zapewne trudno jej będzie podjąć kolejną próbę zajścia w ciążę.

wobec tych dwóch listów więzną w gardle wszelkie słowa komentarza. można tylko współczuć, że takie sytuacje  mają miejsce, że żyjemy w tak chorym kraju, że hipokryzja i chamstwo lekarzy osiągają poziom niespotykany. mam nadzieję, że kiedyś aktualny stan się zmieni. oby…

badania prenatalne i równe traktowanie po polsku

wczoraj pisałem o stosunku lekarzy do pacjentów, który czasami wygląda zdecydowanie nie tak, jak powinien. a dzisiaj robiąc porządek odkryłem w swoich archiwach artykuł dotyczący badań prenatalnych w Polsce. właściwie jest to list do redakcji z cyklu „Witamy w Polsce”. zachęcam do przeczytania.

nie mieści mi się w głowie, jak lekarka (litościwie opisana tylko inicjałami jako„Doktor Maria S-D”) może być tak chamska w stosunku do pacjentki, jak może włazić z buciorami w jej osobiste sprawy i do tego mieszać swoje prywatne przekonania. jeśli pacjentka jest w wieku, w którym NFZ zaleca bezpłatne badanie prenatalne, to obowiązkiem lekarza jest wypisanie skierowania, a nie dopytywanie się, co pacjentka zamierza zrobić z wynikami.

ponadto lekarka nie dopisując na skierowaniu sformułowania „ze względu na wiek” prawdopodobnie popełniła błąd w sztuce, a co najmniej nie dopełniła niezbędnej formalności. zaś motywowanie tego faktu światopoglądem jest zwyczajnym nadużyciem. takie zachowania powinny być piętnowane i eliminowane w środowisku, zaś wspomniana lekarka powinna przypomnieć sobie zajęcia z etyki lekarskiej. może wtedy coś by się jej rozjaśniło w głowie.

prawie trzy tygodnie temu organizatorki Kongresu Kobiet na konferencji prasowej zaapelowały do premiera Donalda Tuska o odwołanie pełnomocniczki rządu ds. równego traktowania Elżbiety Radziszewskiej, o czym informowała GW. na stronie internetowej urzędu pani minister jest dużo ciekawych informacji, są deklaracje i zapowiedzi wydarzeń – stosowny link jest  tutaj. niestety nie przekłada się to kompletnie na rzeczywistość, bo pani minister i podlegli jej urzędnicy nie robią nic sensownego, aby równe traktowanie wszystkich stało się rzeczywistością, a nie zaklęciem.

premier nie skorzystał z okazji odwołania minister Radziszewskiej, kiedy dokonywał zmian w rządzie (odwołał wtedy 3 ministrów, a 3 osoby z Kancelarii Premiera wróciły do pracy poselskiej), nie skorzystał dotychczas ze wspomnianej  propozycji organizatorek Kongresu Kobiet. wygląda na to, że będzie ona pełnić swoją funkcję jeszcze długo (do końca kadencji) ze szkodą dla wszystkich. nieodwołanie pani minister jest częścią planu premiera pod tytułem „jak się nie narazić wyborcom, utrzymać wysoką pozycję w sondażach i elegancko rozpocząć kampanię prezydencką”. jak na razie premierowi idzie dobrze. pytanie nasuwa się jedno: czy o to w tym wszystkim chodzi?

http://wyborcza.pl/1,87649,7228734,Badania_prenatalne_a_la_Polonaise.html

ciąg dalszy nastąpił

w dzisiejszym wpisie znajdą się nawiązania sobie do wcześniejszych moich wpisów, a które mają różnego rodzaju ciąg dalszy.

jakiś czas temu pisałem o programie edukacyjnym finansowanym przez łódzki magistrat (a konkretnie: tutaj i tutaj). okazuje się, że powyższy temat boli nie tylko mnie. niejaki navaira na swoim blogu  zatytułowanym z  życia heteroseksualistów również poruszył ten temat w jednym z wpisów, a zrobił to z dużo większym niż ja poczuciem humoru, ironią i zjadliwością. z tego miejsca składam mu wielkie uszanowanie. czytam jego bloga regularnie. jego wpisy są zawsze na wysokim poziomie, a cięty język wywołuje uśmiech na twarzy. tak trzymać.

o bezprawnej sterylizacji Wiolety Woźny pisałem tutaj. sprawa znalazła swój finał w sądzie, jednak wydany wyrok budzi zdumienie i niesmak, mam nadzieję, że nie tylko mój. mianowicie GW informuje, że prokurator Krzysztof Burdziński śledztwo umorzył, powołując się na opinię profesora Romualda Dębskiego. ta decyzja budzi mój zdecydowany sprzeciw. po pierwsze: prokurator powołuje się tylko na względy medyczne jakoby konieczne do ratowania życia  pani Wiolety, a nie biorąc pod uwagę możliwości złamania prawa podczas dokonania sterylizacji bez jej zgody. po drugie: medyczne uzasadnienie uderza w jej godność, ponieważ wypowiedź profesora Dębskiego obraża panią Wioletę. zakłada on, że nie „stosowałaby antykoncepcji i przy następnej ciąży dzieci zostałyby bez matki”.

no tak, najprościej z góry założyć, że skoro ktoś jest niewykształcony i mieszka na wsi, nie będzie stosował antykoncepcji. podpowiem panu profesorowi: na edukację seksualną nigdy nie jest za późno. ba, uświadamianie pacjentowi skutków zdrowotnych jego zachowań jest częścią misji lekarza. co prawda obowiązek profilaktyki nie jest wpisany wprost w Kartę Lekarza, ale znakomita większość lekarzy na szczęście wie o nim bez zapisów prawnych. niestety, niektórzy wolą traktować pacjenta jak osobę niepełnosprawną intelektualnie i podejmować pewne decyzje bez jego wiedzy, jakoby dla jego dobra. przynosi to hańbę nie tylko zawodowi lekarza jako takiemu, ale również państwu, w którym takie zdarzenia mają miejsce.

dwa dni temu pisałem o wyroku Trybunału uznającym za zgodne z Konstytucją wliczanie oceny z katechezy do średniej ocen na świadectwie. jak informuje GW za radiem TOK FM w tym artykule, otrzymanie jedynki (czyli oceny niedostatecznej) nie spowoduje niezdania do następnej klasy. w takim razie pytam: po jaką cholerę wliczać ocenę z katechezy do średniej, skoro i tak nie ma to na nic wpływu. nie wspominając o tym, że aż do momentu wystawiania ocen (sic!) uczeń może się z katechezy wypisać na podstawie pisemnej deklaracji.

w tym momencie Kościół sam prowokuje następującą sytuację: uczniowie chodzą na katechezę, ale nic na niej nie robią konstruktywnego albo traktują ją jako czas na odrabianie zadań czy dostarczanie sobie rozrywki pod tytułem „pisanie SMS-ów albo słuchanie MP3 na telefonie”. dobrze będzie, jeśli nie będą przeszkadzać innym. po czym przy wystawianiu ocen (potencjalnych jedynek) większość się z katechezy wypisuje, aby sobie nie zaniżać średniej. tak to Kościół w pewnym sensie uczy konformizmu i kombinatorstwa. smutne, ale prawdziwe.

kobieta rodzi w bólach? w Polsce to smutna rzeczywistość

tutaj GW informuje o skandalicznym zachowaniu lekarza pracującego na oddziale położniczym szpitala w Bydgoszczy. krew mnie zalała i cholera jasna wzięła po przeczytaniu tego newsa. wszelako na szczęście udało mi się wrócić do rzeczywistości w celu napisania wpisu.

wybaczam dyrektorowi szpitala zatrudnienie tego lekarza od siedmiu boleści, nie miał innego wyboru ze względu na kondycję naszej służby zdrowia. trudno, okoliczności zewnętrzne. wybaczam, że go jeszcze zatrudnia mimo skarg. zresztą, jak się wypowiada: „ograniczył jego pracę do dyżurów”. ktoś w końcu musi dyżurować poza godzinami pracy szpitala.

ale, do jasnej cholery: nie wybaczam lekarzowi takiego potraktowania rodzącej kobiety. mam wrażenie, że nie ma on żony ani dzieci, bo nie sądzę, by tak potraktował jakąkolwiek pacjentkę, gdyby miał. zresztą niezależnie od wszystkiego obowiązuje go treść Przyrzeczenia Lekarskiego, składanego przez absolwentów kierunków lekarskich, dostępnego tutaj. mam wrażenie, że pan doktor powinien sobie przypomnieć jej treść, bo chyba mu wyleciała z pamięci, skoro we wspomnianym szpitalu dochodzi  do tego typu sytuacji.

z tą sytuacją świetnie koresponduje sterylizacja bez zgody pacjentki, która została przeprowadzona na Wiolecie Woźny. pisałem o tej bulwersującej sprawie tutaj. najgorsze jest to, że podmiotami obu zdarzeń były kobiety. i niech ktoś mi powie, że w Polsce nie potrzeba feministek/feministów, walczących o prawa kobiet i ich godność w różnych sytuacjach. przecież tego typu zdarzenia sytuują nasz kochany kraj gdzieś w okolicach przysłowiowego Trzeciego Świata.

nie jestem zawistny, ale mam szczerą nadzieję, że aktualny kontrakt czy inna współpracy z tym lekarzem skończy się jak najszybciej i że będzie on długo i bezskutecznie szukał nowej pracy.

P. S.

zdaję sobie sprawę z tego, że równie dobrze rację może mieć lekarz. ale jakoś jestem dziwnie przekonany, że w tym wypadku tak nie jest.

jemeńska dwunastolatka umiera przy porodzie

tutaj jest napisane o wstrząsającym zdarzeniu, do jakiego doszło w Jemenie, czyli kraju od nas nieco dalekim, zarówno geograficznie, jak i kulturowo. mianowicie 12-letnia dziewczynka zmarła po trzydniowym porodzie.

lektura tego artykułu i dyskusji na forum zrodziła we mnie parę pytań:

  • ile jeszcze podobnych dziewczynek, dziewczyn czy kobiet musi umrzeć, zanim w większości krajów zostanie wprowadzona możliwość dokonania aborcji w przypadku zagrożenia życia lub zdrowia matki? nikt mi nie wmówi, że poród dla dziecka w takim wieku nie zagraża jej życiu i  zdrowiu (nawet biorąc pod uwagę szybsze dojrzewanie dziewcząt w tamtejszym klimacie);
  • gdzie w tym czasie byli i co robili lekarze, którzy odbierali ten poród? jest napisane jak byk: „trafiła do szpitala”. nie ujmuję tamtejszym lekarzom wiedzy medycznej czy doświadczenia, ale na miłość boską: żyjemy  w XXI wieku, jeśli się czegoś nie wie, zawsze można się skonsultować z kimś bardziej doświadczonym. pytać o radę – żaden wstyd. skoro widzieli, że coś idzie nie tak (poród trwający trzy dni nie jest normalny nawet u dorosłej kobiety), powinni poprosić o pomoc;
  • kwestia obyczajów, a co za tym idzie również prawodawstwa zezwalającego na wydawanie za mąż dziewczynek poniżej 15 roku życia jest również bulwersująca. można ją w jakimś stopniu tłumaczyć ichniejszą kulturą. co oczywiście nie zmienia faktu, że ordynarne „sprzedawanie”, (bo czasami się do tego sprowadza wydawanie za mąż małoletnich dziewcząt w zamian za suty posag), jest niedopuszczalne i powinno być zakazane.

zapewne zaraz odezwą się „obrońcy życia”. mam dla nich jedną odpowiedź: nie każdy wyznaje taki sam system wartości i nie każdy ma ochotę zostawać męczennikiem (męczennicą) w imię głoszonych przez was poglądów. jeśli wy chcecie – proszę bardzo, droga wolna. ale proszę: nie każcie innym.

właśnie dlatego, że Amnesty International zajmuje się takimi i podobnymi sprawami, będę popierał ich działania, choćby w tak skromny sposób, jak baner zamieszczony na stronie.

sterylizacja w majestacie prawa

tutaj Gazeta Wyborcza pisze na temat bulwersującego zdarzenia, które absolutnie nie powinno mieć miejsca w cywilizowanym kraju. chodzi mianowicie o wysterylizowanie bez pytania o zgodę kobiety, która urodziła dziecko. ową kobietą jest Wioleta Woźna, mama małej Róży, odebranej jej decyzją sędzi Jolanty Biniak, o czym mowa tutaj.

oburzające jest, że pomimo nielegalności zabiegu sterylizacji w Polsce (z wyjątkiem bezpośredniego zagrożenia życia), został on przeprowadzony w państwowym szpitalu bez pytania pacjentki o zgodę. tłumaczenie które przedstawia Elżbieta Nosek (zastępca ordynatora oddziału położniczego), gdzie odebrano poród, urąga zdrowemu rozsądkowi i stawia pytanie o kompetencje lekarza opiekującego się panią Wioletą: „Macica była uszkodzona, przy następnym porodzie mogłaby pęknąć (…) Nie mogliśmy zapytać pacjentki o zgodę. Była uśpiona. Trzeba by ją wybudzić z narkozy. Narazilibyśmy ją na kolejną operację.” z całym szacunkiem, ale chyba lepiej narazić kogoś na kolejną operację, niż podejmować tak ryzykowną moralnie decyzję, w dodatku podpadającą pod kodeks karny. nawet jeśli lekarz jest przekonany o swojej racji, nie ma prawa zrobić czegoś takiego, w dodatku będącego czymś nieodwracalnym.

skoro lekarz przewidywał, że podczas porodu może dojść do komplikacji czy powikłań, powinien mieć na tyle refleksu, zdrowego rozsądku czy zdolności przewidywania, aby poinformować rodzącą kobietę o tym, co w przyszłości może mieć miejsce, jeśli coś pójdzie nie tak. oczywiście powinien uzyskać jej pisemną zgodę na przeprowadzenie ewentualnych dodatkowych działań medycznych, gdy będzie pozbawiona świadomości (pod wpływem narkozy). niedopełnienie tego obowiązku stawia pod znakiem zapytania prawo do wykonywania zawodu przez lekarza, który odbierał poród. jak wspomniałem wcześniej – wystarczy zdrowy rozsądek i zdolność przewidywania, nie potrzeba doktoratu czy Bóg wie jakiego doświadczenia w zawodzie.

Ewa Wieczorek pisze tutaj o pewnej postawie, która niestety chyba nie jest aż taka rzadka w Polsce.  ja do jej słów „Mam mdlącą pewność, że stoi za tym pogardliwa protekcjonalność wobec kogoś biednego, niewykształconego, ze wsi.” dodałbym jeszcze słowa „wobec kobiety”. kłania się tutaj kwestia, dla której między innymi został zorganizowany Kongres Kobiet Polskich w czerwcu 2009: kobiety są w Polsce traktowane jako obywatele drugiej kategorii, ich zdanie się nie liczy, a ich potrzeby i problemy są pomijane. w takiej sytuacji trudno nie być feministą i nie dążyć do zmiany aktualnego stanu rzeczy.

aby zostać dobrze zrozumianym: popieram stosowanie antykoncepcji i świadomą refleksję nad tym, czy daną parę będzie stać na to, aby utrzymać siebie i dziecko i zapewnić mu godne warunki do wejścia w dorosłe życie. jednakże jeśli według opinii sąsiadów, proboszcza i rzecznika praw dziecka w rodzinie pani Wiolety na dzień obecny wszystko się układa,  to nie ma potrzeby odbierać jej nowonarodzonego dziecka.

jestem również przeciwny wyciąganiu ręki do państwa po nienależną pomoc i zwykłemu wykorzystywaniu ludzkiej dobroci. jednakże jeśli pani Wioleta o ojciec jej dzieci byliby darmozjadami, ich sąsiedzi (znając polską bezinteresowną zawiść) pierwsi poinformowaliby o tym fakcie wszystkich i narobili rabanu. to, że żyje się w biedzie, nie oznacza, że nie jest się  w stanie wychować dziecka. zresztą bieda różni się od nędzy, która to uniemożliwia.

niezależnie od tego, co się myśli na temat poziomu intelektualnego i zaradności życiowej pani Wiolety, nic nie usprawiedliwia takiego postępowania, jakiego jesteśmy świadkami. nikt nie ma prawa traktować jej jako kogoś gorszego, nad kim można mieć przewagę i wykorzystywać ją w tak wstrętny sposób.

pozostaje mieć nadzieję, że listy czytelników w obronie pani Wiolety zamieszczone tutaj odzwierciedlają poglądy tak zwanych zwykłych ludzi i że jest ich więcej niż ludzi popierających decyzję sądu i lekarzy. mam także nadzieję, że opinia profesora Marka Safjana zamieszczona tutaj wyraża zdanie ludzi, którzy są w Polsce odpowiedzialni za stanowienie prawa.

w przeciwnym wypadku wolę nie pisać, co myślę o niektórych rodakach…